Rosyjska gospodarka w kryzysie. Kreml ukrywa prawdę
Gospodarka Rosji znalazła się w najtrudniejszym położeniu od początku wojny. W pierwszych miesiącach bieżącego roku rosyjska gospodarka skurczyła się o ułamek procenta. To pierwszy taki spadek od ponad dwóch lat.
Anders Olofsgard z uniwersytetu w Sztokholmie w rozmowie cytowanej przez "Puls Biznesu" wskazuje, że kondycja finansowa Rosji jest bardzo zła. Profesor uważa, że władze w Moskwie tracą argumenty, aby przekonać obywateli o stabilności kraju. Zwykli Rosjanie zaczynają odczuwać kryzys w codziennym życiu.
Rosyjska gospodarka jest w bardzo złej kondycji. Jeśli chodzi o rozwój gospodarczy i stabilność systemu, sytuacja jest dziś poważniejsza niż kiedykolwiek od momentu ataku na Ukrainę - mówi.
Władimir Putin przez lata opierał swoją władzę na nieformalnej umowie ze społeczeństwem. Obywatele akceptowali brak wolności politycznej w zamian za stabilność finansową. Teraz ten model zaczyna się chwiać, a rząd musi ograniczać wydatki socjalne.
Statystyki jako narzędzie wojny
Poważne wątpliwości budzi wiarygodność wskaźników, które publikuje Kreml. Szef szwedzkiego wywiadu wojskowego Thomas Nilsson uważa, że Rosja systematycznie poprawia dane makroekonomiczne. Jego zdaniem prawdziwa sytuacja wygląda znacznie gorzej, niż deklarują to rosyjscy urzędnicy. Fałszowanie raportów ma przekonać państwa zachodnie, że sankcje nie przynoszą oczekiwanych rezultatów.
Oficjalne komunikaty mówią o stosunkowo niskiej inflacji, jednak główna stopa procentowa pozostaje na bardzo wysokim poziomie. Szwedzkie służby sugerują, że realny wzrost cen może być bliski właśnie poziomowi stóp procentowych. Dodatkowo wywiady z Niemiec i Szwecji szacują, że Moskwa ukrywa potężną dziurę w budżecie państwa.
Kierowcy kontra agresja na drogach. "5 milionów ludzi już sobie pomaga"
Przemysł zbrojeniowy nie uratuje sytuacji
Obecny model wzrostu opiera się niemal wyłącznie na produkcji zbrojeniowej. Sprzęt wojskowy trafia na front, gdzie ulega zniszczeniu. Taki mechanizm nie tworzy żadnej realnej wartości dla cywilnej części rynku.
Thomas Nilsson w wywiadzie dla brytyjskiej prasy zaznaczył, że Rosja potrzebuje bardzo wysokich cen ropy naftowej przez długi czas, aby załatać finanse. Nawet to nie rozwiąże jednak głębokich problemów strukturalnych. Sektor obronny zmaga się z ogromną korupcją i zależy od państwowych kredytów.
Desperackie ratowanie budżetu i omijanie restrykcji
Sytuacja, w jakiej znalazł się reżim Putina, jest efektem nakładających się na siebie zachodnich sankcji. Choć rosyjska propaganda długo to ukrywała, w ostatnich miesiącach widać wyraźne pęknięcia w tym systemie. Eksperci już w połowie lutego wskazywali, że restrykcje zaczęły w pełni działać, a potężna poduszka finansowa, którą dysponowała Moskwa na początku inwazji, drastycznie się kurczy.
Aby ratować topniejące rezerwy, Kreml desperacko szuka furtek i nowych rynków zbytu. Z jednej strony wykorzystuje geopolityczne zawirowania – na przykład korzystając z czasowych wyłączeń z amerykańskich sankcji na sprzedaż surowca z tankowców. Z drugiej strony Moskwa zacieśnia współpracę z Azją. Jak informowaliśmy w marcu, Indie zdecydowały się na podwojenie zakupów "krwawej" ropy oraz importu LNG, starając się wypełnić lukę po rynkach europejskich. To jednak jedynie półśrodki wobec potężnych wyzwań strukturalnych kraju.
Pogorszenie nastrojów widać także wewnątrz samej Rosji. Lider komunistów Giennadij Ziuganow ostrzegł niedawno w parlamencie przed ryzykiem załamania gospodarki. Polityk stwierdził, że brak pilnych działań rządu może doprowadzić jesienią do powtórki z rewolucji, która wybuchła w 1917 roku. Analitycy widzą obecnie dwie drogi dla rosyjskich finansów. Szwedzki wywiad przewiduje długotrwałą stagnację lub nagłe załamanie. Niezależnie od ostatecznego scenariusza, eksperci są zgodni, że kraj zmierza w stronę poważnego kryzysu.