Rosja po cichu zbiera gazowce. Ekspert: trudniej być niewidzialnym

Rosja zamawia nowe gazowce, ale też potajemnie skupuje stare jednostki i wynajmuje armatorów do przewozu LNG. - Stara się złapać moment i wykorzystać czas - wyjaśnia Tymon Pastucha z PISM. Jednak budowa nowego rodzaju floty cieni to ryzyko - zaznacza dr Przemysław Zaleski z Politechniki Wrocławskiej.

Rosja buduje nową flotę cieni
Rosja buduje nową flotę cieni
Źródło zdjęć: © Getty Images | Kolaż money.pl
Przemysław Ciszak

Rosja pilnie potrzebuje jednostek zdolnych przewozić skroplony gaz LNG, niezależnych od zachodnich armatorów, ubezpieczeń i technologii. Po cichu buduje nowy rodzaj "floty cieni" złożonej z metanowców.

Jak ustalił zespół Windward, specjaliści firmy analitycznej specjalizującej się w analizach dotyczących żeglugi, sankcji oraz działania "flot cieni", jeszcze w połowie czerwca 2026 r. Rosja posiadała łącznie 23 statki do przewozu LNG. W tym 10 nowych gazowców przekazanych państwowym rosyjskim armatorom, 7 używanych jednostek zakupionych przez anonimowe podmioty między lutym 2024 r. a majem 2025 r. oraz 6 kolejnych używanych gazowców w wieku powyżej 19 lat - czytamy w ostatnim raporcie Windward.

Od tego czasu, jak podał "Financial Times", Rosja pozyskała kolejne dwa gazowce zbudowane w rosyjskiej stoczni Zwiezda. Wniosek nasuwa się sam. Rosja nie szczędzi wydatków by rozbudować nowy rodzaj "floty cieni" do transportu LNG z pominięciem zachodnich sankcji.


WIDEO
Czarny dym nad miastem Putina. Drony uderzyły w magazyny Wildberries


- Te działania Rosji są odpowiedzią na politykę sankcyjną - ocenia w rozmowie z money.pl Tymon Pastucha, analityk ds. polityki energetycznej w programie energia, surowce i technologie krytyczne w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych.

- UE pokazała, że jest gotowa i chce uszczelniać sankcje na rosyjski sektor LNG. Przy okazji ostatniego pakietu sankcyjnego tylko opór Grecji (w ochronie interesów greckiego magnata morskiego Jeorjosa Prokopiou właściciela grupy Dynagas), która zarabia na transporcie LNG z Rosji, zablokował zakaz transportu rosyjskiego LNG do państw trzecich przez podmioty z UE. Jednak jak długo i jak skutecznie Grecy będą stawiać opór? Znając to ryzyko Rosja stara się złapać moment i wykorzystać czas, aby ograniczyć zależność, aby zachować zdolności eksportowe. Moskwa jednak ma świadomość, że UE może pokrzyżować te plany - zaznacza Pastucha.

Unia Europejska planuje zakaz importu rosyjskiego LNG od 1 stycznia 2027 r. w odniesieniu do kontraktów długoterminowych, a ograniczenia dotyczące części umów krótkoterminowych już zaczęły obowiązywać.

Kosztowna flota

Budowa nowego rodzaju "floty cieni", pozwalająca omijać sankcje na rosyjski sektor LNG, nie będzie jednak zadaniem łatwym. Do tego obarczona jest dużym ryzykiem. - To znacznie bardziej skomplikowane zadanie niż w przypadku ropy naftowej - zaznacza dr Przemysław Zaleski, ekspert od spraw bezpieczeństwa energetycznego z Fundacji Pułaskiego oraz wykładowca Politechniki Wrocławskiej.

Jak podkreśla, metanowce to szczególny rodzaj jednostek. - Muszą być odpowiednio przygotowane do ładowania i transportu skroplonego gazu, nie da się ich zastąpić innym statkiem czy w prosty sposób przerobić inną jednostkę na metanowiec. Dlatego też dostęp do nich jest trudniejszy niż w przypadku tankowców do przewozu ropy. Proces budowy jest znacznie dłuższy i droższy - zaznacza.

Jak wylicza Real Instituto Elcano (Królewski Instytut Elcano), hiszpański think tank zajmujący się polityką międzynarodową, bezpieczeństwem i geopolityką, cena starszego masowca do przewozu ropy po 2022 r. wynosiła od kilkunastu–kilkudziesięciu milionów dolarów. Natomiast nowa jednostka to średnio 250–300 mln dol.

Podczas gdy liczebność tankowców należących do rosyjskiej "floty cieni" szacuje się na ponad tysiąc jednostek, liczba 25 gazowców może się wydawać niewielka.

