SAFE napędzi polską zbrojeniówkę? Większość z unijnych miliardów ma zostać w kraju
Do Polski ma trafić równowartość 43,7 mld euro w ramach mechanizmu SAFE. Rząd deklaruje, że 80 proc. tej kwoty zostanie w kraju. Prześwietlamy sprzęt i technologie, które mogą stać się fundamentem tej historycznej inwestycji.
W piątek Sejm uchwalił ustawę wdrażającą unijny program dozbrajania SAFE. Ustawa została poparta przez kluby Koalicji Obywatelskiej, Lewicy, PSL, Polski 2050 i koło Razem. Przeciwko byli natomiast posłowie klubu Prawo i Sprawiedliwość (od głosu wstrzymał się poseł Paweł Jabłoński), Konfederacji oraz koła Konfederacji Korony Polskiej. Teraz uchwalona ustawa trafi na biurko prezydenta Karola Nawrockiego i to on ostatecznie zdecyduje o jej losie.
Polska ma stać się największym beneficjentem tego instrumentu - popłynie do nas ok. 184 miliardów złotych (licząc po obecnym kursie). SAFE uzupełni istniejący Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych oraz budżet MON. Pieniądze z SAFE mają pozwolić na sfinansowanie 139 projektów.
"Nawet żona nie wie". Milioner o swojej fortunie
Na co Polska może wydać pieniądze z SAFE?
Według deklaracji premiera Donalda Tuska aż 80 proc. środków, czyli około 147 miliardów złotych, ma trafić do polskich zakładów – zarówno tych skupionych w Polskiej Grupie Zbrojeniowej, jak i podmiotów prywatnych.
Na co dokładnie wydamy pieniądze? Lista 139 projektów, na które rząd planuje wykorzystać finansowanie z projektu, nie jest jawna. - Publikacja takiego dokumentu byłaby najlepszym prezentem dla naszych przeciwników. Lista jest utajniona z bardzo prostego powodu. To blisko 300 stron szczegółowych informacji o deficytach polskiej armii i planowanych uzupełnieniach – wyjaśniała pod koniec stycznia w serwisie portalobronny.se.pl Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, pełnomocniczka rządu ds. programu SAFE.
Pewne szczegóły jednak już znamy, bo premier Donald Tusk ujawnił je podczas konferencji, która odbyła się pod koniec stycznia. Wiadomo, że mają zostać zamówione m.in. kolejne bojowe wozy piechoty Borsuk, produkowane przez Hutę Stalowa Wola. Wojsko potrzebuje przeszło tysiąc takich maszyn, obecnie zamówiono jednak dopiero 116 z nich.
Podczas tej samej konferencji Donald Tusk wskazał, że z SAFE będą też finansowane elementy obrony powietrznej. - Będziemy z premierem Kosiniakiem-Kamyszem niedługo towarzyszyli także narodzinom wielkiej inwestycji, której celem będzie dronowe zabezpieczenie wschodniej granicy Polski, a więc także Europy - powiedział Tusk. Jak wskazał, chodzi o nowy program budowy systemów antydronowych San.
O tym, że właśnie te dwa projekty mają szansę znaleźć się na liście projektów objętych SAFE, pisali też w ubiegłym tygodniu Grzegorz Osiecki i Tomasz Żółciak, dziennikarze Wirtualnej Polski i money.pl.
Biorąc pod uwagę zapowiedzi szefa rządu i pełnomocniczki rządu ds. SAFE oraz fakt, że 80 proc. pieniędzy z funduszu ma zostać wydane w Polsce, można pokusić się o bardziej szczegółowy przegląd sprzętu, który może zostać sfinansowany z unijnego programu.
Wozy bojowe, drony i pociski
W segmencie wojsk lądowych należy wspomnieć o produkowanym przez Hutę Stalowa Wola Nowym Bojowym Pływającym Wozie Piechoty (NBPWP) Borsuk, o którym wprost mówił premier Tusk. To konstrukcja, która ma zastąpić wysłużone, posowieckie BWP-1. Pojazd obsługiwany przez trzyosobową załogę może transportować desant i zapewniać wsparcie ogniowe dzięki zdalnie sterowanej wieżyczce z 30-milimetrową armatą Bushmaster Mk44S oraz wyrzutnią przeciwpancernych pocisków kierowanych Spike. Jego mobilność – do 65 km/h na lądzie i 8 km/h w wodzie – połączona z nowoczesnymi systemami celowniczymi sprawia, że jest to jeden z najbardziej oczekiwanych przez żołnierzy produktów polskiej zbrojeniówki.
Kolejnym produktem, który ma duże szanse na finansowanie z SAFE - jak nieoficjalnie ustalili pod koniec listopada ubiegłego roku dziennikarze money.pl - jest system bezzałogowy FlyEye od Grupy WB. To lekki dron rozpoznawczy, startujący "z ręki", który może operować w promieniu kilkudziesięciu kilometrów, dostarczając obraz w czasie rzeczywistym.
