Ropa najdroższa od lat. Baryłka zbliża się do 400 złotych
Na globalnych rynkach surowcowych obserwujemy drastyczny wzrost cen ropy naftowej. Jak wynika z danych portalu Stooq.pl, notowania surowca w polskiej walucie biją kolejne rekordy, co jest efektem nałożenia się na siebie dwóch niekorzystnych dla kierowców trendów.
Początek marca przyniósł potężny wstrząs na rynku czarnego złota. Zgodnie z informacjami udostępnianymi przez serwis finansowy Stooq.pl, baryłka amerykańskiej ropy WTI wyceniana w polskiej walucie podrożała w trakcie jednej sesji o ponad piętnaście procent. Tym samym jej kurs przekroczył pułap 386 złotych. Równolegle, europejska odmiana surowca, czyli ropa Brent wyceniana w amerykańskiej walucie, przebiła barierę 106 dolarów za baryłkę, notując zbliżoną, kilkunastoprocentową dynamikę wzrostu.
To wyraźna zmiana w porównaniu z początkiem lutego, kiedy na globalnych rynkach widać było wyraźny spadek ceny ropy Brent i analitycy wskazywali na lekkie umocnienie złotego wobec dolara. Obecna sytuacja jest całkowitym odwróceniem tamtego trendu.
Warto zwrócić uwagę na mechanizm, który obecnie winduje stawki dla polskiego odbiorcy. Cena ropy w złotówkach to zawsze wypadkowa dwóch kluczowych czynników: giełdowych notowań samego surowca na światowych rynkach oraz bieżącego kursu dolara amerykańskiego. Bieżące dane rynkowe pokazują wyraźnie, że w tym samym czasie polska waluta traciła na wartości wobec amerykańskiej o ponad półtora procent. To podwójne uderzenie sprawia, że wykresy cenowe w złotych pną się w górę wyjątkowo stromo, mocniej uderzając w krajową gospodarkę.
"Nie wykluczam żadnego scenariusza". Wicepremier o cenie baryłki ropy
Skala tegorocznych wzrostów
Patrząc na szerszy horyzont czasowy, dynamika zmian robi jeszcze większe wrażenie i ukazuje skalę wyzwań stojących przed rynkiem paliw. Od początku roku stopa zwrotu dla kontraktów na ropę WTI w polskiej walucie zbliża się do poziomu 90 procent. Oznacza to, że surowiec w zaledwie kilka miesięcy niemal podwoił swoją wartość dla podmiotów rozliczających się w złotym.
Dla porównania, w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy najniższa odnotowana cena za baryłkę wynosiła nieco ponad 196 złotych. Obecne pułapy są więc drastycznie wyższe od rocznych minimów, choć wciąż brakuje im nieco do historycznych maksimów z ostatnich 52 tygodni, które w szczytowym momencie przekraczały poziom 445 złotych. Podobny, silny trend wzrostowy dotyczy również wspomnianej wcześniej ropy Brent, której wycena od początku roku poszła w górę o ponad 75 procent.
Kieszenie kierowców pod presją
Z perspektywy finansów osobistych oraz portfeli polskich kierowców, tak gwałtowne ruchy na światowych giełdach towarowych mają bardzo konkretne konsekwencje. Drożejący na rynkach bazowych surowiec, połączony z osłabieniem się złotego względem głównych walut rozliczeniowych, oznacza wyraźny wzrost kosztów zakupu dla krajowych rafinerii.
Zjawiska te stanowią klasyczny impuls inflacyjny. Z historycznych obserwacji rynku wynika, że utrzymujące się na wysokich poziomach notowania kontraktów terminowych na ropę z pewnym opóźnieniem przekładają się na tabele cenowe przy dystrybutorach. Dla konsumentów oznacza to konieczność przygotowania się na wyższe paragony za tankowanie, co w szerszej perspektywie może również wpływać na koszty transportu i ceny dóbr codziennego użytku.
Temat wzrostu cen ropy był szczególnie gorący już od końca ubiegłego roku. W grudniu ceny ropy skoczyły o ponad kilka procent po decyzji Donalda Trumpa o całkowitej blokadzie tankowców obsługujących Wenezuelę. Początek stycznia przyniósł kolejne zawirowania, gdy eksperci rynku paliw analizowali wpływ nocnego ataku USA na Wenezuelę, choć jak się okazało, kraj ten ma obecnie marginalne znaczenie dla globalnych dostaw ropy. Pod koniec lutego natomiast obserwowano już silne wzrosty dolara i ropy, które zapowiadały obecną sytuację – presja na ceny paliw na stacjach benzynowych ulegała wtedy zwielokrotnieniu.