Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Panika w Chinach może wrócić w 2016 roku

Panika w Chinach może wrócić w 2016 roku

Fot. ChinaFotoPress

W tym roku Chiny miały wywołać wielki krach: w jego efekcie ludzie na całym świecie mieli tracić majątki, a byli milionerzy skakać z okien, jak w Czarny Czwartek 1929 r. Nic takiego się jednak nie stało. Komunistyczny rząd zakazał sprzedaży akcji na chińskich giełdach, a tych dziennikarzy, którzy mieli czelność mówić o krachu, zamknął w więzieniach. Wystarczyło. Chińskie indeksy przestały spadać. Nie oznacza to wcale, że panika została odwołana. Być może została tylko odroczona. Do 2016 roku?

Jeszcze w 2014 roku - szukając informacji na temat chińskiej gospodarki - ludzie najczęściej wpisywali w wyszukiwarkę hasła: "Chiny największa gospodarka", "Chiny gospodarka numer jeden", "Chiny prześcigną gospodarkę USA".

Rok później wszystko się odwróciło. Z danych Google wynika, że w tym roku jeśli świat szukał informacji o Chinach, to najczęściej na hasła: "upadek gospodarki Chin", "chiński krach", "kryzys chińskiej gospodarki" - informował kilka dni temu Bloomberg Business.

To mówi wszystko na temat tego, co wydarzyło się w tym roku w Państwie Środka. I że przejął się tym cały świat.

Panika w oczach inwestorów

Zaczęło się 12 czerwca, choć pewnie nawet wytrawni inwestorzy nie wyczuli jeszcze wtedy krwi na parkiecie. To był początek kilkutygodniowej wyprzedaży, która obniżyła indeksy chińskiej giełdy o około 40 proc.

W oczach inwestorów pojawiła się panika. Nic dziwnego, bo Shanghai Composite Index od czerwca 2014 roku do czerwca 2015 roku urósł o ponad 150 proc., a właścicielami akcji byli przede wszystkim zwykli Chińczycy z niewielkim doświadczeniem, którzy nigdy nie widzieli bessy.

Władze ludowe postanowiły interweniować. Zawieszono notowania niemal połowy spółek, zamrożono nowe debiuty, brokerom nakazano skupowanie akcji, a większym inwestorom nawet zakazano sprzedaży walorów przez sześć miesięcy.

Interwencja zrobiła na rynku takie wrażenie, że indeksy chińskiej giełdy wzrosły o 7 proc. I to w dniu, kiedy europejskie parkiety notowały najsilniejsze od roku spadki na wieść o wynikach referendum w Grecji. To był 6 lipca.

Optymizmu wystarczyło jedynie na chwilę. Już następnego dnia wróciły spadki, a światowe media ostrzegały, że Chiny są większym zagrożeniem niż Grecja. "The Telegraph" napisał wówczas wprost: Chiny zmierzają do własnej wersji wielkiego krachu, który wydarzył się w USA w 1929 r. Inne gazety mu wtórowały. A to była najgorsza prognoza z możliwych.

24 października 1929 roku został nazwany Czarnym Czwartkiem, choć być może powinien być czerwony. Prawdopodobnie właśnie tego dnia, najwięcej osób w historii świata odebrało sobie życie. Legendy mówią, że na nowojorskich ulicach pojawiły się plamy krwi spanikowanych i martwych już bankrutów, którzy postanowili wyskoczyć z okien.

Tak było 86 lat temu. Jednak w 2015 r. w Chinach powtórki z 1929 r. nie było. Czy poważni ekonomiczni publicyści z najbardziej prestiżowych gazet świata się pomylili? Niekoniecznie.

Panika odwołana?

Pod koniec sierpnia chiński dziennikarz Wang Xiaolu, piszący na łamach prestiżowego dziennika finansowego "Caijing", przyznał się do rozpowszechniania informacji mogących wywołać panikę na rynku. Władze zarzucały mu, że pisał o giełdzie w oparciu o "pogłoski i własne subiektywne opinie" oraz "utrudniał powrót zwyżek" na giełdzie - cytowała chińska agencja informacyjna Xinhua.

Razem z nim do winy przyznało się jeszcze kilka osób związanych z chińską giełdą. Stało się to tuż po ukaraniu około 200 osób za to, że szerzyły pogłoski o chińskim krachu. A za to w Chinach grozi kara do trzech lat więzienia.

Takie oto polowanie na czarownice w wykonaniu komunistycznych władz w połączeniu z nadzwyczajnymi środkami w końcu zadziałało. Spadki na parkietach zostały zatrzymane pod koniec sierpnia. Władzom udało się wygrać z rynkiem, z którego od czerwca do sierpnia wyparowało 5 bln dolarów. Ale czy na długo?

Przecież u podstaw paniki latem leżały w gruncie rzeczy obawy o stan gospodarki chińskiej i jej twarde lądowanie. A te obawy nie zniknęły.

...czy tylko odroczona?

Największym zagrożeniem dla światowej gospodarki w 2016 r. będą właśnie Chiny - twierdzą analitycy przepytani przez agencję Bloomberg. Zaraz obok stawiając groźbę wyjścia Wielkiej Brytanii z UE i kolejną falę kryzysu greckiego, która ma wrócić w drugiej połowie 2016 r.

