Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Weronika Szkwarek
|

Skipują, czyli grzebią w śmietnikach. "Nie pamiętam, kiedy jadłem awokado kupione w sklepie"

96
Podziel się:

Oceniają skalę "przypału" (czyli upewniają się np. czy ochrony nie ma na zewnątrz), a następnie sprawdzają, czy w śmietnikach przy marketach znajdą coś, co można zabrać do domu. Skiperzy czy freeganie to osoby, które przeciwstawiają się marnowaniu żywności. Wyjeżdżają ze sklepowych parkingów często z bagażnikiem pełnym pełnowartościowych produktów – nie tylko spożywczych.

Skipują, czyli grzebią w śmietnikach. "Nie pamiętam, kiedy jadłem awokado kupione w sklepie"
Po nocnym szukaniu zdatnej do spożycia żywności niektórzy wracają z pełnym bagażnikiem towaru. Skiperzy wymieniają się dobrymi radami, a niekiedy dzielą zdobyczami (Archiwum prywatne)

Głośnym echem odbiła się ostatnio historia kobiety z Białegostoku, która brała ze śmietników pod Biedronką jedzenie, za co dostała mandat w wysokości 200 zł. Pani Ewelina nie zgodziła się z karą, więc sprawa trafiła do sądu. Ten stanął po jej stronie – uznał, że nie było wykroczenia i podstawy prawnej do ukarania.

Według raportu przygotowanego w ramach projektu Programu Racjonalizacji i Ograniczenia Marnotrawstwa Żywności rocznie marnujemy 4,8 mln ton żywności (statystyki dotyczą roku 2020). Najwięcej, bo za 60 proc., odpowiadają gospodarstwa domowe. Następnie przetwórstwo i produkcja rolnicza. Na trzecim miejscu jest handel z wynikiem 6,96 proc.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Zobacz także: Ceny tłuszczów o 40 proc. w górę. "W czwartym kwartale roku szczyt powyżek w sklepach"

Marnowanie żywności na olbrzymią skalę

W Polsce w każdej sekundzie przez cały rok wyrzucanych do kosza jest blisko 153 kilogramów żywności w całym łańcuchu żywnościowym, a aż 92 kg w polskich domach. To tak jakby każdego dnia, przez cały rok, w każdej sekundzie Polacy tylko w swoich domach wyrzucali 184 bochenki chleba – porównuje Robert Łaba z Instytutu Ochrony Środowiska - Państwowego Instytutu Badawczego.

Jaka jest reakcja ludzi na te dane? Zazwyczaj wzruszenie ramion. Ale nie wszyscy je ignorują. Są grupy – także w Polsce – które uważają, że coś z tym trzeba zrobić. Chodzą "na skipy", czyli najczęściej śmietniki przy marketach, do których trafiają przeróżne produkty – od niesprzedanego danego dnia pieczywa po chemię gospodarczą.

– Co mnie motywuje? Przede wszystkim fakt, że przeciwdziałam marnowaniu jedzenia. To są produkty zdatne do spożycia, dzielę się nimi. To również kwestia etyki, na przykład awokado jem tylko ze skipów. Nie pamiętam, kiedy jadłem ten owoc kupiony w sklepie. Uważam też, że szczególnie warzywa i owoce są zbyt drogie, tym bardziej w ostatnim czasie – mówi nam Marcin, który na skipy chodzi w okolicach Łodzi.

Jeronimo Martins Polska tłumaczy procedury

Jak na to zjawisko zapatrują się giganci handlu? Poprosiliśmy o komentarz w sprawie Jeronimo Martins Polska, właściciela sieci Biedronka. W komunikacie przesłanym do redakcji money.pl firma tłumaczy, że do pojemników recyklingowych trafia żywność po przekroczeniu przydatności do spożycia, a właśnie o taki pojemnik chodziło we wspomnianej przez nas na początku sprawie pani Eweliny z Białegostoku. Właściciel Biedronki zapewnia, że takie pojemniki są odbierane przez wyspecjalizowane firmy zajmujące się dalszym przetwórstwem ich zawartości np. na biogaz.

Żywność niesprzedaną, ale nadającą się do spożycia, z zachowanym terminem przydatności, przekazujemy do organizacji pożytku publicznego. Według danych instytucji publicznych Biedronka jest największym ofiarodawcą takiej niesprzedanej, pełnowartościowej żywności – podaje spółka w komunikacie przesłanym naszej redakcji.

"Podkreślamy, że spożywanie produktów po terminie przydatności, znajdujących się w kontenerach na odpady może być szkodliwe dla zdrowia. M.in. dlatego prawo nie pozwala na ich przekazywanie do dalszego spożycia" – dodają przedstawiciele Jeronimo Martins Polska.

