Prezes ZUS odpowiada Mentzenowi: Ukraińcy to zbawienie dla budżetu

Temat rzekomych przywilejów emerytalnych dla obywateli Ukrainy powraca w polskiej debacie publicznej. Alarm w tej sprawie podnieśli politycy Konfederacji, na czele ze Sławomirem Mentzenem i Stanisławem Tyszką. – Co do obywateli Ukrainy, powtarzam, że dla budżetu państwa składki, jakie wpłacają, to jest zbawienie! – ucina w rozmowie z money.pl prezes ZUS Liwiusz Laska. Pracujący Ukraińcy wpłacili do budżetu grube miliardy.

Sławomir Mentzen krytykuje system emerytalnySławomir Mentzen krytykuje system emerytalny
Źródło zdjęć: © East News | Associated Press, East News, Sean Kilpatrick
Robert Kędzierski
  • Ukraińcy są dziś ważnym źródłem finansowania polskiego systemu emerytalnego. – Dla budżetu państwa składki, jakie wpłacają, to jest zbawienie! – mówi money.pl Liwiusz Laska, prezes ZUS.
  • Jeden dzień pracy w Polsce rzeczywiście może otworzyć drogę do świadczenia, ale nie oznacza automatycznie emerytury minimalnej. – Sama jedna składka może otworzyć drogę do polskiego świadczenia, ale sama w sobie nie daje prawa do dopłaty do minimum – wyjaśnia Nadia Winiarska z Konfederacji Lewiatan.
  • Dopłaty do minimalnej emerytury dla obywateli Ukrainy są statystycznym marginesem. – Ten wariant jest prawnie możliwy, ale statystycznie marginalny – podkreśla Piotr Juszczyk, doradca podatkowy InFaktu.
  • Powrót Ukraińca do kraju oznacza utratę prawa do wyrównania polskiej emerytury do minimum. – Wyrównanie do polskiej emerytury minimalnej nie jest kontynuowane – mówi Nadia Winiarska.

Politycy skrajnej prawicy jak mantrę powtarzają w mediach tezę o drenowaniu polskiego systemu emerytalnego przez Ukraińców. Przekonują, że wystarczy, aby obywatel Ukrainy przepracował w Polsce zaledwie jeden dzień i odprowadził jedną składkę, by nabyć prawo do polskiej emerytury minimalnej. Używają też argumentów o rzekomo darmowym dostępie do 13. i 14. emerytur oraz zasiłków pogrzebowych, co w narracji prawicy ma stanowić ewenement na skalę europejską.

– Nasze państwo stworzyło mechanizm, na podstawie którego Ukraińcy w Polsce, którzy pracowali chociaż jeden dzień, mają prawo do dopłat do emerytury minimalnej, co nas będzie kosztować olbrzymie pieniądze – słyszymy w nagraniu zamieszczonym w mediach społecznościowych przez Sławomira Mentzena.

"To jest zbawienie dla budżetu państwa"

Politycy, którzy podsycają antyukraińskie nastroje, pomijają kilka istotnych faktów. Obywatele Ukrainy stanowią dziś największą grupę obcokrajowców zasilających polski system ubezpieczeń społecznych. A to w dobie starzejącego się społeczeństwa jest czynnikiem wręcz kluczowym dla stabilności wypłat dla polskich seniorów.

Prezes ZUS Liwiusz Laska w rozmowie z money.pl zapewnia, że przepisy, które pozwalają m.in. obywatelom z Ukrainy uregulować kwestie związane ze świadczeniami emerytalnymi, nie są niczym nadzwyczajnym. Korzystają na nich również Polacy. – Te przepisy zostały wprowadzone w 2012 r. dla polskich obywateli wracających z emigracji – zapewnia.

Co do obywateli Ukrainy – powtarzam, że dla budżetu państwa składki, jakie wpłacają, to jest zbawienie! Tylko w tym roku Ukraińcy wpłacili do FUS 7,4 mld złotych – ucina krótko wszelkie pytania dotyczące rzekomego "drenażu" polskiego systemu przez przybyszy zza wschodniej granicy.

DLA CIEBIE
Przetestował setki zawodów. Który wybrałby na start? - Wojciech Kaczmarczyk II Pierwsza praca #4 

Jeden dzień pracy a prawo do emerytury? Tak, ale to kilka złotych

Eksperci od ubezpieczeń społecznych i prawa pracy przyznają, że politycy Konfederacji opierają swoją narrację na prawdziwym przepisie. Jednocześnie całkowicie wykrzywiają jego rynkowe i statystyczne znaczenie. Mechanizm dopłat do emerytury minimalnej jest bowiem znacznie bardziej skomplikowany, niż przedstawia to polityczny przekaz.

