Politycy ogrzewają się w świetle zbiórek. Ale to przez nich są potrzebne [OPINIA]
Sukces internetowej zbiórki pieniędzy na leczenie chorych onkologicznie dzieci jest budujący. Problem polega na tym, że takie akcje są potrzebne, bo nie ma woli politycznej, by odejść od niewydolnego systemu finansowania ochrony zdrowia za pomocą składki zdrowotnej.
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
Kilkudniowa zbiórka na rzecz Fundacji Cancer Fighters zakończyła się sukcesem, którego mało kto się spodziewał. Na koncie organizacji znalazło się ostatecznie ponad 250 mln złotych. Akcja poruszyła wiele osób, także polityków, którzy nie szczędzili pochwał dla organizatorów. "Fantastyczna zbiórka" - napisał w mediach społecznościowych europoseł Koalicji Obywatelskiej, Michał Szczerba. - Gratulujemy tej akcji, sam już wpłaciłem - mówił z kolei kandydat PiS na premiera, Przemysław Czarnek.
W tym samym czasie szacowana luka finansowa w Narodowym Funduszu Zdrowia wynosi 23 mld złotych. Innymi słowy: o tyle za mało trafia do NFZ ze składki zdrowotnej. W rezultacie fundusz ogranicza w tym roku m.in. finansowanie badań diagnostycznych. Sytuacja teoretycznie nie powinna odbić się na pacjentach onkologicznych, gdzie diagnostyka jest nielimitowana i w 100 proc. płatna przez państwo. A jednak - NFZ zamieścił kilka dni temu na swojej stronie apel, by pacjenci zgłaszali do centrali wszystkie sygnały o problemach w realizacji świadczeń.
Gospodarcze silniki Polski gasną. "Musimy szukać nowych"
To wszystko pokazuje, że model finansowania zdrowia za pomocą składki zdrowotnej jest nieefektywny, skoro NFZ potrzebuje co roku - nomen omen - gigantycznego zastrzyku pieniędzy z budżetu państwa. A o tym, czy tak się stanie, decydują nie system i realne potrzeby pacjentów, ale też pracowników ochrony zdrowia, tylko polityczne negocjacje na linii Ministerstwo Finansów-Ministerstwo Zdrowia.
Z minister zdrowia spotykamy się może nie co tydzień, ale na pewno co dwa tygodnie (i rozmawiamy - przyp. red.), jak znaleźć dodatkowe finansowanie dla ochrony zdrowia - mówił niedawno dziennikarzom w kuluarach Europejskiego Kongresu Gospodarczego minister finansów Andrzej Domański.
Ile wydają na zdrowie państwa UE?
Obecna ekipa rządowa ma na to wszystko jedną odpowiedź: nakłady na ochronę zdrowia z roku na rok rosną. - I to w sposób porównywalny tylko z nakładami na obronę. W tym roku mówimy o wzroście o 25 mld złotych, w przyszłym o 20 - zapewnia minister Domański. I to wszystko prawda, choć niecała, bo nie ma liczby bez kontekstu. Tym kontekstem są tutaj rozmiary polskiej gospodarki.
Spójrzmy na ostatnie, dostępne dane z unijnego biura statystycznego Eurostat. Zestawienie otwierają Niemcy - tam wydatki na zdrowie w 2023 roku wyniosły 11,7 proc. PKB. Dalej znalazły się Francja, Austria i Szwecja - wszędzie powyżej 11 proc. Stawkę zamykają z kolei Rumunia i Luksemburg (5,7 proc.), Węgry, Irlandia i Polska. Nasz wynik to 7,1 proc. PKB - dla porównania unijna średnia wynosi 10 proc.
Na wydatki zdrowotne państw warto jeszcze spojrzeć pod innym kątem: w przeliczeniu na jednego mieszkańca. W takim ujęciu wspomniane przed chwilą Luksemburg i Irlandia wydają na każdego obywatela ponad 6 tys. euro, a Polska: 1463 euro. To kilkakrotnie mniej. Jeszcze mniejszą kwotę "na głowę" przeznaczają Chorwacja, Węgry, Bułgaria i Rumunia (ta ostatnia - 972 euro). Po uwzględnieniu parytetu siły nabywczej przeskakujemy co prawda o kilka oczek wyżej i wypadamy nieco lepiej, ale to wciąż dwukrotnie mniej niż w krajach Europy Zachodniej.
Brakuje woli politycznej
Chętnych do zmiany tego stanu rzeczy jest niewiele. Lewica proponuje zastąpienie składki zdrowotnej podatkiem zdrowotnym. Wbrew pozorom, nie chodzi tylko o zmianę nazwy, ale przede wszystkim o zmianę logiki funkcjonowania systemu - od kogo i w jakim stopniu pobieramy pieniądze na zdrowie (składka to "pieniądz znaczony", który trafia bezpośrednio do NFZ, "podatek" ląduje z kolei w jednym, ogromnym worku z pieniędzmi z napisem "budżet państwa"). W propozycji Lewicy punkt ciężkości w finansowaniu NFZ byłby przesunięty z obywateli (zwłaszcza z pracowników najemnych) na korporacje. Polska2050 chce z kolei szukać dodatkowych pieniędzy np. w podwyżce akcyzy na alkohol. Ale są to głosy odosobnione.
To, czego brakuje, to zdecydowanej woli politycznej, by dokonać głębokich zmian - także tych dotyczących podziału pieniędzy w systemie. W grę nie wchodzi również żadna podwyżka składki, o czym pod koniec zeszłego roku premier Donald Tusk mówił podczas tzw. szczytu medycznego. - Nawet gdybym miał taki pomysł, to tego nie przeprowadzę. Nie ma takiej możliwości, aby w tym i przyszłym roku podnieść składkę - podkreślał szef rządu.
Nierzadko obecnie rządzący tłumaczą się trudną sytuacją budżetową i wysokimi wydatkami na obronność. Tyle że siłę i odporność państwa mierzy się nie tylko liczbą wojskowego sprzętu i żołnierzy, ale też jakością usług publicznych: od ochrony zdrowia po edukację. A tych potrzebujemy w naszym życiu codziennie - nie tylko w trakcie potencjalnego konfliktu zbrojnego.
Tomasz Setta, dziennikarz money.pl