Jen pod presją. Waszyngton stawia na "silnego dolara", a Tokio płaci za obietnice
Japońska waluta ponownie traci na wartości, przebijając poziom 153 jenów za dolara. To bezpośrednia reakcja na słowa amerykańskiego sekretarza skarbu dla CNBC. Scott Bessent uciął spekulacje o ratowaniu jena, a oliwy do ognia dolewa niepewność polityczna przed wyborami w Japonii.
Kurs japońskiej waluty zanurkował po tym, jak amerykańska administracja jednoznacznie opowiedziała się za utrzymaniem polityki "silnego dolara", dementując plotki o interwencji walutowej.
W środowym handlu jen osłabił się o blisko 0,9 proc., osiągając poziom 153,55 za dolara. Inwestorzy zareagowali w ten sposób na wywiad, którego sekretarz skarbu USA Scott Bessent udzielił stacji CNBC. Jak podaje agencja Bloomberg, Bessent ostudził nadzieje rynku na to, że Waszyngton pomoże Tokio w umocnieniu jena.
Ujawnia, kto szturmuje portale randkowe. Jedna płeć przeważa
Zimny prysznic z USA
W ostatnich dniach na rynkach finansowych narastały spekulacje, że amerykańska Rezerwa Federalna (Fed) może dołączyć do Banku Japonii w skoordynowanej akcji sprzedaży dolara, by ratować słabnącego jena. Nadzieje te podsyciły doniesienia z ubiegłego piątku o tzw. "sprawdzaniu kursów" (rate checks) przez nowojorski oddział Fed, co zazwyczaj jest wstępem do faktycznej interwencji.
Sekretarz skarbu USA rozwiał jednak te wątpliwości. Zapytany wprost, czy Stany Zjednoczone podejmują działania na rynku walutowym w celu wzmocnienia jena, odpowiedział stanowczo: – Absolutnie nie.
– Nie komentujemy bieżącej sytuacji poza stwierdzeniem, że prowadzimy politykę silnego dolara – dodał Bessent w rozmowie z CNBC.
Wyjaśnił również, że siła amerykańskiej waluty wynika z "ustalenia właściwych fundamentów" gospodarczych. Jego zdaniem, jeśli polityka USA będzie zdrowa, kapitał sam będzie napływał do dolara, a malejący deficyt handlowy Stanów Zjednoczonych powinien z czasem dodatkowo wspierać ten trend.
Kryzys zaufania w Tokio
Słabość jena nie wynika jednak wyłącznie z siły dolara. Jak zauważa agencja Reuters, japońska waluta pada ofiarą rosnących obaw o kondycję finansową samej Japonii. W tle rozgrywa się ryzykowna gra polityczna premier Sanae Takaichi, która ogłosiła przedterminowe wybory do niższej izby parlamentu.
Kampania wyborcza Takaichi opiera się na obietnicach szeroko zakrojonych pakietów stymulacyjnych. Premier, wraz z głównymi oponentami politycznymi, zobowiązała się m.in. do zawieszenia podatku konsumpcyjnego od żywności. Problem w tym, że politycy nie wskazali, w jaki sposób zamierzają pokryć powstałą w ten sposób lukę budżetową, szacowaną na około 5 bilionów jenów rocznie.
Dla inwestorów jest to sygnał alarmowy. Dług publiczny Japonii wynosi już około 230 proc. PKB, co jest najwyższym wskaźnikiem w świecie rozwiniętym. Rynek obawia się, że kolejne wydatki bez pokrycia doprowadzą do "fiskalnego wybuchu".
Rynek traci wiarę w japoński dług
Eksperci cytowani przez Reutersa wskazują, że obecna przecena jena ma charakter strukturalny. Toshinobu Chiba, zarządzający funduszem w Simplex Asset Management w Tokio, ocenia, że rynek reaguje agresywnie na plany rządu.
Większość inwestorów nie ufa japońskiej kontroli fiskalnej. To jest kwestia wiarygodności kredytowej państwa – stwierdził Chiba.
Jego zdaniem, jeśli premier Takaichi wygra wybory i zrealizuje swoje plany stymulacyjne, kurs jena może osłabić się nawet do poziomu 180 za dolara. Byłyby to wartości niewidziane od 1986 roku.
Sytuacja na rynku długu potwierdza te obawy. Rentowności japońskich obligacji rządowych wzrosły do rekordowych poziomów, co w normalnych warunkach powinno wzmocnić walutę (wyższe odsetki przyciągają kapitał). Tym razem jednak korelacja ta została zerwana. Rosnące rentowności są interpretowane jako żądanie przez inwestorów wyższej premii za ryzyko pożyczania pieniędzy zadłużonemu Tokio.
Analitycy ostrzegają przed scenariuszem wyprzedaży japońskich aktywów ("Sell Japan"). Chris Scicluna z Daiwa Capital Markets Europe zauważa w rozmowie z Reutersem, że przedterminowe wybory uświadomiły inwestorom ryzyko, iż finanse publiczne Japonii nie wrócą w najbliższym czasie na stabilną ścieżkę. Nawet ewentualne interwencje walutowe Banku Japonii, bez wsparcia ze strony USA, mogą okazać się nieskuteczne w starciu z tak fundamentalnym brakiem zaufania rynku.