Formalnie ktoś, kto przepracuje w Polsce jeden dzień i odprowadzi jedną składkę, nabywa prawo do złożenia wniosku o świadczenie po osiągnięciu wieku emerytalnego – wyjaśnia w rozmowie z money.pl Piotr Juszczyk, główny doradca podatkowy InFakt.

– Sama polska część tego świadczenia, liczona proporcjonalnie do jednego dnia składek, będzie rzeczywiście symboliczna, kilka złotych, może kilkadziesiąt groszy. Ale i to jest ten niuans, który trzeba nazwać wprost, bo inaczej stracimy wiarygodność w oczach każdego, kto to sprawdzi: warunek stażu uprawniającego do dopłaty do minimum (20 lat dla kobiet, 25 lat dla mężczyzn) liczy się jako suma okresów ubezpieczenia z Polski i Ukrainy łącznie, na mocy umowy z 2012 r. – dodaje ekspert.

Dwuetapowy mechanizm wyrównania

Jak tłumaczy Piotr Juszczyk, nie trzeba tych 20 czy 25 lat przepracować wyłącznie nad Wisłą. Jeśli ktoś ma na przykład 24 lata i 364 dni stażu w Ukrainie i dokłada do tego jeden dzień pracy w Polsce, warunek stażowy zostaje spełniony. Dalej jednak mechanizm działa dwuetapowo, co jest kluczowe dla zrozumienia wysokości wypłat.

Po pierwsze, ZUS liczy swoją część proporcjonalnie do rzeczywistego okresu ubezpieczenia w Polsce względem całego, zsumowanego stażu: przy jednym dniu z 25 lat ta część będzie praktycznie zerowa. Po drugie, następuje wyrównanie do polskiego minimum (obecnie 1978,49 zł brutto), ale liczone jest ono od sumy świadczenia polskiego i ukraińskiego, a nie od samego polskiego świadczenia – precyzuje doradca podatkowy InFakt w rozmowie z naszym portalem.

Skoro ukraińska emerytura minimalna to równowartość około 250–320 zł, to jeśli taka osoba mieszka w Polsce i osiągnęła polski wiek emerytalny, ZUS dopłaci różnicę do polskiego minimum. – W efekcie ktoś, kto przepracował w Polsce dosłownie jeden dzień, może wyjść na poziom polskiej emerytury minimalnej nie dlatego, że "oszukał system", tylko dlatego, że tak skonstruowana jest zasada koordynacji. Identyczna zresztą dla Polaka, który resztę kariery przepracował np. w Niemczech, a ostatni dzień przed emeryturą w Polsce – zauważa Juszczyk.

– W tym jednym punkcie pan Mentzen i poseł Tyszka mają więc rację co do samego mechanizmu, nie jest to wymysł. Nieprawdą jest natomiast to, jak przedstawiają skalę i częstość tego zjawiska – podkreśla.

Miażdżące statystyki i system, który działa

Gdy spojrzymy na twarde dane Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, narracja o masowym drenowaniu polskiego systemu upada. Liczby pokazują wyraźnie, że scenariusz opisywany przez polityków prawicy to absolutny margines.

Z danych ZUS wynika, że dopłatę do emerytury minimalnej pobiera dziś ok. 1100–1500 obywateli Ukrainy, a średnia dopłata na osobę wynosi niecałe 100 zł miesięcznie – wylicza w rozmowie z money.pl Piotr Juszczyk.

– Gdyby dominującym scenariuszem był "jeden dzień pracy w Polsce plus reszta kariery w Ukrainie", średnia dopłata byłaby bliska pełnej różnicy do minimum, czyli kilkunastu-kilkuset złotych wyżej. To, że średnia jest tak niska, wskazuje, że w zdecydowanej większości przypadków chodzi o osoby z realnie dłuższym stażem przepracowanym w Polsce, a nie o skrajny wariant opisany w liście. Ten wariant jest prawnie możliwy, ale statystycznie marginalny – wyjaśnia ekspert.

Trzynastki i zasiłki pogrzebowe. "Zasada działa w drugą stronę"

Doradca podatkowy odnosi się również do pozostałych zarzutów pojawiających się w debacie publicznej. Jak zaznacza, 13. i 14. emerytura przysługują każdemu, kto pobiera jakiekolwiek polskie świadczenie emerytalne, bez względu na obywatelstwo. Nie jest to dodatek doklejony do umowy z Ukrainą, tylko ustawowe prawo wszystkich emerytów w Polsce. Podobnie wygląda kwestia zasiłku pogrzebowego.

– Zasiłek pogrzebowy jest tym punktem, w którym mechanizm opisany w liście rzeczywiście działa tak, jak napisano: nie ma znaczenia, gdzie zmarł członek rodziny osoby ubezpieczonej w Polsce ani czy kiedykolwiek był w Polsce. Warunkiem jest wyłącznie status ubezpieczeniowy osoby, która pokryła koszty pogrzebu – tłumaczy Juszczyk.

