Rosyjska inflacja oficjalnie hamuje. Nie wszyscy wierzą w spadek
Rosyjski urząd statystyczny Rosstat poinformował o gwałtownym spadku rocznej inflacji w 2025 roku. Wskaźnik ten wyniósł 5,6 proc., co jest znaczącą zmianą w porównaniu do blisko 10 proc. rok wcześniej. Analitycy ostrzegają jednak, że to nie koniec problemów gospodarczych Kremla. Nadchodzący rok przyniesie wzrost podatku VAT, co uderzy nie tylko w portfele Rosjan, ale także wpłynie na ceny na Białorusi.
Według najnowszych danych państwowej agencji statystycznej, działania rosyjskiego Banku Centralnego mające na celu opanowanie wzrostu cen zaczynają przynosić efekty. Mimo to, perspektywy na 2026 rok pozostają niepewne ze względu na rosnące wydatki wojskowe i zmiany podatkowe.
Jak podaje agencja AFP, powołując się na dane Rosstatu, wzrost cen w Rosji zwolnił w ubiegłym roku do poziomu około 5,6 proc. Jest to wyraźny spadek w porównaniu z 9,5 proc. odnotowanymi w 2024 roku. Wynik ten okazał się nawet niższy od prognoz zarówno analityków rynkowych, jak i samego Banku Centralnego.
Walka z inflacją wymagała jednak drastycznych kroków. Przez niemal dwa lata stopy procentowe w Rosji utrzymywane były na poziomie bliskim 20 proc. Decyzja ta była odpowiedzią na gwałtownie rosnące wydatki wojskowe, które początkowo stymulowały gospodarkę, ale jednocześnie napędzały spiralę cenową. Dopiero w 2025 roku, w obliczu słabnącej presji inflacyjnej oraz skarg biznesu na wysokie koszty kredytowania, decydenci rozpoczęli powolny cykl łagodzenia polityki pieniężnej.
Wielki powrót polskiej marki. Prezes ujawnia, co go uratowało
Wojenna gospodarka i dziura budżetowa
Oficjalne statystyki wskazują na hamowanie nie tylko cen, ale i całej gospodarki. W trzecim kwartale ubiegłego roku wzrost gospodarczy był bliski zera. Spowolnienie to wywiera presję na finanse publiczne, które już teraz są mocno napięte. Kreml szuka sposobów na załatanie ubiegłorocznej luki budżetowej, szacowanej na około 50 miliardów dolarów.
Głównym obciążeniem pozostają koszty inwazji na Ukrainę. Według szacunków Sztokholmskiego Międzynarodowego Instytutu Badań nad Pokojem (SIPRI), w 2025 roku rosyjskie wydatki wojskowe wzrosły o kolejne 3 proc. względem roku poprzedniego, pochłaniając około 7 proc. PKB kraju. Równocześnie dochody z sektora energetycznego znajdują się pod presją zachodnich sankcji, które w ostatnim czasie objęły największych producentów ropy – Rosnieft i Łukoil.
Eksperci przewidują, że trend spadkowy inflacji może odwrócić się już na początku 2026 roku. Głównym czynnikiem proinflacyjnym ma być podwyżka podatku VAT, która weszła w życie z nowym rokiem. Zwiększenie obciążeń podatkowych dla obywateli i przedsiębiorstw ma pomóc w finansowaniu wydatków państwowych, ale nieuchronnie przełoży się na ceny w sklepach.
Dlaczego Rosjanie nie wierzą w oficjalne dane?
Mimo optymistycznych raportów Rosstatu, odczucia społeczne są zgoła odmienne. W analizie opublikowanej przez The Moscow Times, ekonomista Dmitrij Niekrasow zwraca uwagę na zjawisko "inflacji obserwowanej". Z badań wynika, że w okresie od maja 2022 do października 2025 roku, inflacja odczuwana przez Rosjan była średnio 1,8 razy wyższa niż ta raportowana przez urzędy.
Niekrasow wskazuje, że nie jest to wyłącznie specyfika rosyjska – podobne, a nawet wyższe rozbieżności w postrzeganiu drożyzny notuje się np. w Grecji. Kluczowa jest tu psychologia konsumenta. Ludziom łatwiej przychodzi zauważanie gwałtownych wzrostów cen niż ich spadków czy stabilizacji.
Jako przykład ekonomista podaje ceny warzyw. Choć w porównaniu do szczytów z wiosny 2022 roku ceny kapusty spadły o 65 proc., a gryki o 46 proc., konsumenci wciąż mają w pamięci drastyczne podwyżki z początku wojny. Podobnie sytuacja wygląda z ziemniakami – ich ceny były stabilne przez dekadę, by nagle wzrosnąć o 50 proc. Choć skumulowana inflacja w tym czasie wyniosła 120 proc., dla przeciętnego klienta to właśnie ziemniaki stały się symbolem drożyzny.
Rykoszetem w sąsiadów
Sytuacja gospodarcza w Rosji ma bezpośrednie przełożenie na kraje regionu, w tym przede wszystkim na Białoruś. Według analizy Eurazjatyckiego Banku Rozwoju (EDB), inflacja na Białorusi w 2025 roku wyniosła 6,8 proc., przekraczając rządowy cel wynoszący 5 proc. W grudniu odnotowano spowolnienie wzrostu cen żywności, jednak usługi i towary nieżywnościowe wciąż drożały.
Prognozy na 2026 rok dla Mińska nie są optymistyczne. EDB przewiduje, że inflacja utrzyma się w okolicach 7 proc., a głównym winowajcą będzie "import drożyzny" z Rosji. Wzrost rosyjskiego podatku VAT z 20 proc. do 22 proc., który wszedł w życie 1 stycznia, automatycznie podniesie ceny rosyjskich towarów eksportowanych na Białoruś.
Dodatkowym czynnikiem jest wysoka aktywność konsumencka samych Białorusinów, którzy – jak określają to analitycy – dokonują "rajdów" na sklepy, zwiększając popyt i presję cenową. Białoruski bank centralny i rząd planują utrzymać inflację w ryzach m.in. poprzez system regulacji cen, jednak zewnętrzne szoki gospodarcze płynące ze wschodu mogą te plany skutecznie pokrzyżować.
Rosyjski Bank Centralny zakłada osiągnięcie celu inflacyjnego na poziomie 4 proc. dopiero w 2027 roku. Do tego czasu zarówno Rosjanie, jak i obywatele państw ściśle powiązanych z rosyjską gospodarką, muszą przygotować się na dalsze zawirowania cenowe.