Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Witold Ziomek
Witold Ziomek
|

PiS obiecuje "nowe 500+". Polacy podzieleni w sprawie pomysłu

228
Podziel się:

12 tys. złotych na drugie i kolejne dziecko - tyle proponuje rząd w tzw. Polskim Ładzie. Jak na taki pomysł reagują Polacy? Odpowiedź nie jest oczywista. Nowy program ma tyle samo zwolenników, ilu przeciwników - wynika badania UCE Research na zlecenie money.pl.

PiS obiecuje "nowe 500+". Polacy podzieleni w sprawie pomysłu
PiS obiecuje "nowe 500+". Polacy podzieleni w sprawie pomysłu (East News)

Zgodnie z rządową zapowiedzią rodzice, którzy zdecydują się na drugie i kolejne dziecko, mają dostać jednorazowe świadczenie w wysokości 12 tys. złotych (choć, jak ustaliliśmy w środę w resorcie rodziny, można będzie dostać nawet 24 tys. zł, jeśli kolejne dzieci będą pojawiały się odpowiednio szybko). Pieniądze można by "elastycznie wykorzystać" między 12. a 36. miesiącem życia pociechy - zapowiedział premier Mateusz Morawiecki.

Jak wynika z badania przeprowadzonego dla money.pl, pomysł nowego programu społecznego popiera 43,7 proc. badanych. Z tego 25 proc. jest "raczej za", a 18,7 proc. ocenia pomysł "zdecydowanie pozytywnie".

Przeciwników programu jest niemal tyle samo - 40,8 proc. "Raczej negatywnie" ocenia go 19,4 proc. badanych, a zdecydowany sprzeciw wyraża 21,4 proc.

Zdaniem prof. Piotra Szukalskiego, demografa z Uniwersytetu Łódzkiego, ten podział wynika z naturalnych różnic w społeczeństwie. Zdecydowanie lepiej oceniają go mieszkańcy niewielkich miejscowości, do 5 tys. mieszkańców, gdzie poparcie wyniosło ponad 47 proc.

- Zupełnie inaczej na te same pieniądze będzie patrzeć prezeska korporacji z Warszawy, dla której nie będzie to wcale wysoka kwota, a inaczej pracownica spółdzielni mleczarskiej z Podlasia - komentuje dla money.pl prof. Szukalski. - Osoby z większych miast, gdzie dwójka rodziców pracuje, będą oczekiwały innego wsparcia, np. bezpłatnych żłobków, z dobrze wyszkoloną kadrą - dodaje.

Zobacz także: Babcia+. Węgierski program trafi do Polski? Maląg ucina dyskusje

Im więcej programów społecznych, tym bardziej rośnie też grono ich przeciwników. Według eksperta może to oznaczać wzrost świadomości społecznej.

- Ludzie zdają sobie sprawę z tego, że pieniądze rozdawane w programach społecznych nie biorą się z sufitu - mówi money.pl prof. Piotr Krajewski, ekonomista z Uniwersytetu Łódzkiego. - Z drugiej strony, co jest niepokojące, to może być też wyraz polaryzacji społeczeństwa. Część osób ocenia propozycje polityczne w zależności od tego, z której strony płyną. Przeciwnicy PiS będą przeciwni temu programowi nie dlatego, że oceniają go źle, a dlatego, że zaproponowali go politycy, których nie lubią - komentuje.

Co ciekawe, nowy program wsparcia rodzin chętniej popierają mężczyźni. Różnica jest niewielka, ale widoczna. Zdecydowanie za wprowadzeniem nowego świadczenia opowiedziało się 23,4 proc. kobiet i aż 26,9 proc. mężczyzn.

- To nie powinno nas aż tak bardzo dziwić - mówi prof. Szukalski. - W Polsce wciąż to kobiety częściej zajmują się wychowaniem dzieci i są w stanie bardziej krytycznie spojrzeć na te propozycje. Dużo lepiej wiedzą, ile to 12 tys. będzie warte i co będą w stanie z tego sfinansować - tłumaczy.

Boomu demograficznego nie będzie

Choć nowa propozycja PiS ma spore grono zwolenników, to zdaniem ekspertów nie poprawi ona sytuacji demograficznej w Polsce. - Jestem przeciwny łączeniu programów jednorazowego wsparcia z demografią. Już próbowaliśmy to robić i okazało się, że jest nieskuteczne - mówi prof. Szukalski. 

Zdaniem eksperta widać jednak pewną zmianę. Bo najnowszy program jest skierowany do osób, które już się na dzieci zdecydowały. - Dużo trudniej jest nakłonić do posiadania dzieci osoby, które jeszcze ich nie mają. Bo mogą ich nie mieć z bardzo różnych powodów, mogą np. nie chcieć. Albo nie mieć partnera. Na przeszkodzie mogą stać też problemy zdrowotne - tłumaczy prof. Szukalski. - Z kolei osoby, które już dzieci mają, często nie decydują się na kolejne właśnie ze względów finansowych. I w tym momencie takie programy mogą być pomocne - komentuje.