– Ale dokładnie ta sama zasada działa w drugą stronę. Polak pracujący w Niemczech czy Norwegii, którego rodzic umiera w Polsce, ma prawo do tamtejszego świadczenia pogrzebowego na identycznej zasadzie wzajemności. To nie jest przywilej uszyty pod jedną narodowość, tylko zasada, z której korzystają miliony Polaków za granicą – dodaje.

Demografia nie kłamie. Kto komu płaci emeryturę?

Eksperci zwracają uwagę na fundamentalny błąd w rozumowaniu krytyków obecnych rozwiązań. Argument "wszyscy tak robią, płacąc składki" jest prawdziwy i właśnie dlatego nie podważa danych, tylko je potwierdza. Pytanie nie brzmi, czy obywatele Ukrainy robią coś nadzwyczajnego – bo nie robią. Pytanie brzmi, czy dziś ta grupa systemowi ciąży, czy go finansuje.

W ubezpieczeniach społecznych zgłoszonych jest ponad 900 tysięcy obywateli Ukrainy, a dopłatę do emerytury minimalnej pobiera z tego ok. 1100–1500 osób, a to mniej więcej jedna osoba na 600–800 wpłacających składki – punktuje w rozmowie z money.pl Piotr Juszczyk. – To prawda, że dzisiejsi młodzi kiedyś będą starzy i trzeba im będzie wypłacić świadczenia – tylko nie z "ich konta", bo takiego konta w dosłownym sensie nie ma. Polski system jest repartycyjny: bieżące składki finansują bieżące wypłaty. Gdy dzisiejsi pracownicy z Ukrainy przejdą na emeryturę za 20 czy 30 lat, wypłacą im ją ówcześni obywatele wchodzący na rynek pracy; dokładnie tak samo jak dzisiejszym polskim emerytom wypłacają dzisiejsi polscy pracownicy. To nie jest ryzyko specyficzne dla migracji, to jest natura każdego systemu repartycyjnego od zawsze i to właśnie ci dzisiejsi młodzi pracownicy łagodzą dziś problem starzenia się, który i tak nadejdzie, a nie go tworzą – analizuje ekspert InFaktu.

Juszczyk rozprawia się również z często przywoływanym przykładem innych państw. – Porównanie z Wielką Brytanią i Niemcami miesza poziomy: tamtejsze wymogi 10 lat czy 5 lat dotyczą naliczenia prawa do emerytury minimalnej, a nie samego prawa do złożenia wniosku. Polska ma identyczną logikę, 20 albo 25 lat do minimum.

– Różnica polega na tym, że do tego stażu wlicza się lata przepracowane w Ukrainie, co jest standardem koordynacji systemów zabezpieczenia społecznego stosowanym w relacjach z kilkunastoma państwami, a nie wyjątkiem uszytym pod jeden kraj. Podsumowując: mechanizm, że jeden dzień pracy w Polsce w połączeniu z odpowiednio długim stażem ukraińskim może dać prawo do dopłaty na poziomie polskiego minimum, jest prawdziwy i wynika wprost z umowy międzynarodowej i ustawy. Nieprawdziwe jest natomiast przedstawianie tego jako zjawiska masowego czy jako dowodu na to, że system jest dziś drenowany. Dane pokazują, że to skrajny, rzadki przypadek na tle blisko miliona pracujących i płacących składki obywateli Ukrainy – konkluduje.

Wyjazd z Polski oznacza utratę dopłaty

Na jeszcze inny, niezwykle istotny aspekt tej sprawy zwracają uwagę przedstawiciele pracodawców. Aby ocenić sytuację obiektywnie, trzeba zrozumieć różnicę między samym świadczeniem a wyrównaniem z państwowej kasy.

Musimy przede wszystkim rozdzielić dwie kwestie: prawo do polskiej emerytury i prawo do wyrównania jej do poziomu emerytury minimalnej – zaznacza w rozmowie z money.pl Nadia Winiarska, zastępczyni dyrektora Departamentu Pracy w Konfederacji Lewiatan.

– Rzeczywiście, zarówno obywatel Polski, jak i obywatel Ukrainy mogą nabyć prawo do emerytury po bardzo krótkim okresie ubezpieczenia, nawet po opłaceniu jednej składki. W takiej sytuacji wysokość świadczenia odpowiada zgromadzonym składkom i może wynosić zaledwie kilkanaście złotych. Nie oznacza to automatycznie prawa do emerytury minimalnej – wyjaśnia.