- Gazowce LNG są jednymi z najbardziej zaawansowanych technologicznie jednostek we flocie handlowej. Nie są to zwykłe zbiornikowce przewożące ropę czy paliwa, lecz są wyposażone w skomplikowane systemy chłodzenia, które pozwalają przewozić gaz skroplony w temperaturze -162 st. C. Są bardzo drogie, a liczba stoczni, dostawców technologii, firm serwisowych i ubezpieczycieli zdolnych do obsługi takiej floty jest ograniczona - dodaje Tymon Pastucha.

Jeśli światowa flota tankowców do przewozu ropy to ok. 7–8 tys. jednostek, to w przypadku wyspecjalizowanych gazowców LNG mówimy o około 750–800 - wylicza Instytut Elcano.

"Trudniej być niewidzialnym"

Jak podkreśla dr Zaleski, próby omijania sankcji w przypadku gazowców będą znacznie trudniejsze. - To skomplikowana operacja. Transport LNG jest znacznie bardziej kosztowny, technologicznie zaawansowany i zależny od wyspecjalizowanej infrastruktury oraz globalnych usług, które znacznie trudniej zastąpić lub ukryć przed reżimem sankcyjnym - tłumaczy.

To bardzo duże jednostki wymagające obsługi wyspecjalizowanego portu. - Podczas gdy ropę można stosunkowo łatwo przeładowywać pomiędzy tankowcami lub wyładowywać w wielu portach na świecie, to w przypadku LNG potrzebne są instalacje kriogeniczne, specjalistyczne ramiona przeładunkowe, urządzenia zapewniające odpowiednie ciśnienie i temperaturę - wylicza analityk Politechniki Wrocławskiej.

Dlatego jedna z metod polegających na fałszowaniu pochodzenia surowca poprzez jego nieoficjalny przeładunek na morzu na inną jednostkę nie jest sprawą prostą.

- Stary tankowiec stosunkowo łatwo kupić i eksploatować. Gazowce wymagają wyspecjalizowanych usług, kompetencji technicznych do ich obsługi, do których dostęp jest limitowany i zasadniczo kontrolowany przez państwa zachodnie. Przez ograniczoną liczbę terminali eksportowych i importowych trudniej też być niewidocznym, poza tym przeładunki burta w burtę, które przy ropie są powszechne do ukrywania pochodzenia ładunku, przy LNG są znacznie bardziej skomplikowane, kosztowne i wymagają odpowiednich warunków pogodowych oraz technicznych - potwierdza Tymon Pastucha.

Wysokie ryzyko

Analitycy z którymi rozmawialiśmy podkreślają, że funkcjonowanie w ramach gazowej floty cieni wiąże się z większym ryzykiem niż w przypadku statków przewożących ropę.

Przypomnijmy, że już były przypadki obejmowania gazowców sankcjami. Cztery jednostki rosyjskiej floty Orion, Kosmos, Merkuriy i Luch zostały objęte sankcjami Wielkiej Brytanii w czerwcu 2026 r. Był to pierwszy przypadek nałożenia sankcji bezpośrednio na elementy rosyjskiej floty cieni LNG - przypomina Winward.

- Technologia i usługi operacyjne są bardziej skoncentrowane niż w przypadku rynku ropy. Przodują tu głównie firmy zachodnie: greccy armatorzy, stocznie serwisowe z Danii, francuska technologia zbiorników, skandynawska automatyka i usługi projektowe czy brytyjski rynek ubezpieczeń. Stocznie i usługodawcy z Korei, Japonii i Chin stopniowo zwiększają swoje znaczenie w sektorze, ale wciąż nie zastępują w pełni zachodnich technologii i serwisu. To uzależnienie powoduje, że armatorzy nie są skorzy do podejmowania ryzykownych rejsów łamiących sankcje. Dlatego Rosja stara się pozyskać więcej własnych jednostek, tworzy mniej przejrzyste struktury własności i eksportuje więcej surowca do Azji - co jest bardzo kosztowe - wyjaśnia Pastucha.

Jak podkreśla, Rosjanie starają się wykorzystać sytuację na świecie: niepewność związaną z transportami przez cieśninę Ormuz, ograniczenia dostaw na rynkach, rosnące ceny, poszukiwania alternatywnych dróg importowych. Wystarczy zaznaczyć, że pierwsze półrocze było rekordowe również jeśli chodzi o import rosyjskiego gazu z terminalu Jamał do Europy. 

- Obawiam się, że ze względu na problemy w cieśninie Ormuz jest ciche przyzwolenie na umożliwienie Rosji zwiększenia eksportu. Może być, że sankcje, które mają zapaść od stycznia 2027 r., skruszeją. Złagodzenie restrykcji np. ilościowych albo pewien rodzaj ograniczeń cenowych może być tłumaczony koniecznością rynkową lub pomocą tym krajom, które nie mają dostępu do gazu - ocenia dr Zaleski.

Wybrane dla Ciebie