Inflacja w Polsce równa średniej w UE. A inflacja bazowa zrównała się z inflacją CPI
Tempo wzrostu cen w Polsce wynosi obecnie dokładnie tyle samo, co średnia dla całej Unii Europejskiej. Dzień wcześniej komunikat NBP wskazał z kolei, że inflacja bazowa zrównała się z inflacją CPI.
Mierzenie procesów cenowych w gospodarce rzadko sprowadza się do jednej, prostej i uniwersalnej liczby. Choć w codziennych doniesieniach medialnych najczęściej operuje się głównym wskaźnikiem konsumenckim, to pełny obraz sytuacji makroekonomicznej wymaga spojrzenia na problem z kilku różnych perspektyw. Najnowsze dane płynące zarówno z europejskich, jak i krajowych instytucji pokazują, że polska gospodarka znajduje się w interesującym momencie stabilizacji, choć pod powierzchnią wciąż widać wyraźne napięcia.
Z danych opublikowanych przez europejski urząd statystyczny wynika, że zharmonizowany wskaźnik cen konsumpcyjnych (HICP) dla naszego kraju ukształtował się w maju na poziomie 3,3 proc. w ujęciu rocznym. To odczyt o tyle istotny, że pozwala na bezpośrednie i miarodajne porównanie sytuacji w Polsce z tym, co dzieje się w innych państwach Starego Kontynentu. Warto zauważyć, że dynamika wzrostu cen nad Wisłą wyhamowała w stosunku do poprzedniego miesiąca, podczas gdy w ujęciu ogólnoeuropejskim zaobserwowano delikatne przyspieszenie.
"Słabo wygląda". Oto jak polska dyplomacja radzi sobie w USA
Europejska perspektywa a polski koszyk zakupowy
Zrównanie się polskiej inflacji ze średnią unijną to symboliczny moment. W krajach posługujących się wspólną walutą dynamika cen ukształtowała się na nieznacznie niższym poziomie, odnotowując lekki wzrost w stosunku do wczesnowiosennych odczytów. Należy jednak pamiętać, że nadrzędnym celem Europejskiego Banku Centralnego pozostaje sprowadzenie tego wskaźnika do okolic 2 proc. w średnim okresie. Europejscy decydenci monetarni wychodzą z założenia, że właśnie taki, stabilny i przewidywalny poziom wzrostu cen tworzy optymalne środowisko dla długoterminowego rozwoju gospodarczego, nie zniechęcając jednocześnie konsumentów do bieżących wydatków.
Wielu obserwatorów rynku może zadawać sobie pytanie, skąd biorą się rozbieżności między danymi prezentowanymi przez Eurostat a tymi, które regularnie publikuje Główny Urząd Statystyczny. Według metodologii krajowej, inflacja w tym samym okresie wyniosła 3,1 proc., co zresztą okazało się wynikiem zauważalnie lepszym od rynkowych konsensusów. Klucz do zrozumienia tej różnicy leży w tak zwanym koszyku inflacyjnym.
Każdy urząd statystyczny musi określić, jakie towary i usługi wchodzą w skład przeciętnych wydatków gospodarstwa domowego oraz jaką mają wagę. Unijna metodologia HICP została stworzona po to, aby ujednolicić te wagi dla wszystkich państw członkowskich, co eliminuje lokalne zniekształcenia badawcze. Polski wskaźnik CPI jest z kolei ściśle skrojony pod specyfikę wydatków przeciętnego Kowalskiego. Stąd naturalne, choć zazwyczaj niewielkie, różnice w ostatecznych odczytach.
Inflacja bazowa. Rzadkie zjawisko w danych banku centralnego
Jeszcze ciekawszy obraz polskiej gospodarki wyłania się, gdy zestawimy ogólne dane o inflacji z komunikatami płynącymi z Narodowego Banku Polskiego. Krajowa władza monetarna przedstawiła szczegółowe wyliczenia dotyczące tak zwanej inflacji bazowej. Najważniejsza z jej miar, czyli ta pomijająca ceny żywności i energii, wyniosła dokładnie tyle samo, co ogólny wskaźnik CPI obliczany przez GUS.
