Niemiecki pakiet "CPN" rozsierdził pół kraju. Paliwo za Odrą najdroższe w historii
Niemiecki rząd wprowadził odpowiednik polskiego pakietu osłonowego "CPN". Koalicja rządząca ogłosiła obniżkę podatków na paliwa oraz dobrowolne premie dla pracowników, by złagodzić skutki kryzysu na Bliskim Wschodzie. Problem w tym, że program spotkał się z ostrą krytyką czołowych ekonomistów, ekologów oraz związków zawodowych za Odrą.
Gwałtowne wzrosty cen energii, napędzane niestabilną sytuacją geopolityczną i eskalacją konfliktów na Bliskim Wschodzie, zmusiły rząd w Berlinie do stanowczej reakcji. Kanclerz Friedrich Merz poinformował o wypracowaniu kompromisu między partiami CDU, CSU oraz SPD, co poskutkowało wprowadzeniem niemieckiego odpowiednika polskiego programu CPN. Ruch niemieckiego rządu został wymuszony przez niespotykany w historii wzrost kosztów - w ostatnich dniach ceny na niemieckich stacjach osiągnęły rekord - sięgając 2,5 euro za litr.
Pakiet osłonowy, który ma przynieść ulgę obywatelom, opiera się na dwóch głównych filarach, jednak jego konstrukcja natychmiast stała się celem zmasowanej krytyki ze strony ekspertów i partnerów społecznych.
Mechanizm niemieckiej tarczy paliwowej
Pierwszym elementem rządowego planu jest czasowa obniżka podatku energetycznego na paliwa. Zgodnie z ustaleniami koalicji, stawka zostanie zredukowana o 17 centów brutto na każdym litrze benzyny oraz oleju napędowego. Rozwiązanie to ma obowiązywać przez równe dwa miesiące i wygasnąć automatycznie. Dla porównania polski CPN jest "policzony" na pół roku.
W co inwestować w 2026 r.? Doradca odpowiada
Według wyliczeń administracji państwowej, przy tankowaniu standardowego baku o pojemności 50 litrów, kierowcy zaoszczędzą około 8,50 euro.
Czy to dużo? Christian Laberer, ekspert rynku paliw z automobilklubu ADAC, na łamach niemieckiej prasy rozłożył te koszty na czynniki pierwsze. Przy średniej cenie benzyny Super E10 wynoszącej 2,10 euro za litr, koszty surowca, transportu i marży koncernów stanowią nieco ponad 95 centów. Reszta to obciążenia fiskalne, w tym ponad 65 centów podatku ekologicznego, opłaty za emisję CO2 oraz podatek VAT. W przypadku oleju napędowego, który kosztuje niespełna 2,30 euro za litr, udział podatków jest nieco niższy, ale marże i koszty logistyczne branży naftowej przekraczają 1,28 euro.
Drugim filarem niemieckiego pakietu jest specjalna premia pracownicza. Rząd zezwolił pracodawcom na wypłatę jednorazowego, zwolnionego z podatków i składek bonusu w wysokości do 1000 euro w 2026 roku. Konstrukcja świadczenia rozsierdziła jednak związki zawodowe. Problem polega na tym, że wypłata tego świadczenia jest całkowicie dobrowolna i zależy wyłącznie od kondycji finansowej oraz dobrej woli poszczególnych przedsiębiorstw.
Ekonomiści i związkowcy mówią o iluzji
Reakcja środowisk gospodarczych na ogłoszone decyzje była natychmiastowa i niezwykle surowa. Frank Werneke, przewodniczący potężnego związku zawodowego Verdi, uznał konstrukcję premii za całkowicie chybioną.
Uzależnienie wsparcia od łaski pracodawców sprawi, że wielu pracowników nie otrzyma ani centa, co tylko pogłębi podziały społeczne w kraju - ostrzega na łamach "Handelsblatt".
Nieco łagodniej wypowiada się IG Metall, który z zadowoleniem przyjmuje każdą formę wsparcia.
Domagamy się, aby firmy wypłacały środki szybko i bez zbędnej biurokracji - stwierdził.
Oba związki są jednak zgodne w innej kwestii – brakuje im wprowadzenia podatku od nadmiarowych zysków dla koncernów paliwowych, na wzór rozwiązań funkcjonujących w Belgii czy Luksemburgu.
Jeszcze mocniejszych słów używają czołowi analitycy rynkowi. Marcel Fratzscher, prezes Niemieckiego Instytutu Badań Gospodarczych (DIW), ostrzega, że znaczna część obniżki podatku paliwowego w ogóle nie dotrze do konsumentów, lecz zasili kasy koncernów naftowych.
Z dodatku skorzystają głównie osoby zatrudnione w dużych, zyskownych korporacjach. Z systemu wykluczeni zostaną natomiast bezrobotni, emeryci, studenci oraz pracownicy małych firm, którzy najbardziej potrzebują wsparcia - ostrzega cytowany przez "Handelsblatt" Fratzscher. Apeluje o bardziej celową pomoc dla osób o niskich i średnich dochodach.
