Kosztowna kara za telefon w Austrii. Emeryt musi zapłacić 374 euro

Austriacki emeryt zatrzymał się na nieczynnej stacji paliw, by odebrać telefon od żony. Postój trwał zaledwie cztery minuty. Kilka dni później otrzymał wezwanie do zapłaty 374 euro za nieuprawniony wjazd na teren prywatny. To nie pierwszy taki przypadek na austriackich drogach.

MotocyklMotocykl
Źródło zdjęć: © East News
Robert Kędzierski

84-letni motocyklista z Austrii przekonał się, jak kosztowny może być krótki postój w niedozwolonym miejscu. Mężczyzna o imieniu Alois pochodzi z powiatu Mödling. Na motocyklu jeździ nieprzerwanie od 66 lat. Pod koniec sierpnia zjechał z autostrady w okolicach miejscowości Wöllersdorf w Dolnej Austrii, kierując się w stronę Gutenstein. Poczuł wibracje telefonu w kieszeni na piersi. Postanowił się zatrzymać, aby odebrać połączenie, i wybrał do tego teren nieczynnej stacji benzynowej.

Austriacki emeryt twierdzi, że nawet nie zsiadł z maszyny. Przez zaledwie cztery minuty rozmawiał z żoną. Poinformował ją, że jest bezpieczny i wkrótce wróci do domu. Następnie natychmiast ruszył w dalszą trasę. Kilka dni później w jego skrzynce pocztowej pojawił się list od prawnika. Reprezentował on właściciela terenu dawnej stacji paliw. Pismo zawierało żądanie zapłaty 374 euro za nieuprawniony wjazd na prywatną posesję. W przypadku braku wpłaty motocykliście groziły pozew sądowy o zaniechanie naruszeń oraz konieczność uregulowania całej kwoty.

Próba polubownego załatwienia sporu

Zaskoczony kierowca skonsultował sprawę z prawnikami austriackiego klubu automobilowego ÖAMTC. Eksperci doradzili mu, aby nie uiszczał tak wysokiej kwoty. Mimo to 84-latek spróbował załatwić sprawę polubownie. Napisał odręczne przeprosiny i dołączył do nich 70 euro jako gest dobrej woli. Pieniądze zostały mu jednak szybko odesłane.

Niedługo potem Alois otrzymał drugie upomnienie. Przyszło także oficjalne pismo od firmy windykacyjnej. Motocyklista stanowczo odmawia zapłaty 374 euro. Tłumaczy, że po 15 kilometrach ciągłej jazdy po prostu zatrzymał się w pierwszym bezpiecznym miejscu. Jego zdaniem, jeśli właściciel nie życzy sobie obcych pojazdów na swoim terenie, powinien fizycznie zagrodzić wjazd na plac.

Masowe wezwania do zapłaty.

Problem wysokich kar za krótki postój na prywatnym terenie jest w Austrii znany od dłuższego czasu. Podobne spory o charakterze finansowym regularnie trafiają do lokalnych mediów. W marcu dziennik "Kurier" opisywał bliźniaczą sprawę z Wiednia, gdzie prawnik Oliver Luesgens domagał się 372 euro od kierowcy za postój na terenie obiektu sportowego.

Od 1 stycznia 2026 r. w Austrii obowiązują nowe przepisy. Obniżyły one opłaty sądowe i koszty w przypadku pozwów o naruszenie posiadania. Prawnicy stosują jednak inną podstawę prawną, aby egzekwować opłaty. Występują z powództwem o zaniechanie naruszeń. Ten sam mecenas, który działał w Wiedniu, reprezentuje obecnie właściciela zamkniętej stacji w Wöllersdorfie.

Prawnik argumentuje, że na prywatny teren stacji wjeżdża codziennie od 30 do 60 nieuprawnionych pojazdów. Zaznacza przy tym, że zakaz wjazdu jest tam wyraźnie i czytelnie oznakowany. Kwota około 370 euro to w świetle prawa propozycja ugody pozasądowej. Przedstawiciel właściciela ostrzega, że ewentualny proces sądowy będzie dla kierowcy znacznie droższy ze względu na dodatkowe koszty operacyjne.

Austriacki emeryt nie zamierza jednak ustąpić. Uważa on, że czterominutowa rozmowa telefoniczna z żoną nie usprawiedliwia żądania zapłaty tak wysokiej kwoty. Sprawa najprawdopodobniej znajdzie swój finał na drodze sądowej.

Wybrane dla Ciebie