W praktyce analitycznej zrównanie się inflacji ogólnej z bazową jest statystycznym ewenementem. W standardowych warunkach rynkowych to główny wskaźnik konsumencki przyjmuje wyższe wartości. Dzieje się tak dlatego, że obejmuje on koszty nośników energii oraz produktów spożywczych, które z natury charakteryzują się dużą zmiennością i często ciągną ogólny wynik w górę. Obecna sytuacja, w której obie linie na wykresie spotykają się w jednym punkcie, może sugerować, że otoczenie cenowe w Polsce weszło w fazę nietypowej, przejściowej stabilizacji po miesiącach potężnych szoków podażowych.
Aby w pełni zrozumieć wagę tego zjawiska, trzeba pochylić się nad samym sensem wyliczania inflacji bazowej. Dla zwykłego konsumenta to przy kasie w supermarkecie czy na stacji benzynowej decyduje się odczucie drożyzny. Jednak z punktu widzenia makroekonomistów i członków Rady Polityki Pieniężnej, patrzenie wyłącznie na ogólny rachunek za zakupy bywa mylące.
Dlaczego ekonomiści odrzucają część cen?
Zabieg wyłączenia z analizy cen żywności i energii nie jest próbą zaklinania rzeczywistości, ale koniecznym narzędziem diagnostycznym. Ceny paliw, prądu czy gazu są determinowane przede wszystkim przez globalne rynki surowcowe, decyzje karteli wydobywczych czy geopolityczne zawirowania. Z kolei ceny na półkach z żywnością zależą w ogromnej mierze od warunków pogodowych, urodzaju i bieżących cykli rolniczych.
Krajowy bank centralny, manipulując stopami procentowymi, nie ma najmniejszego wpływu na to, czy w danym roku wystąpi susza, ani na to, po ile baryłkę ropy będą sprzedawać kraje Bliskiego Wschodu. Dlatego analitycy NBP "odcinają" te kategorie, aby sprawdzić, co dzieje się w rdzeniu gospodarki. Inflacja bazowa pokazuje tendencje cenowe tych dóbr i usług, na które polityka pieniężna działa najskuteczniej – na przykład usług fryzjerskich, napraw samochodów, cen odzieży czy sprzętu elektronicznego. To w tym miejscu widać, czy inflacja zakorzeniła się w gospodarce i czy presja płacowa przekłada się na cenniki w firmach.
Delikatny wzrost presji bazowej w stosunku do wczesnowiosennych odczytów pokazuje, że choć ogólne tempo wzrostu cen wyhamowało, to wewnątrz gospodarki wciąż tli się inflacyjny żar. Firmy, mierząc się z rosnącymi kosztami pracy, nadal starają się przerzucać je na klientów końcowych tam, gdzie pozwala na to popyt.
Co z presją cenową?
Warto podkreślić, że analitycy banku centralnego nie opierają się wyłącznie na jednym wskaźniku bazowym. Aby zminimalizować ryzyko błędu statystycznego, obliczane są również inne miary. Jedną z nich jest tak zwana średnia obcięta. Polega ona na odrzuceniu z ogólnego koszyka tych grup towarów, których ceny w danym miesiącu zachowywały się najbardziej skrajnie – najmocniej drożały lub najsilniej taniały.
Najnowsze wyliczenia pokazują, że po zastosowaniu takiego matematycznego filtru, dynamika cen ukształtowała się na poziomie identycznym jak unijny wskaźnik HICP. Podobny wynik uzyskano po wyeliminowaniu z koszyka cen uznawanych historycznie za najbardziej zmienne. Obie te miary wskazują na pewne przyspieszenie w relacji do danych z poprzedniego miesiąca.
Zupełnie inaczej wygląda natomiast sytuacja w przypadku cen administrowanych, czyli tych, o których wysokości nie decyduje wolny rynek, lecz decyzje instytucji państwowych lub samorządowych (mogą to być na przykład opłaty za wywóz śmieci czy niektóre taryfy). Po wyłączeniu tej kategorii z ogólnych obliczeń, wskaźnik inflacji okazał się zauważalnie niższy od głównego odczytu. Co więcej, jako jedyna z miar bazowych, kategoria ta zanotowała spadek w ujęciu miesięcznym.