Polska chce nie tylko korzystać z systemów Patriot, ale także uczestniczyć w produkcji rakiet do tych zestawów. Wiceminister obrony Cezary Tomczyk powiedział w rozmowie z "Gazetą Wyborczą", że Warszawa przekazała stronie amerykańskiej gotowość do uruchomienia takiej produkcji w naszym kraju.
Polska chce wejść do łańcucha produkcji Patriotów
Jak zaznaczył, podobne ambicje ma Ukraina, która zabiega zarówno o pozyskanie rakiet Patriot, jak i możliwość ich wytwarzania. Zdaniem wiceszefa Ministerstwa Obrony Narodowej produkcja powinna jednak odbywać się w bezpiecznym miejscu, a Polska spełnia ten warunek.
WIDEORakieta nad Polską. Jak na świecie działają systemy ostrzegania?
Tomczyk wskazał, że ważnym krokiem w tym kierunku jest umowa podpisana podczas szczytu w Ankarze przez Polskę, Stany Zjednoczone, Niemcy, Holandię i Szwecję. Dokument dotyczy budowy centrum serwisowego pocisków używanych w systemach Patriot.
Jak ocenia wiceminister obrony, deklaracja Trumpa o przekazaniu Ukrainie licencji to pewne uproszczenie. Zdaniem rozmówcy "GW" Kijów nie otrzyma jej z dnia na dzień. – Dlatego kraje takie jak Polska, które już są w amerykańskim łańcuchu technologicznym, wezmą w tym udział.
- Chcemy być pełnoprawnym uczestnikiem procesu – oświadcza wiceminister.
Dlaczego rosyjska rakieta nie została zestrzelona?
Wiceszef MON, zapytany o to, czy fakt, że w ubiegłym tygodniu pilot ukraińskiego myśliwca tuż przed wlotem w polską przestrzeń powietrzną odstąpił od pościgu za rosyjską rakietą, może doprowadzić do zmiany procedur państw sojuszniczych i umożliwienia tzw. gorącego pościgu, odpowiada, że dopuszczenie uzbrojonych lotów ukraińskich nad terytorium państwa NATO to decyzja o charakterze polityczno-prawnym, której nie przesądzi pojedynczy incydent.
Jak dodaje, Polska prowadzi z Ukrainą wymianę informacji, szczególnie w zakresie sytuacji na niebie nad zachodnią częścią terytorium sąsiada. Natomiast przerwanie pościgu wynikało z ryzyka przypadkowego trafienia ukraińskiego myśliwca przez polską obronę.
Tłumacząc, dlaczego rosyjska rakieta nie została zestrzelona, Tomczyk podkreśla, że od początku do końca była pod obserwacją i wiadomo było, że spadnie na teren niezabudowany. Gdyby zmieniła kurs, zagrażając ludziom lub infrastrukturze, zostałaby strącona w kilka sekund. Jednak – jak zastrzega – samo zestrzelenie też niesie ze sobą ryzyko.
Stała baza USA coraz bliżej
W rozmowie zostaje też poruszona kwestia stałej bazy USA w Polsce. Wiceszef MON twierdzi, że projekt zyskał pełną akceptację obu stron, jednak jego realizacja potrwa co najmniej kilka lat. Tomczyk zapewnił, że po dopięciu z Amerykanami szczegółów dotyczących logistyki zostanie ogłoszona decyzja o powstaniu stałej bazy. Potwierdza, że będzie zlokalizowana w Wielkopolsce lub na Dolnym Śląsku, jednak uchyla się od określenia, kiedy decyzja zostanie ogłoszona.
Rozmówca "GW" uspokaja, że po przeglądzie obecności amerykańskich sił zbrojnych w Europie z Pentagonu i Departamentu Stanu płyną deklaracje potwierdzające, że redukcje nie obejmą Polski.