To miał być podatek dla bogatych. Dziś uderza w klasę średnią [OPINIA]

Drugi próg podatkowy miał dotyczyć najlepiej zarabiających. Dziś obejmuje już ponad 2,4 mln osób i coraz częściej "łapie" etatowców. Powód? Próg od lat stoi w miejscu, a pensje i ceny poszły w górę.

Ostateczny termin na rozliczenie podatku Już 2,411 mln podatników przekroczyło drugi próg podatkowy
Źródło zdjęć: © Adobe Stock
Małgorzata Samborska

Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.

26 maja 2026 r. Ministerstwo Finansów podsumowało akcję rozliczeń PIT za 2025 r. Dane robią wrażenie: niemal 24 mln deklaracji zostało złożonych elektronicznie, tylko ok. 1 mln w formie papierowej. Rekordowe 14,8 mln podatników skorzystało z usługi Twój e-PIT, a średni czas zwrotu podatku wyniósł zaledwie 13 dni.

Ale obok tych pozytywnych statystyk pojawiła się jedna liczba, która powinna zwrócić szczególną uwagę. Już 2,411 mln podatników przekroczyło drugi próg podatkowy, czyli zapłaciło 32 proc. PIT od części swoich dochodów. To aż o ok. 480 tys. więcej niż rok wcześniej.

Już nie elita. Coraz więcej osób płaci większe podatki

Oznacza to, że niemal 10 proc. podatników rozliczających się według skali podatkowej znalazło się w drugim progu podatkowym. Jeszcze rok wcześniej było to ok. 7,6 proc., a dwa lata temu – ok. 5 proc., a w 2022 r. – 3 proc. To historyczny poziom – jeszcze nigdy odsetek ten nie był tak wysoki. I liczba ta dynamicznie rośnie.

"Podatek wojenny"? Minister finansów mówi wprost

W zdecydowanej większości są to osoby pracujące na umowę o pracę. W praktyce oznacza to, że ich obciążenia nie kończą się na 32 proc. PIT. Do podatku dochodowego dochodzą bowiem - 9 proc. składki zdrowotnej oraz wysokie składki ZUS (formalnie odkładane na przyszłą emeryturę, ale w praktyce finansujące bieżący system).

W efekcie marginalne obciążenie pracy dla części dochodu staje się bardzo wysokie – szczególnie w porównaniu z innymi formami opodatkowania.

System progresyjny, ale nie dla wszystkich

Z jednej strony można powiedzieć: tak działa progresja. Skala podatkowa ma charakter redystrybucyjny i obejmuje najlepiej zarabiających. To dlatego Ministerstwo Finansów mówi "nie" na pomysły podniesienia progu do 140 tys. zł. Kosztowałoby budżet ok. 12 mld zł i skorzystaliby na tym tylko najbogatsi podatnicy.

Z drugiej strony rzeczywistość podatkowa jest bardziej skomplikowana. Bo najbogatsi często w ogóle nie płacą podatku według skali. Wystarczy przypomnieć, że dochody z dywidend od posiadanych spółek czy inne dochody kapitałowe są opodatkowane według stawki – 19 proc. (bez składki zdrowotnej), a przy dochodach z działalności gospodarczej, w tym jednoosobowych działalności gospodarczych, możliwych rozwiązań jest więcej – od podatku liniowego 19 proc., poprzez ryczałt od przychodów ewidencjonowanych (od 2-17 proc., w tym np. 8,5 proc. dla wielu rodzajów usług, 12 proc. dla programistów, 14 proc. dla lekarzy na B2B). Do tego dochodzą jeszcze fundacje rodzinne z możliwością odroczenia podatku i efektywną stawką 15 proc.

W rezultacie progresja dotyczy głównie tych, którzy pozostają na skali podatkowej, czyli przede wszystkim pracowników etatowych.

Klasa średnia w drugim progu, bo inflacja "zjadła" próg

To dlatego do drugiego progu coraz częściej trafiają osoby, które trudno uznać za \"najbogatszych\": nauczyciele, pielęgniarki, specjaliści, kierownicy średniego szczebla. Aby zacząć płacić podatek od części dochodu według stawki 32 proc., wystarczy wynagrodzenie powyżej 12 tys. zł brutto. Przy pensji brutto 13 tys. zł miesięcznie, w grudniu wypłata \"na rękę\" spada do 7 tys. zł, właśnie z uwagi na drugi próg podatkowy.

Kluczowym problemem jest brak waloryzacji. Obecny próg 120 tys. zł obowiązuje od 2022 r. i nie został od tego czasu zmieniony. Tymczasem skumulowana inflacja w tym czasie wyniosła już kilkadziesiąt procent. Innymi słowy: dzisiejsze 120 tys. zł ma realnie znacznie niższą wartość niż w momencie wprowadzenia Polskiego Ładu. Według szacunków odpowiada to ok. 91 tys. zł w cenach z 2026 r., czyli spadek siły nabywczej o ok. 24 proc. W efekcie mamy klasyczny mechanizm tzw. pełzającej progresji.

"Pełzająca progresja" i spór o próg 140 tys. zł

W odpowiedzi na te zjawiska pojawiły się projekty podwyższenia progu do 140 tys. zł – zgłoszone zarówno przez Polskę 2050, jak i prezydenta. Rząd pozostaje jednak sceptyczny. Minister finansów jasno wskazuje, że nie ma obecnie prac nad podwyższeniem progu. Powodem są ograniczenia budżetowe i wysokie wydatki publiczne.

Z perspektywy systemowej najważniejszy wniosek jest jednak inny. To nie jest już historia o "bogatych płacących więcej". To historia o tym, że drugi próg podatkowy przestaje być progiem dla najbogatszych, a staje się progiem dla coraz szerszej grupy pracujących. I jeśli nic się nie zmieni, co roku będzie "wchłaniał" kolejne setki tysięcy podatników.

Małgorzata Samborska, doradca podatkowy

Wybrane dla Ciebie