Zdaniem części ekspertów z programami demograficznymi należy jednak uważać. Bo większa liczba urodzeń nie zawsze będzie korzystna. - Trzeba pamiętać, że żyjemy w czasach katastrofy klimatycznej. Im więcej nas jest, tym bardziej się ona pogłębia - zwraca uwagę prof. Krajewski. - Boom demograficzny ma też inne negatywne skutki, np. trudniejszy dostęp do opieki medycznej. Poza tym krótkofalowe, finansowe motywowanie do posiadania dzieci nie oznacza, że te dzieci faktycznie będą miały zapewnioną odpowiednią opiekę - dodaje.

Praca i mieszkanie zamiast pieniędzy

Jednak realna poprawa sytuacji demograficznej, zdaniem ekspertów, wymaga innych, dużo bardziej kompleksowych działań. - Jednym z kluczowych warunków jest stabilność zatrudnienia. Częstsze umowy na czas nieokreślony i dłuższe okresy wypowiedzenia gwarantują bezpieczeństwo i w razie utraty pracy dają czas na to, żeby poszukać nowej - mówi prof. Szukalski.

Druga sprawa to polityka mieszkaniowa. - Często rodziny nie decydują się na kolejne dziecko nie dlatego, że nie chcą, ale po prostu nie zmieszczą się z nim na 40 metrach - dodaje ekspert.

Efekt ekonomiczny

Programy wspierające rodziny mają nie tylko efekt demograficzny, ale i ekonomiczny. Zdaniem ekonomistów rozdawanie pieniędzy może w pewnych wypadkach pobudzić gospodarkę, ale trzeba uważać, żeby nie skończyło się to galopującą inflacją.

- Na całym świecie stosuje się takie mechanizmy jako impuls popytowy - tłumaczy prof. Krajewski. - W dobrze prosperującej gospodarce zazwyczaj skutkują one wzrostem inflacji. Ale użyte podczas kryzysu czy stagnacji faktycznie mogą pobudzić konsumpcję i poprawić sytuację.

Problem w tym, że z ekonomicznego punktu widzenia nie do końca wiadomo, jak głęboki jest kryzys i jakie będzie tempo wychodzenia z niego. - Wiele wskazuje na to, że podczas pandemii oszczędziliśmy. Ograniczyliśmy wydatki w obawie o niepewną przyszłość, z powodu lockdownu tych pieniędzy często nie było też gdzie wydawać. Może się okazać, że popyt wzrośnie sam z siebie i nie trzeba go będzie dodatkowo stymulować. Część prognoz przewiduje, że nastąpi dynamiczne odbicie - mówi prof. Krajewski.

Badanie przeprowadzono on-line na próbie 1122 osób.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(228)
janciovodnik
2 lata temu
Kolejna kiełbasa wyborcza leci. A głupie ludzie się nabierają na kłamstwa pisiorów. W podatkach i opłatach zwrócicie do budzetu.
Zaklamanie
2 lata temu
I rodzic bez znieczulenia bo łaskę robią
GRAND
2 lata temu
Zasada jest prosta, im większy poziom zamożności społeczeństwa, tym mniejsza chęć do rodzenia dzieci. Tak jak 500+ nie pomogło w poprawie dzietności, tak kolejne zachęty nic nie dadzą. Tak jest we wszystkich rozwiniętych krajach. Anglia, Francja, Niemcy, USA tam dzieci rodzą głównie emigrantki. Może będzie jeden wyjątek, zacznie się rodzić więcej dzieci w rodzinach patologicznych, bo dla tych rodzin to są olbrzymie pieniądze. Tylko trzeba pamiętać o tym, że duża część dzieci z tych rodzin trafi potem do Zakładów Karnych i Poprawczych, a koszty ich utrzymania o wiele przewyższą te 12.000 złotych i raczej nie liczmy, że te dzieci będą pracować na nasze emerytury, prędzej nam ją ukradną. Każdy kraj szuka pomysłu, jak zachęcić, a niekiedy zmusić kobiety do rodzenia dzieci i to naprawdę nic nie daje, a proszę mi wierzyć, że są kraje, które oferują taki socjal, o którym polskie rodziny mogą tylko pomarzyć. Są kraje, gdzie obkłada się podatkami ludzi, którzy nie mają dzieci i to też nic nie daje.
Jacek
2 lata temu
W kraju powinny być warunki by wychowywać dzieci ,a nie kupowanie ich porodu ,brak opieki zdrowotnej socjal który jest może kiedyś zniknąć i niepewna sytuacja w biznesie ja osobiście nie widzę małych i średnich firm by inwestowały ,zabicie klasy średniej to korporacjonizm ,a idzie to w tym kierunku ,naród nie wie z czym obudzi się Jarek i Antek na drugi dzień może krzykną idziemy na wojnę ,władza w rękach jednego człowieka jest niebezpieczna ,ja w takim kraju nie zdecydował bym się na dziecko
Pozdrawiam
2 lata temu
Słowo POLSKI i słowo ŁAD to ANTONIMY, czyli wyrazy oznaczające sprzeczność jak SUCHA WODA czy CIEPŁY LÓD.
...
Następna strona