Jak podkreśla ekspertka Lewiatana, aby otrzymać wyrównanie do najniższej emerytury, trzeba spełnić dodatkowe warunki, w tym mieć co najmniej 20 lat stażu w przypadku kobiet lub 25 lat w przypadku mężczyzn oraz mieszkać w Polsce. W przypadku obywateli Ukrainy do wymaganego stażu mogą zostać zaliczone okresy ubezpieczenia w Ukrainie, jednak Polska nie przejmuje odpowiedzialności za ukraińską część emerytury.

– ZUS wypłaca świadczenie za polskie okresy ubezpieczenia, a ukraińska instytucja za okresy ubezpieczenia w Ukrainie. Dlatego twierdzenie, że ktoś "zapłacił jedną składkę w Polsce i dostał polską emeryturę minimalną", jest mylące. Jedna składka może otworzyć drogę do polskiego świadczenia, ale sama w sobie nie daje prawa do dopłaty do minimum – mówi portalowi money.pl Nadia Winiarska.

Przedstawicielka pracodawców obala również mit o rzekomej unikalności polsko-ukraińskiej umowy. – Nie jest też prawdą, że mamy do czynienia z wyjątkową umową zawartą z Ukrainą, która daje jej obywatelom szczególne przywileje. Umowy o zabezpieczeniu społecznym są standardowym rozwiązaniem stosowanym na świecie, a w Europie funkcjonuje rozbudowany system koordynacji zabezpieczenia społecznego. Polska ma podobne umowy z wieloma państwami spoza UE, a w ramach UE i Europejskiego Obszaru Gospodarczego obowiązują wspólne zasady koordynacji. Podobne umowy Ukraina zawarła z innymi państwami UE, m.in. z Czechami, Słowacją, Hiszpanią, Portugalią, Litwą, Łotwą, Estonią i Bułgarią – wylicza.

Wymóg rezydencji kluczowy dla ZUS

Dane przytaczane przez Konfederację Lewiatan pokrywają się z tymi, o których mówią doradcy podatkowi.

Co więcej, nie można mówić o systemie, w którym cudzoziemcy masowo korzystają z dopłat kosztem polskich emerytów. Według danych ZUS w okresie styczeń-maj dopłatę do najniższej emerytury otrzymywało średnio 1,5 tys. obywateli Ukrainy. W tym samym czasie w polskim systemie ubezpieczeń społecznych było zgłoszonych ponad 1,34 mln cudzoziemców, w tym ponad 900 tys. obywateli Ukrainy. Oznacza to około 600 ubezpieczonych obywateli Ukrainy na jedną osobę korzystającą z dopłaty do minimum – argumentuje Winiarska.

Ekspertka zwraca uwagę na kluczowy detal, który często umyka w politycznych dyskusjach – wymóg rezydencji. – Należy ostrożnie podchodzić do argumentu, że cudzoziemiec po krótkim okresie pracy może wrócić do swojego kraju i pobierać tam polską minimalną emeryturę. W przypadku dopłaty do polskiego minimum warunkiem jest zamieszkiwanie w Polsce. Jeśli ktoś po krótkim okresie pracy wraca do Ukrainy, nie spełnia tego warunku. Wyjazd do kraju pochodzenia oznacza więc, że osoba nie będzie otrzymywać z Polski dopłaty do minimum – kategorycznie stwierdza wicedyrektor z Lewiatana w rozmowie z money.pl. – W przypadku stałego zamieszkania za granicą świadczenie z Polski może być nadal wypłacane w wysokości wynikającej z polskich okresów ubezpieczenia, natomiast wyrównanie do polskiej emerytury minimalnej nie jest kontynuowane. Nie można więc przedstawiać mechanizmu koordynacji jako prostego sposobu na uzyskanie polskiej minimalnej emerytury po jednym miesiącu pracy i wyjeździe z Polski – dodaje.

Zarówno przedstawiciele biznesu, jak i doradcy podatkowi zgadzają się co do jednego: system nie jest idealny, ale jego krytyka musi opierać się na faktach.

– Oczywiście można prowadzić dyskusję o tym, czy obowiązujące dziś zasady dotyczące krótkich okresów ubezpieczenia i bardzo niskich świadczeń powinny w przyszłości zostać zmienione lub doprecyzowane. Jest to szersza debata o konstrukcji systemu emerytalnego. Nie zmienia to jednak faktu, że obecne rozwiązania wynikają z przyjętych zasad koordynacji zabezpieczenia społecznego i nie ustanawiają odrębnych zasad dla obywateli Ukrainy. Sama jedna składka w Polsce nie daje też prawa do emerytury minimalnej. Warto więc oceniać funkcjonowanie tych rozwiązań na podstawie pełnych danych i rzeczywistych warunków uzyskania świadczeń – podsumowuje dla money.pl Nadia Winiarska.

Wybrane dla Ciebie