To tylko prognozy, ale pewne jest, że gospodarka Państwa Środka nadal będzie hamować. Według prognoz Międzynarodowego Funduszu Walutowego tempo wzrostu gospodarczego spowolni do 6,3 proc. Z europejskiej perspektywy ta liczba robi wrażenie, ale trzeba pamiętać, że jeszcze przed światowym kryzysem Chiny rozwijały się w tempie kilkunastu procent. Zresztą i te szacunki MFW mogą okazać się zawyżone.

- Wydaje się niemożliwe, żeby utrzymać wzrost, do jakiego przyzwyczaiła nas chińska gospodarka. O ile można mieć wątpliwości do danych pokazywanych przez chiński rząd, to dane o handlu zagranicznym pokazują wyraźne osłabienie - mówi money.pl Roland Paszkiewicz, dyrektor ds. analiz Centralnego Domu Maklerskiego Pekao.

Paszkiewicz podkreśla, że największą zagadką jest to, czy Chinom uda się zatrzymać takie niebezpieczne procesy jak nadmierne uzależnienie od inwestycji, wysoki stopień lewarowania firm i umocnienie dolara. Jeśli te trzy czynniki będą pod kontrolą, Chiny zaliczą miękkie lądowanie

Czy zatem nie grozi nam powrót paniki? - W przyszłym roku echo tych strachów powróci, ale wydaje mi się, że ta panika była przesadzona. Dla wielu aktywów to był gwałtowny, ale krótki spadek cen, a należy pamiętać, że krach, który przyszedł latem był poprzedzony najsilniejszymi wzrostami od lat. Pozostaje pytanie, czy chińskim władzom uda się zarządzać emocjami społeczeństwa - dodaje Paszkiewicz.

- Na razie Pekin robi wszystko, by inwestorzy nabrali przekonania, że panuje nad sytuacją i jest w pełni przewidywalny. Istnieje spory ładunek niepewności, jednak widać tendencję chińskich władz, by komunikacja instytucji statystycznych z rynkiem była kontrolowana - komentuje dr Maciej Jędrzejak, dyrektor zarządzający Saxo Bank Polska.

Aresztowania w tym z pewnością pomagają.

Magia liczb

Wojciech Białek, główny analityk CDM Pekao, który słynie z analizowania setek historycznych wykresów, na podstawie których snuje często dość kontrowersyjne prognozy, jest mniej optymistyczny. Już w 2014 roku przepowiadał, że Chiny zbankrutują. Sparafrazował nawet słynny "Eurogeddon", fundusz prof. Rybińskiego, zastępując go nowym pojęciem "Chinageddon".

Białek podczas konferencji "Profesjonalny inwestor" w listopadzie 2014 r. dowodził, że istnieje związek pomiędzy organizacją igrzysk przez kraj rozwijający się, a jego późniejszymi kłopotami. Przykład? Związek Radziecki rozpadł się 11 lat po olimpiadzie, Jugosławia w kilka lat po igrzyskach, a olimpiada w Atenach poprzedziła kłopoty Grecji. Zdaniem Białka Chiny idealnie pasują do tego schematu.

Analityk od listopada 2014 roku zdania nie zmienił. Na początku grudnia tego roku na swoim blogu potwierdził, że jego zdaniem w Chinach pęka bańka inwestycyjna. "Osobiście sądzę, że w I kwartale chińskie giełdy wznowią spadki" - pisze wprost Białek.

Gwoździem do trumny może okazać się grudniowe podniesienie stóp procentowych przez Fed. Wiadomo, że zacieśnianie polityki pieniężnej przez USA i w rezultacie umocnienie dolara działa negatywnie na rynki rozwijające się. Jak mocno, trudno oszacować, ale pesymiści przypominają, że po erze mocnego dolara w latach 80. Meksyk musiał ogłosić niewypłacalność, co było jedynie początkiem kryzysu krajów rozwijających się.

Silny dolar w latach 90. doprowadził do kryzysu azjatyckiego i bankructwa Rosji w 1998 roku. Czy grudniowa podwyżka stóp w USA może sprawić, że sytuacja się powtórzy? Na pewno obawiają się tego Chiny. W sierpniu przedstawiciel People's Bank of China sugerował, że Fed powinien przesunąć pierwszą od prawie 10 lat podwyżkę stóp, inaczej może doprowadzić do recesji w kilku krajach rozwijających się.

Fed nie posłuchał.

Zobacz także: Diamentowy krach. Znów winne Chiny?

 

Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie
bubula
83.22.71.* 2016-03-21 07:41
USA zależy na utrzymaniu wszechwładzy w świecie więc zrobią wszystko aby zdusić i upodlić Chińczyków a oni z racji swojej historii nie mogą do tego dopuścić, ostatecznie pozostanie USA konflikt militarny z nimi, widząc jak szybko Chiny z pretendenta do bycia hegemonem świata stają się nim, zwiększając swoje wpływy gospodarcze (alternatywa dla wojny militarnej) w świecie (szlak jedwabny 2.0) tworząc alternatywny system dla USA.

P.S. porządek świata według USA może być zagrożony...
luna447
5.172.235.* 2015-12-29 03:55
Moim zdaniem Białek wróży z fusów.
d-d
37.47.1.* 2015-12-28 20:58
Wszystkie panstwa po krachu wprowadza jedna walute z ustalanym co roku koszykiem globalnej wartosci.Koniec z kretactwem,kryzysami i wojnami.
Zobacz więcej komentarzy (55)