Z kolei Stefan Kooths, główny ekonomista Instytutu Gospodarki Światowej w Kilonii (IfW), uważa państwowe programy pomocowe za fundamentalną iluzję. Według jego szacunków, utrata siły nabywczej niemieckiej gospodarki z powodu wysokich cen importowanych nośników energii wyniesie w latach 2026-2027 około 50 miliardów euro.
- O taką właśnie kwotę społeczeństwo stanie się uboższe, a obecne pakiety osłonowe to nic innego jak tworzenie wyrw w budżecie państwa. Te luki będą musiały zostać załatane w przyszłości wyższymi podatkami, za co ostatecznie i tak zapłacą obywatele - ostrzegł Kooths.
Ekologiczny sprzeciw i dylematy biznesu
Program rządu Friedricha Merza spotkał się z równie chłodnym przyjęciem ze strony organizacji dbających o środowisko naturalne. Dziennik "Taz" przytacza stanowisko Martina Kaisera z zarządu Greenpeace, który stwierdził wprost, że władza odpowiada na kryzys paliw kopalnych kopalnymi rozwiązaniami. Według ekologów, ryczałtowa obniżka podatku jest droga, niesprawiedliwa społecznie i faworyzuje posiadaczy aut o największym spalaniu, zamiast promować transport zbiorowy czy elektromobilność.
Jürgen Resch, dyrektor zarządzający Deutsche Umwelthilfe (DUH), uważa, że niższe podatki na benzynę to dotowanie jazdy wbrew ochronie klimatu. Zamiast tego organizacja domaga się obniżenia ceny miesięcznego biletu na transport publiczny do 29 euro przez co najmniej rok, a także wprowadzenia rygorystycznych ograniczeń prędkości na autostradach, drogach krajowych i w miastach, co miałoby przynieść oszczędności rzędu kilku miliardów litrów paliwa rocznie. Krytycy przypominają, że podczas podobnego kryzysu w 2022 roku ówczesna koalicja połączyła rabat paliwowy z tanim biletem na pociągi, czego w obecnym pakiecie całkowicie zabrakło.
Tymczasem niemiecki biznes został postawiony przed trudnym wyborem, co relacjonuje dziennik "Handelsblatt". Rząd przeniósł ciężar finansowania ulg pracowniczych na sektor prywatny, co wywołało konsternację. Choć giganci tacy jak sieć drogerii Rossmann od razu zadeklarowali wypłatę 500 euro premii dla pełnoetatowych pracowników, większość firm milczy. Przedsiębiorstwa czują się zaskoczone inicjatywą Berlina, a wiele z nich po prostu nie stać na dodatkowe wydatki w dobie rosnących kosztów operacyjnych. Tanja Gönner, dyrektor generalna Związku Przemysłu Niemieckiego (BDI), podsumowuje, że choć rabat paliwowy da chwilowy oddech, to nie rozwiązuje on potężnych problemów strukturalnych z zaopatrzeniem w surowce, które zrodził konflikt irański.
Kontekst regionalny: Polska również walczy z cenami
Niemcy nie są jedynym krajem w regionie, który musi interweniować na rynku paliw. W Polsce od 31 marca funkcjonuje analogiczny program "CPN "(Ceny Paliwa Niżej). Nasz mechanizm opiera się jednak na innych założeniach fiskalnych. Zamiast kwotowej obniżki podatku energetycznego, Ministerstwo Finansów zdecydowało się na redukcję stawki VAT z 23 proc. do 8 proc. oraz obniżenie akcyzy do najniższego poziomu dopuszczalnego przez przepisy Unii Europejskiej.
Polski pakiet przyniósł natychmiastowe spadki cen na pylonach o około złotówkę na litrze benzyny i ponad 1,20 złotego na oleju napędowym. Koszty dla budżetu państwa są jednak potężne – sama obniżka VAT to ubytek rzędu 930 milionów złotych w skali miesiąca. Podobnie jak w Niemczech, władze w Warszawie uzależniają dalsze losy tarcz antykryzysowych od sytuacji na Bliskim Wschodzie.
Nadzieję na rynkach wywołało niedawne ogłoszenie zawieszenia broni w Iranie przez Donalda Trumpa, co natychmiast zbiło giełdowe notowania ropy. Ministerstwo Energii deklaruje, że uważnie monitoruje rozwój wydarzeń geopolitycznych. Analitycy rynku paliw studzą jednak optymizm. Kluczowe będzie faktyczne wznowienie transportu surowca przez cieśninę Ormuz. Do tego czasu rządy w Europie Środkowej, zarówno w Berlinie, jak i w Warszawie, będą musiały balansować między ratowaniem portfeli obywateli a utrzymaniem dyscypliny budżetowej w czasach ogromnej niepewności rynkowej.
Robert Kędzierski, dziennikarz money.pl