Od rolnika do energetyka, czyli kto w Polsce jest gotów na OZE

Ceny prądu wciąż spędzają sen z powiek przedsiębiorcom. Czy w systemie pełnym barier jest miejsce na optymizm? O mitach dotyczących demontażu fotowoltaiki, potencjale drzemiącym w biogazowniach oraz o stanie ciągłej nierównowagi mówi Łukasz Bartkiewicz, współtwórca i członek zarządu firmy Metropolis Doradztwo Gospodarcze, która pomaga organizacjom pozyskiwać finanse na projekty energetyczne, środowiskowe oraz przetwórstwa rolno-spożywczego.

Źródło zdjęć: © materiały partnera

Jaki jest dziś największy mit dotyczący polskiej energetyki?

Na pewno wielkim mitem jest deprecjonowanie OZE. Odnawialne źródła energii po prostu muszą być częścią naszego systemu. Czeka nas to bez względu na to, czy nam się to podoba czy nie. To nie jest tylko kwestia postępu, ale wiedzy o środowisku i przede wszystkim – ceny. OZE to obecnie najtańsze źródła energii. Minusem jest natomiast to, że są niestabilne. Nie dają takiego bezpieczeństwa jak elektrownie węglowe czy gazowe.

Obejrzyj cały podcast - kliknij poniżej!

Energetyka w Polsce: Jak przetrwać chaos i obniżyć koszty? | Łukasz Bartkiewicz | Metropolis

Z ust pewnych ludzi padają deklaracje, że fotowoltaika na dachu przestała się opłacać i trzeba ją demontować. To realny scenariusz?

Jeśli ktoś tak twierdzi, polecam najpierw sprawdzić, ile kosztuje zezłomowanie takiej instalacji. To tony żelastwa, które trzeba zdjąć. Oczywiście, każdy może wyrzucić dobrze działającą rzecz do śmieci, ale to nie ma sensu ani ekonomicznego, ani środowiskowego. Panele mogą służyć 25 lat. Sam u siebie w domu, będąc w starym systemie rozliczeń, nie płacę za prąd poza kosztami stałymi. Mam pompę ciepła, ładowarkę do samochodu i rocznie płacę około 300 zł. Kto by to zdejmował? Nowy system rozliczeń rzeczywiście nie jest łatwy, ale demontaż to raczej kwestia politycznych emocji niż chłodnej analizy.

Czy Unia nie narzuca nam pod tym kątem zbyt ciężkich warunków?

Unia Europejska często żongluje prawami i nakłada obowiązki, które są zbyt restrykcyjne dla polskiego konsumenta czy firm. Jesteśmy krajem mocno opartym na węglu i gazie. Przejście na nowe zasady gospodarki odpadami czy energią jest u nas trudniejsze. Z drugiej strony, Polacy szybko się adaptują. Jeśli konsument widzi pieniądz – np. w systemie kaucyjnym – to szybko się dostosuje.

Jaki jest właściwie związek między odpadami a energią?

Związek jest fundamentalny. Każdy odpad był kiedyś produktem, a do jego wytworzenia potrzebna była energia. Nawet fotowoltaika na moim dachu musi pracować ponad rok, żeby "odrobić" swój ślad węglowy, czyli energię zużytą na jej wyprodukowanie. Po drugie, odpady to paliwo. Mamy spalarnie, ale mamy też biogazownie i biometanownie. Jako Metropolis mocno w nie inwestujemy. Odpady organiczne można przetworzyć na energię lub biometan, który można wtłoczyć do sieci gazowej.

Brzmi sielankowo, ale sieć nie przyjmuje już energii z OZE. Czasami dopłacamy Niemcom, żeby odebrali od nas nadmiar prądu w słoneczne dni. To jest w porządku?

Szkoda marnować energię i szkoda płacić za to, żeby ktoś ją od nas kupił. Kilka lat temu nikt nie przewidział takiego rozwoju tych niestabilnych źródeł, jak fotowoltaika czy wiatr. Nadal podstawę naszego miksu energetycznego muszą więc stanowić źródła stabilne, jak węgiel i gaz. Ten drugi jest o tyle dobry, że bloki gazowe można uruchomić szybko. One nie emitują tylu zanieczyszczeń co węgiel i mogą pracować stabilnie cały rok. Ale docelowym rozwiązaniem ma być atom.