Uzupełnieniem dla FlyEye może być większy bezzałogowiec FT5-Łoś, choć w sprawie zakupu takiego sprzętu z SAFE nie ma ani oficjalnych, ani nieoficjalnych doniesień. To dwusilnikowa konstrukcja o znacznie większym udźwigu i zasięgu, zdolna do przenoszenia zaawansowanych sensorów rozpoznania elektronicznego (ELINT/COMINT) oraz utrzymywania się w powietrzu przez dziesięć godzin.
Natomiast z ustaleń dziennikarzy Wirtualnej Polski wynika, że jednym z beneficjentów programu ma być spółka Polska Amunicja, która ma dostarczyć wojsku amunicję 155 mm dla artylerii samobieżnej.
Co jeszcze możemy sfinansować z SAFE?
Na jaki jeszcze sprzęt mogą zostać wydane pieniądze z SAFE? Choć w oficjalnych ani nieoficjalnych doniesieniach brakuje dalszych szczegółów, to warto przynajmniej wspomnieć o powstających w Polsce produktach, którymi może się pochwalić nasza zbrojeniówka. To m.in. samobieżna armatohaubica Krab - sprzęt, który przeszedł już chrzest bojowy w warunkach pełnoskalowego konfliktu w Ukrainie, zyskując uznanie Ukraińców dzięki swojej precyzji i sile ognia.
Polska może się też pochwalić Przenośnym Przeciwlotniczym Zestawem Rakietowym Piorun. Produkowany przez skarżyskie Mesko system stał się hitem eksportowym po potwierdzeniu swojej skuteczności w zwalczaniu śmigłowców i samolotów szturmowych Rosji, atakujących Ukrainę. Piorun wykorzystuje nowoczesną głowicę termiczną, która jest odporna na zakłócenia i pozwala na rażenie celów nawet w nocy.
Dla osłony wojsk w ruchu przydatny mógłby też być Samobieżny Przeciwlotniczy Zestaw Rakietowy Poprad. Jest to w istocie mobilna platforma (często na podwoziu Żubr), zintegrowana z czterema wyrzutniami rakiet Grom lub Piorun oraz własną głowicą optoelektroniczną, co pozwala na autonomiczne poszukiwanie i zwalczanie celów powietrznych na bardzo krótkich dystansach.
Mniej medialnym, ale ważnym elementem, są systemy radiolokacyjne produkowane przez warszawski PIT-RADWAR, np. ZDPSR Bystra. To stacja z anteną aktywną (AESA), zdolna do wykrywania nie tylko samolotów, ale też niewielkich dronów czy nadlatujących pocisków moździerzowych. W systemie obrony powietrznej Narew, który buduje Polska, kluczową rolę odegrać ma z kolei radar kierowania ogniem Sajna, zapewniający precyzyjne śledzenie wielu celów jednocześnie. Uzupełnieniem parasola radiolokacyjnego będzie radar dalekiego zasięgu P-18PL, pracujący w paśmie metrowym, co teoretycznie pozwala na wykrywanie obiektów typu stealth z odległości nawet 300 kilometrów.
W Hucie Stalowa Wola powstaje też m.in. pojazd minowania narzutowego Baobab-K. Pozwala on dwuosobowej załodze na błyskawiczne ustawienie pola minowego o długości niemal dwóch kilometrów. Komputer pokładowy precyzyjnie rejestruje położenie każdej z 600 min, co jest kluczowe dla późniejszego bezpieczeństwa własnych wojsk i ludności cywilnej.
Potężny zastrzyk dla polskiego przemysłu
Kluczowym aspektem tego programu nie jest jednak sama wysokość pożyczki, lecz sposób jej wydatkowania. Zgodnie z zapewnieniami Ministerstwa Obrony Narodowej, SAFE ma być potężnym zastrzykiem kapitału dla rodzimego przemysłu.
Już w listopadzie analitycy PKO BP wskazywali, że przychody krajowych firm zbrojeniowych mogą rosnąć znacznie szybciej niż dotychczas, a dostęp do kapitału staje się kluczowym czynnikiem rozwoju.
Spłata gigapożyczki z SAFE ma być rozłożona na dekady - nawet na 45 lat. Przez pierwsze dziesięć lat budżet państwa będzie obciążony wyłącznie kosztami odsetek. Te ostatnie, według szacunków resortu obrony, mają wynosić około 3 proc. w skali roku.
Wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz podkreśla, że konstrukcja ta pozwala na realizację zakupów "tu i teraz", bez natychmiastowego dławienia budżetu państwa gigantycznymi ratami kapitałowymi. MON nie ukrywa też, że liczy na efekt mnożnikowy. Pieniądze wydane w polskich zakładach mają wrócić do budżetu w formie podatków, a także stymulować innowacje.
Rząd dostrzega również szansę w eksporcie. Skoro mechanizm SAFE jest dostępny dla wszystkich krajów Unii Europejskiej, polskie firmy mogą stać się naturalnymi dostawcami dla sojuszników z regionu, którzy również będą dysponować środkami z Brukseli.
Robert Kędzierski, dziennikarz money.pl