Do rocznego rozliczenia składki zdrowotnej za 2025 r. byli zobowiązani przedsiębiorcy opodatkowani według skali podatkowej, podatkiem liniowym lub ryczałtem od przychodów ewidencjonowanych. Rozliczenie należało wykazać w dokumentach ZUS składanych za kwiecień 2026 r.
Celem tego rozliczenia jest ustalenie, czy składki opłacane w trakcie roku odpowiadały składce należnej obliczonej na podstawie faktycznie osiągniętych przychodów lub dochodów. Jeżeli przedsiębiorca wpłacił za dużo, powstaje nadpłata. Jeżeli za mało, musi dopłacić różnicę.
WIDEOZbudował globalną firmę. Mówi o największym wyzwaniu dla polskiej gospodarki
W praktyce oznacza to, że po zakończeniu roku przedsiębiorca musi ponownie analizować swoje wyniki finansowe, ustalić podstawę wymiaru składki zdrowotnej oraz porównywać ją z kwotami wpłaconymi w trakcie roku. Sama konstrukcja przypomina więc proces składania zeznania podatkowego.
Statystyki ZUS pokazują skalę problemu
Dane opublikowane przez ZUS są bardzo wymowne. Spośród prawie 2,56 mln przedsiębiorców, którzy złożyli rozliczenie, aż 1,96 mln wykazało nadpłatę składki zdrowotnej. Stanowi to 76,7 proc. wszystkich rozliczających się przedsiębiorców. Łączna kwota nadpłat przekroczyła 2,13 mld zł.
Jednocześnie 546 tys. przedsiębiorców musiało dopłacić składkę zdrowotną. Wartość tych dopłat wyniosła ponad 1,22 mld zł.
Do połowy lipca 2026 r. ZUS zwrócił już ponad 770 tys. przedsiębiorców blisko 1,26 mld zł nadpłaconych składek zdrowotnych. Sam fakt konieczności przetworzenia setek tysięcy wniosków i miliardów złotych zwrotów pokazuje, jak rozbudowany jest obecny system.
Skąd biorą się nadpłaty i niedopłaty?
Problem wynika przede wszystkim z tego, że składka zdrowotna przedsiębiorców nie jest prostą, stałą kwotą. W przypadku przedsiębiorców rozliczających się według skali podatkowej lub podatku liniowego wysokość składki zależy od dochodu. W przypadku ryczałtowców zależy od osiąganych przychodów.
Dodatkowo podstawa opodatkowania PIT nie jest tożsama z podstawą wymiaru składki zdrowotnej. Ustawodawca przewidział szereg odrębnych reguł dotyczących ustalania dochodu lub przychodu dla celów zdrowotnych. Dobrym przykładem są obowiązujące od 2025 r. szczególne zasady dotyczące sprzedaży środków trwałych i innych składników majątku wykorzystywanych w działalności gospodarczej.
W rezultacie przedsiębiorca musi prowadzić równolegle dwa rozliczenia:
- podatkowe,
- składkowe.
I choć oba opierają się na podobnych danych finansowych, nie prowadzą do identycznych wyników.
Kiedyś tego problemu nie było
Warto przypomnieć historię składki zdrowotnej. Do 1999 r. składka zdrowotna w ogóle nie była wyodrębniona. Finansowanie ochrony zdrowia odbywało się bezpośrednio ze środków budżetowych. Dopiero później, wskutek reformy systemu ubezpieczeń zdrowotnych, wprowadzono osobną składkę zdrowotną, która początkowo była całkowicie neutralna dla podatników dzięki możliwości odliczenia jej od podatku, później można było odliczyć przeważającą jej część, czyli 7,75 proc. (z 9 proc.), a jedynie 1,25 proc. podstawy stanowiło dodatkowe obciążenie publicznoprawne.
Dodatkowo dla przedsiębiorców podstawa naliczania składki zdrowotnej była niezależna od osiąganych dochodów i wynosiła 75 proc. przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w IV kwartale roku poprzedniego.
W praktyce oznaczało to, że przedsiębiorcy z dochodem 5 tys. zł miesięcznie oraz 500 tys. zł miesięcznie płacili zasadniczo taką samą składkę zdrowotną.
Przykładowo w 2021 r. - podstawa wynosiła 4.242,38 zł. Składka zdrowotna to było 9 proc. podstawy, czyli 381,81 zł miesięcznie. Jednak aż 328,78 zł (7,75 proc. podstawy) można było odliczyć od PIT, a więc rzeczywisty ekonomiczny ciężar wynosił tylko ok. 53 zł miesięcznie.
Nie istniał wówczas problem corocznego ustalania wysokości składki zdrowotnej, jej dopłat, korekt czy zwrotów.
Jednocześnie trzeba uczciwie przyznać, że dawny system był bardzo korzystny dla przedsiębiorców. Efektywnie płacili oni relatywnie niską składkę zdrowotną w stosunku do osiąganych dochodów.
Przedsiębiorcy z wysokimi dochodami nadal są uprzywilejowani względem innych grup
Choć po reformach Polskiego Ładu ciężar składki zdrowotnej wyraźnie wzrósł, przedsiębiorcy nadal często znajdują się w korzystniejszej sytuacji niż pracownicy etatowi czy emeryci.
Dobrym przykładem są chociażby lekarze pracujący na milionowych kontraktach B2B. Jeśli korzystają z ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych, a tak najczęściej jest - składka zdrowotna nie jest liczona jako procent faktycznie osiąganego dochodu, lecz według ryczałtowych progów przychodowych, z których najwyższy to 300 tys. zł. W efekcie maksymalna miesięczna składka zdrowotna wynosi w 2026 r. około 1500 zł.
A przedsiębiorcy, którzy wybrali tzw. podatek liniowy, płacą składkę według stawki 4,9 proc., a nie 9 proc., jak np. pracownicy czy emeryci.
Koszty rozliczenia składki ponoszą nie tylko przedsiębiorcy
Skomplikowany system nie jest też bezkosztowy.
Po pierwsze, przedsiębiorcy ponoszą dodatkowe wydatki związane z obsługą księgową. Ustalenie prawidłowej podstawy składki zdrowotnej, przygotowanie rocznych rozliczeń i korekt wymagają dodatkowej pracy księgowych oraz doradców.
Po drugie, koszty ponosi również państwo. ZUS musi przyjąć miliony dokumentów, zweryfikować poprawność rozliczeń, obsłużyć wnioski o zwrot nadpłat, rozliczyć zaległości oraz dokonać przelewów sięgających miliardów złotych. Sam fakt, że za 2025 r. wykazano ponad 2,13 mld zł nadpłat i ponad 1,22 mld zł dopłat, pokazuje skalę operacji administracyjnej.
System wymaga uproszczenia
Tegoroczne statystyki ZUS potwierdzają, że roczne rozliczenie składki zdrowotnej stało się de facto drugim zeznaniem publicznoprawnym przedsiębiorcy. Skoro ponad trzy czwarte rozliczających wykazuje nadpłatę, oznacza to, że obecny mechanizm jest daleki od optymalnego z punktu widzenia tych rozliczeń. Po kilku latach funkcjonowania systemu warto zastanowić się nad jego uproszczeniem. Celem powinno być ograniczenie liczby korekt, zwrotów i dopłat, zmniejszenie kosztów administracyjnych oraz stworzenie zasad bardziej zrozumiałych i spójnych dla wszystkich, którzy w tym systemie uczestniczą.
Małgorzata Samborska, doradca podatkowy