Norwegia stawia się w roli energetycznego filaru Europy. Wojna na Bliskim Wschodzie podbija stawkę
Rosnące napięcia wokół Iranu ponownie zachwiały globalnym rynkiem ropy i gazu. Norwegia podkreśla, że w czasach geopolitycznej niepewności może być dla Europy stabilnym dostawcą energii - choć przyznaje, że jej produkcja zbliża się do maksimum.
Norwegia coraz wyraźniej pozycjonuje się jako jeden z kluczowych filarów bezpieczeństwa energetycznego Europy. W obliczu zakłóceń na światowych rynkach ropy i gazu, związanych z konfliktem wokół Iranu, władze w Oslo podkreślają rolę kraju jako stabilnego dostawcy surowców dla europejskich gospodarek. Informuje o tym serwis Politico.
Globalne napięcia geopolityczne już przekładają się na wzrost cen ropy oraz ograniczenia podaży. Jak wskazał norweski premier Jonas Gahr Støre, sytuacja na Bliskim Wschodzie pokazuje, jak bardzo Europa potrzebuje przewidywalnych partnerów energetycznych.
- To wojna, która najwyraźniej nie ma planu. W tak nieprzewidywalnych czasach Norwegia musi być niezawodna - powiedział Støre w czwartek podczas dorocznej konferencji Offshore Norge w Oslo, odnosząc się do ataków USA i Izraela na Iran.
Norwegia wypełniła lukę po rosyjskim gazie
Znaczenie Norwegii dla europejskiej energetyki wyraźnie wzrosło po pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę. Od tego czasu kraj stał się największym dostawcą gazu do Europy transportowanego rurociągami, zastępując dużą część surowca, który wcześniej trafiał na kontynent z Rosji.
Jak podkreślił cytowany przez Politico dyrektor generalny norweskiego koncernu naftowo-gazowego Equinor, Anders Opedal, zdecydowana większość wydobycia Norwegii trafia właśnie na rynek europejski.
Cały gaz, który wydobywamy w Norwegii, trafia do Europy, a około 90-95 proc. wydobywanej przez nas ropy również trafia do Europy - powiedział Opedal.
Produkcja blisko maksimum
Jednocześnie władze w Oslo przyznają, że możliwości szybkiego zwiększenia wydobycia są ograniczone. Norweski minister energii Terje Aasland cytowany przez Politico podkreślił, że kraj już pracuje niemal na granicy swoich możliwości produkcyjnych.
Jesteśmy teraz na szczycie możliwości produkcyjnych - stwierdził minister.
Według Aaslanda dalszy wzrost podaży wymagałby nowych inwestycji oraz intensywniejszych poszukiwań złóż. Rząd chce przede wszystkim spowolnić przewidywany spadek wydobycia po 2030 r., rozwijając kolejne projekty na norweskim szelfie kontynentalnym.
Naszym celem jest bycie stabilnym, długoterminowym i przewidywalnym dostawcą energii dla Europy - zaznaczył.
Spór z Brukselą o Arktykę
Równolegle Norwegia sprzeciwia się pomysłom Unii Europejskiej dotyczącym wstrzymania wydobycia ropy i gazu w Arktyce. Bruksela prowadzi obecnie przegląd swojej strategii wobec regionu i rozważa wsparcie dla międzynarodowego moratorium na eksploatację tych surowców.
Konsultacje publiczne w tej sprawie mają zakończyć się 16 marca, a zaktualizowana strategia UE ma zostać opublikowana przed latem.
Norwescy urzędnicy, przedstawiciele branży energetycznej oraz związki zawodowe prowadzą w Brukseli działania lobbingowe, argumentując - jak podaje Politico - że Europa wciąż będzie potrzebować gazu z Arktyki, zwłaszcza w okresie stopniowego odchodzenia od rosyjskich dostaw.
Aasland wskazuje przy tym na Morze Barentsa, gdzie w sierpniu ubiegłego roku uruchomiono pole naftowe Johan Castberg, jako przykład odpowiedzialnego rozwoju regionu.
Od kilkudziesięciu lat dostarczamy ropę i gaz z Arktyki na rynek europejski. I będziemy je eksploatować - podkreślił minister.
Arktyka w energetycznej układance Europy
Zdaniem przedstawicieli branży surowce z północnych złóż już teraz pomagają Europie ograniczać zależność od Rosji. Anders Opedal przypomniał, że pierwszy transport ropy z pola Johan Castberg trafił bezpośrednio na europejski rynek.
- Kiedy w zeszłym roku otworzyliśmy złoże Johan Castberg, pierwszy ładunek trafił prosto do Europy, zastępując rosyjską ropę - powiedział. Jak dodał, ewentualne moratorium na wydobycie w Arktyce mogłoby osłabić bezpieczeństwo energetyczne Europy.
Obecnie Norwegia dostarcza około jedną trzecią gazu importowanego przez Unię Europejską, choć udział gazu arktycznego jest znacznie mniejszy i wynosi około 3 proc. importu.
Rosja dominuje w arktycznej energetyce
Eksperci przypominają jednak, że na szerszym rynku energetycznym Arktyki dominującą pozycję wciąż ma Rosja. Moskwa rozwija duże projekty skroplonego gazu ziemnego, takie jak Yamal LNG czy Arctic LNG 2.
Według Malte Humperta, założyciela i starszego analityka Arctic Institute, znaczenie regionu rośnie również z powodu zmian klimatycznych.
Gdyby nie zmiany klimatyczne, nie rozmawialibyśmy dziś o geopolityce Arktyki. Topnienie lodu otwiera nowe szlaki handlowe, których jeszcze 10-15 lat temu po prostu nie było - powiedział w rozmowie z Politico.
Polityczny konsensus w Oslo
W norweskiej polityce panuje w tej sprawie szeroka zgoda. Zarówno rząd, jak i opozycja podkreślają, że Europa nadal będzie potrzebować stabilnych dostaw paliw kopalnych w okresie transformacji energetycznej.
Liderka opozycji Sylvi Listhaug z prawicowej Partii Postępu argumentuje, że zwiększenie produkcji w Norwegii mogłoby ograniczyć zależność Europy od autorytarnych reżimów.
Im więcej Norwegia będzie w stanie wyprodukować gazu, tym mniej zależna będzie Europa od niedemokratycznych producentów - powiedziała.
Listhaug zwróciła również uwagę, że wysokie ceny energii mogą osłabić konkurencyjność europejskiej gospodarki. - Energia i wzrost gospodarczy to relacje jeden do jednego - stwierdziła.
Choć Norwegia inwestuje także w odnawialne źródła energii, władze w Oslo podkreślają, że w najbliższych dekadach paliwa kopalne nadal będą istotnym elementem europejskiego systemu energetycznego.
Musimy mieć w głowach dwie myśli jednocześnie - podsumował minister energii Terje Aasland, odnosząc się do równoległego rozwijania odnawialnych źródeł i utrzymania wydobycia ropy oraz gazu.
Źródło: Politico