Wszystko przez krewetkę. Mandat na 2,5 tys. zł, bo paragon był zły [OPINIA]
Zwykła pizza, zwykły paragon, zwykły lokal. A jednak finał tej historii okazał się nadzwyczajny: 2,5 tys. zł mandatu po "zakupie kontrolowanym" urzędniczek skarbówki. Powód? Nie brak paragonu, lecz zła stawka VAT. Kilka krewetek wystarczyło, by całe danie przestało być objęte 8-proc. stawką i wskoczyło na 23 proc. - pisze w opinii dla money.pl Małgorzata Samborska, doradca podatkowy.
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
Historia z gdańskiej pizzerii przebiła się już do ogólnopolskiej debaty. Z medialnych relacji wynika, że urzędniczki zamówiły pizzę z krewetkami, po czym – już po transakcji – ujawniły, że działały w ramach nabycia sprawdzającego. Lokal dostał mandat w wysokości 2,5 tys. zł, bo sprzedaż została wykazana ze stawką 8 proc., a pizza z owocami morza powinna być opodatkowana stawką 23 proc. Paragon był, ale VAT był źle naliczony. I właśnie to sprawiło, że sprawa wywołała tak silne emocje.
Fiskus coraz częściej wchodzi do lokalu, jak klient
Nabycie sprawdzające to dziś jedno z narzędzi Krajowej Administracji Skarbowej (KAS). Obowiązuje od 1 stycznia 2022 r. i polega na tym, że urzędnik KAS działa incognito, kupuje towar albo usługę, a dopiero po zakończeniu transakcji ujawnia swoją tożsamość. Celem jest sprawdzenie, czy sprzedawca prawidłowo ewidencjonuje sprzedaż na kasie fiskalnej i wydaje paragon. Jeśli nie – sprawa może skończyć się mandatem lub nawet poważniejszymi konsekwencjami.
"Bardzo ogromna rewolucja". Doradca podatkowy mówi, co oznacza wejście w życie KSeF
W 2025 r. KAS przeprowadziła prawie 58 tys. nabyć sprawdzających, z czego 35 tys. dotyczyło towarów, a 23 tys. usług. Nieprawidłowości stwierdzono w 1/3 przypadków. Nałożono 20 200 mandatów karnych, a ich łączna wartość wyniosła 27,8 mln zł.
Gastronomia jest na celowniku
Sama administracja skarbowa nie ukrywa, że gastronomia należy do branż szczególnie problematycznych. Poziom stwierdzonych nieprawidłowości w dni świąteczne sięga nawet 46 proc. Właśnie tego typu statystykami KAS uzasadnia intensywność działań wobec restauracji, kawiarni czy pizzerii. Historia z Gdańska nie jest więc incydentem oderwanym od szerszego kontekstu. To przypadek, który wpisuje się w rzeczywistość, w której fiskus sprawdza gastronomię nie tylko kontrolując brak paragonu, ale również weryfikując stawki VAT przypisane do konkretnego dania.
Tu dochodzimy do innego, ważnego elementu całej sprawy: absurdu samego prawa. Zasadą jest, że usługi gastronomiczne korzystają ze stawki 8 proc. VAT. Ale ustawa o VAT przewiduje wyjątek dla posiłków, których składnikiem są towary wskazane jako wyłączone z preferencji – chodzi m.in. o określone owoce morza i przetwory z nich. W praktyce oznacza to, że jeżeli danie zawiera krewetki, homara, ośmiornicę czy małże, całość wypada z 8-proc. stawki i przechodzi na 23 proc.
Ustawa nie uzależnia tego od ilości owoców morza w potrawie. Nie ma znaczenia, czy to główny składnik, czy zaledwie dodatek. Nie liczy się udział procentowy, gramatura ani rola kulinarna. Liczy się sam fakt obecności składnika. W efekcie zwykła pizza z pieczarkami jest opodatkowana inaczej niż pizza z kilkoma krewetkami.
Formalne źródło problemu jest znane: to nowa matryca stawek VAT, stosowana od 1 lipca 2020 r. I, jak wówczas tłumaczyło Ministerstwo Finansów, uproszczenie systemu wymagało również punktowych podwyżek stawek dla wybranych towarów. Wśród nich znalazły się właśnie homary, ośmiornice, krewetki, ostrygi, małże i inne owoce morza, a także posiłki, których składnikiem są te produkty. W efekcie zostały one przesunięte z 5 lub 8 proc. na 23 proc. VAT, chociaż nie jest tajemnicą, że ta zmiana miała bardziej polityczny wymiar. Owoce morza, a zwłaszcza "ośmiorniczki", przez lata funkcjonowały w polskiej debacie jako symbol luksusu elit i politycznego oderwania od zwykłego życia i to było powodem zmiany traktowania tych towarów w nowej matrycy VAT.
Problemem jest nie tylko kontrola
Można oczywiście powiedzieć, że urzędnicy po prostu stosują przepisy. To prawda. Nabycia sprawdzające są po to, żeby eliminować szarą strefę i nieuczciwą konkurencję. Chociaż ślepej nadgorliwości nie wolno mylić z walką z przestępczością gospodarczą. Podobnie było w przypadku mechanika z Bartoszyc, który za wymianę żarówki bez paragonu dostał 500 złotych mandatu.
Ale to również państwo odpowiada za egzekucję prawa, która nie może być oderwana od zdrowego rozsądku, a cele wyznaczane urzędnikom nie mogą opierać się na zasadzie "im wyższy mandat tym lepiej". Państwo odpowiada też za jakość samego. Sytuacja, gdy położenie kilku krewetek na pizzę powoduje prawie trzykrotnie wyższy VAT od całego dania nie wpisuje się obraz racjonalnego ustawodawcy i państwa prawa.
Drugiego czerwca KAS wydała oświadczenie w sprawie stosowania zasad instytucji nabycia sprawdzającego, wskazując w nim, że nabyć takich dokonują wyłącznie uprawnieni pracownicy i funkcjonariusze KAS, działający na podstawie i w granicach obowiązującego prawa, a (…) "każdy przypadek nałożenia mandatu karnego musi wynikać z ustalonego naruszenia prawa, być odpowiednio udokumentowany i znajdować oparcie w obowiązujących przepisach prawa karnego lub prawa karnego skarbowego. Twierdzenia sugerujące dowolność, arbitralność lub samowolę w tym zakresie są całkowicie bezpodstawne".
Małgorzata Samborska, doradca podatkowy