Biogazownie to szansa?

Tak. Paliwem są odpady pochodzące z rolnictwa oraz z przetwórstwa rolno-spożywczego. Trochę hamują nas unijne dyrektywy jak RED II i jej kontynuacja - RED III. Te dyrektywy mówią, że możemy używać wyłącznie odpadów – a nie czegoś, czym teoretycznie jeszcze można np. nakarmić zwierzęta. Dodatkowo biogazownie muszą być lokalne, bo transport na kilkaset kilometrów jest nieopłacalny. Mimo obaw rolnicy szybko zauważają, że to dobry biznes. Niestety, często procesy inwestycyjne blokują pojedynczy przeciwnicy nie rozumiejący realiów, co hamuje rozwój sektora, w którym Polska ma ogromny potencjał.

Ale jeśli bloki węglowe zostaną wyłączane, to co się stanie z ludźmi? Grozi nam bezrobocie strukturalne?

To ogromne wyzwanie i rzeczywiście wiążą się z nim obawy. Niektóre bloki węglowe są wyłączane, ale nie rozbierane – zostają w systemie jako tzw. "zimne źródło" na czarną godzinę. Moim zdaniem nowym przemysłem dla tych regionów powinny być OZE i sektor jądrowy. Pierwszy blok jądrowy ma powstać do 2033 roku, ale to kropla w morzu potrzeb.

Mamy więc drogi prąd, bo musimy utrzymywać drogi węgiel, by stabilizował tanią, ale niestabilną fotowoltaikę. Jak z tego wyjść?

Rozwiązaniem są magazyny energii, ale to na razie tylko "plaster" na rany polskiej energetyki. W grudniu zakończył się potężny nabór – 180 projektów dostało wsparcie, niektóre o pojemności gigawatogodziny. To świetny start, ale wciąż mało. Magazyny energii to gigantyczne kontenery z bateriami, wielkości wagonów kolejowych. One mają pobierać prąd, gdy jest tani, gdy np. świeci słońce, a oddawać go o wieczorem, gdy ludzie wracają do domów i zaczynają wszystko uruchamiać. Jednak jestem przekonany, że im więcej zbudujemy magazynów, tym więcej powstanie nowych źródeł OZE, które znów będą destabilizować system. Z czasem rynek sam skoryguje tę nierównowagę, wykruszą się nierentowne projekty.

A co, jeśli taki hektar kontenerów z bateriami się zapali?

Będzie spektakularnie, ale nie niebezpiecznie dla otoczenia. To instalacje z rygorystycznymi systemami przeciwpożarowymi, odizolowane terytorialnie od zabudowań. Każdy system energetyczny ma potencjał do awarii, ale sterowanie w magazynach jest na tyle zaawansowane, że ryzyko jest minimalne. Naszym największym wyzwaniem jest teraz przebudowa sieci. W najbliższej przyszłości będziemy musieli ciągnąć prąd z północy, z wiatraków na morzu oraz z atomu, na południe, gdzie jest przemysł. Trzeba więc przekonfigurować cały system. Realne efekty tych inwestycji zobaczymy dopiero za kilka-kilkanaście lat. Do tego czasu musimy polubić się z węglem jako rezerwą, bo system sobie bez niego nie poradzi.

Mówimy o problemach, barierach, wysokich cenach. Czy w polskiej energetyce jest w ogóle coś, co działa dobrze?

Jako naród mamy taką cechę, że im jest gorzej, tym więcej wysiłku wkładamy w rozwój. W Metropolis od 21 lat obsługujemy przedsiębiorców i widzę u nich niespożytą siłę i mnóstwo pomysłów. Świetnie dostosowujemy się do problemów. Najbardziej stresowałbym się, gdyby było nam za dobrze. Póki mamy te nierównowagi w systemie, Polacy będą szybko reagować. Przez ostatnie 30 lat przedsiębiorcy zgromadzili spore zasoby kapitałowe. I nie mówię tylko o potentatach, ale o średnich i małych firmach. Mamy ogromną elastyczność. Przedsiębiorca z branży transportowej potrafi "nagle" wejść w energetykę. Metropolis z doradcy finansowego stał się energetykiem. Takich przykładów są setki i to jest bardzo optymistyczne - polskie małe i średnie firmy mają chęć inwestować i nie boją się ryzyka zmienności otoczenia prawno-politycznego.