Skipowanie od kuchni. W dużych miastach jest konkurencja

O tym, jak wygląda skipowanie, rozmawiamy z Marcinem, 28-latkiem i Tadeuszem, 33- latkiem. Marcin chodzi "na śmietniki" w miasteczkach w okolicach Łodzi.

– Łatwiej jest skipować w mniejszych miastach, gorzej, jeśli mogę zostać rozpoznany. Z kolei w dużych aglomeracjach problemem jest konkurencja. Nieraz się zdarzyło, że na miejscu już ktoś inny szukał jedzenia lub sprawdzał, co jest do zabrania. Najczęściej takie osoby pytają, czy np. nie chcę brokułów, bo ma ich tyle a tyle albo ziemniaków, bo zabrał dużo i może się podzielić. To bardzo otwarta społeczność – mówi nam Marcin. I dodaje, że dla niego ważne jest, czy śmietniki znajdują się od strony ulicy, czy jednak na uboczu.

– Istotne też jest, czy sklep segreguje odpady, to bardzo ułatwia szukanie – opowiada.

Owoce, kwiaty i karma dla psów. Co można znaleźć na śmietniku?

To pytanie zadajemy Marcinowi.

– Na skipach można znaleźć nie tylko produkty spożywcze, choć fakt – tych jest najwięcej. Bardzo często jest chemia gospodarcza, karma dla psów, tylko z naderwanym lekko workiem, kwiaty cięte i doniczkowe. Jest też sporo artykułów przemysłowych, jak doniczki, które są lekko obite lub zarysowane – mówi nasz rozmówca.

Obaj rozmówcy mówią też, że często można znaleźć części "wielopaków", na przykład trzy puszki piwa w folii zamiast czterech, pięć z sześciu słoiczków z jakimś dżemem, a także otwartą chemię domową – kapsułki do zmywarki lub do prania, naderwany proszek, a także zabawki, które mają na przykład pogniecione opakowanie lub są lekko uszkodzone.

Tadeusz, który na co dzień jest programistą, opowiada, że jeszcze dwa lata temu funkcjonowała aplikacja do skipów w większych miastach, był nawet określany stopień "przypału", czyli jaka trudność wiąże się z szukaniem towaru w danym miejscu. Na własnej skórze sprawdzał, jak wygląda skipowanie we Wrocławiu.

Im dłużej się chodzi na śmietniki przy marketach, tym lepiej zna się otoczenie, np. czy ochrona będzie nas gonić albo czy kierownik sklepu nie wyjdzie. Miałem już taką sytuację, że pracownica zawołała kierownika i ona powiedziała, że absolutnie nie mogę tego robić w czasie, kiedy klienci robią zakupy i mogą to zobaczyć. Z kolei innego razu, w innym markecie, kierowniczka wieszała na mnie psy, a pracownica robiła zdjęcia tablic rejestracyjnych – relacjonuje.

Nasi rozmówcy mówią, że nie zdarzyła im się jeszcze sytuacja, kiedy na miejsce ich "łowów" była wzywana policja.

Weronika Szkwarek, dziennikarka money.pl

Jeśli chcesz być na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami ekonomicznymi i biznesowymi, skorzystaj z naszego Chatbota, klikając tutaj.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(96)
uwaga.....
2 miesiące temu
żenada... ludzi powinno być stać na kupno, a nie grzebanie w śmietnikach i jedzenie przeterminowanej żywności
Kati
2 miesiące temu
Gdzie są takie śmietniki? Czasami na sklepie owoce i warzywa są tak spleśniałe, że nie wyobrażam sobie co z tego co wyrzucają miałoby się nadać do zjedzenia. Dodam że bywam na zakupach w różnych sklepach we Wrocławiu.
kamyk15
2 miesiące temu
Żywność należy obniżyć cenę kilka dni wcześniej, a w ostatnim dniu przed upływem terminu ważności rozdać, a nie wyrzucać. Dlatego też by żywności nie wyrzucać Rząd powinien wprowadzić poprawkę w prawie. Wówczas żywność w naszym kraju nie lądowała by w śmietniku.
uwaga,
2 miesiące temu
uwaga, jeszcze kilka takich artykułów, a w nocy pod marketowymi śmietnikami zacznie koczować skarbówka !!!!!! No, jakże tak, przecież to przychód bezsporny, poszukiwacze zostaną obłożeni podatkiem dochodowym, rządowi kasa potrzebna od zaraz :)))))
ODPOWIADAM
2 miesiące temu
A jak zapobiegają przekroczeniom terminu ważności .????? Przecież można obniżyć cenę kilka dni wcześniej a nawet w ostatnim dniu rozdać taką żywność za darmo , a nie wyrzucić .
...
Następna strona