Ryanair mówi "nie" dla Wi-Fi na pokładzie. Internet od Elona Muska zwiększyłby zużycie paliwa
Irlandzki przewoźnik nie planuje w najbliższym czasie instalacji internetu w swoich samolotach. Jak informuje agencja Bloomberg, powołując się na dyrektora finansowego linii, montaż anten Starlink wiązałby się z większym oporem powietrza, a co za tym idzie – wyższymi kosztami paliwa.
Ryanair Holdings Plc jasno stawia sprawę dostępu do sieci podczas lotów. Największa tania linia lotnicza w Europie rozważy wprowadzenie Wi-Fi na pokładach swojej floty dopiero w momencie, gdy koszty tej technologii znacząco spadną, a samo rozwiązanie stanie się opłacalne dla pasażerów podróżujących na krótkich trasach - podaje Bloomberg.
Fizyka przeciwko internetowi
Neil Sorahan, dyrektor finansowy Ryanaira (CFO), w rozmowie z Bloombergiem wskazał na konkretne przeszkody techniczne i ekonomiczne, które blokują wdrożenie systemu Starlink, promowanego przez Elona Muska. Instalacja niezbędnych anten na kadłubach samolotów nie pozostaje bez wpływu na aerodynamikę maszyn.
Według wyliczeń przedstawionych przez Sorahana, montaż takich urządzeń spowodowałby opór powietrza skutkujący zwiększeniem zużycia paliwa o 2 proc. Dla przewoźnika niskokosztowego, którego model biznesowy opiera się na rygorystycznej kontroli wydatków, taki wzrost kosztów operacyjnych jest obecnie trudny do zaakceptowania.
Dyrektor finansowy zwrócił również uwagę na specyfikę podróży realizowanych przez irlandzką linię. Średni czas lotu Ryanairem wynosi około dwóch godzin. Zdaniem zarządu, pasażerowie nie wykazują chęci dopłacania za dostęp do sieci na tak krótkich dystansach.
Przyglądam się temu tematowi od 23 lat, odkąd jestem w Ryanairze. Z każdym rokiem sytuacja wygląda coraz lepiej, ale to jeszcze nie ten moment – stwierdził Neil Sorahan w wywiadzie dla Bloomberg TV.
Dodał, że typowy pasażer spędza lot, oglądając filmy pobrane wcześniej na urządzenia mobilne, co sprawia, że internet na żywo nie jest dla niego priorytetem.
"Dwóch dużych idiotów" i wzrost rezerwacji
Wypowiedzi dyrektora finansowego są echem głośnej wymiany zdań, do której doszło w ostatnich dniach między prezesem Ryanaira, Michaelem O'Learym, a właścicielem SpaceX, Elonem Muskiem. Spór dotyczył ekonomicznego sensu instalacji systemu Starlink w samolotach. Dyskusja przybrała ostry charakter, a obaj menedżerowie publicznie nazwali się nawzajem "idiotami".
Przypomnijmy, że konflikt eskalował w zeszłym tygodniu, gdy Michael O'Leary zwołał konferencję prasową, będącą odpowiedzią na medialne zaczepki amerykańskiego miliardera. Musk krytykował wcześniej brak nowoczesnych rozwiązań na pokładach irlandzkich maszyn, sugerując, że przewoźnik oszczędza na komforcie pasażerów.
Co ciekawe, medialna sprzeczka przyniosła przewoźnikowi wymierne korzyści marketingowe. Michael O'Leary przyznał w zeszłym tygodniu, że rozgłos towarzyszący "awanturze" przełożył się na wzrost liczby rezerwacji biletów o 2 do 3 proc.
Neil Sorahan, komentując sytuację w poniedziałek, starał się tonować nastroje i zamknąć temat medialnego sporu.
– W tym momencie mamy to już właściwie za sobą. To było po prostu dwóch dużych idiotów, którzy trochę się ze sobą bawili – podsumował dyrektor finansowy Ryanaira.
Kalkulacja kosztów
Decyzja Ryanaira wpisuje się w szerszą strategię firmy, która od lat unika wprowadzania udogodnień mogących podnieść ceny biletów, jeśli nie są one absolutnie niezbędne dla większości klientów. W przeciwieństwie do tradycyjnych linii lotniczych, które na długich trasach transatlantyckich traktują Wi-Fi jako standard, przewoźnicy budżetowi wciąż szukają złotego środka między oczekiwaniami pasażerów a kosztami instalacji i eksploatacji systemów łączności satelitarnej.
Dopóki technologia nie pozwoli na eliminację dodatkowego oporu powietrza lub koszty paliwa i transmisji danych nie spadną drastycznie, pasażerowie Ryanaira będą musieli pozostać przy treściach offline.