Nowe oszustwo na mObywatela. Tak można stracić oszczędności

Fałszywy mandat, groźba egzekucji i zaledwie kilka godzin na reakcję. Tak działa nowy sposób oszustów podszywających się pod aplikację mObywatel. Jedno kliknięcie może skończyć się utratą nie tylko kilkuset złotych, ale nawet wszystkich oszczędności zgromadzonych na koncie - opisał "Business Insider Polska".

Nowe oszustwo na mObywatela. Tak można stracić oszczędności (zdj. ilustracyjne)Nowe oszustwo na mObywatela. Tak można stracić oszczędności (zdj. ilustracyjne)
Źródło zdjęć: © gov.pl
Magda Żugier

Pod koniec maja dziennikarka "Business Insider Polska" otrzymała wiadomość SMS, która na pierwszy rzut oka wyglądała jak oficjalny komunikat z aplikacji mObywatel. W treści znalazła się informacja o rzekomym wykroczeniu drogowym oraz niezapłaconym mandacie.

Nadawca przekonywał, że pojazd został zarejestrowany przez system monitorowania ruchu drogowego, a informacja o wykroczeniu trafiła już do odpowiednich baz danych. W kolejnych akapitach oszuści straszyli dodatkowymi opłatami za zwłokę, egzekucją należności oraz negatywnymi konsekwencjami dla historii kredytowej.

Kluczowym elementem wiadomości była presja czasu. Według treści SMS-a termin zapłaty upływał jeszcze tego samego dnia o północy. Tego typu działania mają skłonić odbiorców do podejmowania pochopnych decyzji bez dokładnego sprawdzenia źródła wiadomości.

"Słabo wygląda". Oto jak polska dyplomacja radzi sobie w USA

Choć komunikat wyglądał wiarygodnie, jeden szczegół wzbudzał podejrzenia. Link do rzekomego portalu płatniczego nie prowadził do domeny gov.pl, z której korzystają państwowe serwisy, lecz do strony podszywającej się pod mObywatela.

Jedno kliknięcie mogło kosztować znacznie więcej niż 200 zł

Po wejściu na wskazaną stronę użytkownik mógł sprawdzić liczbę punktów karnych. Następnie pojawiała się informacja o mandacie w wysokości 200 zł oraz możliwość jego natychmiastowego opłacenia.

Aby zrealizować płatność, należało podać dane osobowe oraz dane karty płatniczej. W rzeczywistości nie chodziło jednak o pobranie niewielkiej kwoty. Celem oszustów - jak czytamy - było przejęcie danych karty i dodanie jej do cyfrowego portfela, np. Google Pay lub Apple Pay.

W takim przypadku przestępcy mogliby wykonywać kolejne transakcje bez konieczności każdorazowego potwierdzania ich przez właściciela karty. Ostateczna wysokość strat zależałaby od limitów ustawionych na rachunku bankowym. W najgorszym scenariuszu ofiara mogłaby stracić wszystkie zgromadzone oszczędności.

Eksperci określają tego typu ataki mianem smishingu, czyli phishingu prowadzonego za pomocą wiadomości SMS. Obecnie jednym z najpopularniejszych wariantów jest właśnie "oszustwo na mObywatela", które wykorzystuje zaufanie użytkowników do państwowej aplikacji.

Po pewnym czasie strona wskazana w wiadomości została zablokowana przez operatora internetowego. Obecnie wyświetla się na niej ostrzeżenie informujące, że użytkownik miał do czynienia z próbą wyłudzenia danych oraz pieniędzy.

Źródło: Business Insider Polska

Wybrane dla Ciebie