Czy branża energetyczna może być dziś dla każdego?

Tak, próg wejścia mocno się obniżył. Fotowoltaika to właściwie bezobsługowa instalacja. Potrzeba kapitału, ziemi i warunków przyłączenia. Coraz częściej przychodzą do nas przedsiębiorcy, którzy wcześniej nie zajmowali się tym tematem, a teraz chcą iść w fotowoltaikę. Albo rolnicy czy sektor przetwórstwa spożywczego, który chciałby zainwestować w biogazownię czy biometanownię. Sposób myślenia się zmienia – stajemy się prośrodowiskowi, bo to się po prostu opłaca. Zgadza się zarówno rachunek ekonomiczny, jak i ekologiczny.

Czyli przedsiębiorca może po prostu zdywersyfikować biznes, budując na jego marginesie własną elektrownię?

Dokładnie. Są specjalne programy na zwiększenie efektywności, na przykład kredyt ekologiczny. Magazyny energii w przedsiębiorstwach to inne źródło oszczędności niż te wielkie na polach. Taki magazyn ściąga tanią energię w dzień i oddaje ją w nocy przy systemie zmianowym. Co więcej, wiele firm nie może dostać od operatora nowej mocy i to hamuje ich rozwój. Znam przypadek zakładu obok linii wysokiego napięcia z elektrowni do dużego miasta, który nie dostał zgody na zwiększenie mocy i musiał sam budować fotowoltaikę z magazynami, żeby w ogóle móc się rozwijać. On sam stabilizuje sieć, bo się z niej wyłącza. To kierunek dla tych, którzy chcą bezpieczeństwa dostaw. Magazyn chroni też przed skokami czy brakiem napięcia, które potrafią zatrzymać linię produkcyjną i narobić ogromnych kosztów.

Jak Metropolis pomaga przedsiębiorcom?

Sami jesteśmy energetykami – mamy fotowoltaikę, zbudowaliśmy i eksloatowaliśmy biogazownie, mamy projekty biometanowe w rozwoju. Bez problemu poruszamy się na styku inwestorów oraz finansów, w których się specjalizujemy. Wyławiamy z gąszczu internetu realne konkursy i dotacje. Przychodzą klienci z pomysłem, a my układamy go w projekt pod dostępny konkurs. Jesteśmy szczerzy: nie bierzemy pieniędzy za doradztwo, dopóki nie uznamy, że projekt jest dobry i ma szansę na sukces. Nasza skuteczność to ponad 85%. Często odradzamy inwestycje, jeśli widzimy zbyt duże ryzyko. Prowadzimy za rękę od wniosku aż po wypłatę ostatniej złotówki.

O jakich pieniądzach mowa? Ile przedsiębiorca musi wyłożyć z własnej kieszeni?

W Funduszu Modernizacyjnym można zdobyć zazwyczaj do 85-100% wsparcia, ale to miks dotacji i pożyczki. Sama dotacja to zwykle od 30% do 65%. Reszta to pożyczka preferencyjna na warunkach, których nie dostanie się w banku. Zazwyczaj trzeba jednak mieć te 15% wkładu własnego i dodatkowe zabezpieczenia, co dla wielu jest barierą.

A czy możemy wierzyć, że prąd kiedykolwiek będzie tańszy?

Moim zdaniem prędzej my będziemy zarabiać więcej i procentowy udział kosztów energii w naszym budżecie spadnie, niż same ceny pójdą w dół. Nakłady na transformację są ogromne. Póki mamy węgiel, płacimy wysokie opłaty do ETS. Atom też nie będzie tani. Poza tym – czy ktokolwiek z nas dobrowolnie obniża ceny swoich produktów? Raczej nie.

Dziękuję za rozmowę.

Marta Nowak - StadlerMedia.pl

Zainteresował Cię ten temat? Wysłuchaj całej rozmowy z Łukaszem Bartkiewiczem.

Materiał sponsorowany przez StadlerMedia.pl
Wybrane dla Ciebie
Wyłączono komentarze
Jako redakcja Wirtualnej Polski doceniamy zaangażowanie naszych czytelników w komentarzach. Jednak niektóre tematy wywołują komentarze wykraczające poza granice kulturalnej dyskusji. Dbając o jej jakość, zdecydowaliśmy się wyłączyć sekcję komentarzy pod tym artykułem.
Redakcja serwisu Money.pl