Światowe rynki pod presją. Trzy wielkie zagrożenia dla inwestorów

 Im dłużej trwa hossa lub bessa, tym głośniej brzmi pytanie o odwrócenie trendu
Źródło zdjęć: © Getty | ZipZapic.com

Na rynkach finansowych zawsze coś się dzieje i ktoś się czegoś obawia. W ostatnich tygodniach dzieje się jednak więcej niż zwykle, zaś powodów do obaw wciąż przybywa. To idealne warunki dla rynkowych łowców okazji, którzy chcą "kupić, gdy leje się krew" i jednocześnie zagrożenie wynikające z "łapania spadających noży" – pisze dla money.pl Michał Żuławiński.

"W krótkim okresie rynek jest maszyną do głosowania, ale w długim okresie staje się maszyną do ważenia" – to cytat przypisywany Benjaminowi Grahamowi, uznawanemu za ojca inwestowania w wartość, którego spopularyzował jego słynny uczeń, Warren Buffett. O ile w krótkim terminie na rynku mogą rządzić emocje, chwilowe mody i spekulacja, o tyle w długim terminie górę biorą ekonomiczne fundamenty i długofalowe trendy.

W teorii sprawa wydaje się prosta, jednak w praktyce inwestorzy każdego dnia zadają sobie pytanie, czy aktualna sytuacja na rynku to wciąż tylko chwilowe wahanie, czy też już gruntowna zmiana, która naznaczy najbliższe lata. Im dłużej trwa hossa lub bessa, tym głośniej brzmi pytanie o odwrócenie trendu – tym bardziej, gdy dookoła dzieją się rzeczy tak dużego kalibru jak rewolucja technologiczna, konflikty zbrojne czy niepokoje społeczne.

Inwestorów niepokoją przede wszystkim rosnące rentowności obligacji i koszty zadłużenia państw, ryzyko pęknięcia bańki spekulacyjnej wokół sztucznej inteligencji oraz napięcia geopolityczne wpływające na ceny ropy.


WIDEO
"Ktoś straci pieniądze". Polak z OpenAI o ryzyku bańki

Chociaż lista źródeł niepokoju na rynkach może być długa, to zdecydowanie nie powinno to skłaniać do rezygnowania z inwestowania. Niepewność można oswoić, a nawet wykorzystać strach innych do realizowania własnej, przemyślanej strategii. Punkt wyjścia to jednak zrozumienie tego, co i dlaczego budzi obecnie największe obawy.

Rynek obligacji wystawia rachunek politykom

Krótki przegląd "sumy rynkowych strachów" zacznijmy od rynku obligacji. Punkt odniesienia dla całego świata stanowią długoterminowe obligacje amerykańskie, których rentowności wzrosły w tym roku do grubo ponad 5 proc., co jest najwyższym poziomem od 2002 r. W górę poszły także rentowności obligacji innych państw, w tym Polski – rentowność 10-letnich obligacji naszego kraju kilkukrotnie dobijała do 6,5 proc., podczas gdy jeszcze na początku roku wynosiła poniżej 5 proc.

Rentowność obligacji to stopa zwrotu, jakiej może oczekiwać inwestor nabywający obligacje, uwzględniająca m.in. cenę zakupu i wypłacane odsetki. Ceny obligacji podlegają rynkowym wahaniom, a im niższa cena, tym wyższa rentowność (i odwrotnie). Różnica pojedynczych punktów procentowych może wydawać się niewielka, jednak gdy mówimy o miliardach dolarów czy złotych oraz i tak już napiętych budżetach, wówczas skala problemu robi się zdecydowanie większa.

Wzrost rentowności obligacji wynika m.in. z obaw inwestorów o wzrost inflacji, które spowodowane są m.in. sytuacją na rynku ropy i paliw (omówimy ją osobno). Podręcznikowym remedium na inflację może być podwyżka stóp procentowych, jednak warto pamiętać, że we współczesnym świecie czołowymi dłużnikami są rządy państw, a każda podwyżka stóp procentowych oznacza droższe finansowanie deficytów budżetowych.

Z kolei cięcia wydatków i wzrost podatków to zabiegi niepopularne politycznie, zwłaszcza tuż przed wyborami. Wzrost rentowności obligacji mówi nam, że rynek mniej wierzy w deklarowaną przez polityków strategię "wyrośnięcia z długu", poprzez odpowiednio szybki wzrost gospodarczy, który sprawi, że istniejący dług będzie przypadał na wyraźnie wyższy produkt krajowy brutto.

Aktualne wyceny obligacji nie są tylko problemem rządów czy bliżej niezidentyfikowanych "globalnych inwestorów". Obligacje stanowią fundament portfeli inwestycyjnych banków, zakładów ubezpieczeniowych czy funduszy emerytalnych. Gwałtowny wzrost rentowności i spadek cen obligacji mogą uderzyć w kondycję sektora finansowego (zwłaszcza gdy instytucje muszą sprzedawać obligacje, by zachować płynność), który w poprzednich dekadach bywał już epicentrum kryzysu.

Jednocześnie wyższe rentowności obligacji stanowią silniejszą konkurencję dla inwestowania w akcje, co może być kolejnym czynnikiem wywołującym spadki na giełdach, na których i tak nie brakuje powodów do obaw o dalsze trwanie hossy. Atrakcyjniejsze stopy zwrotu z obligacji uderzają także w ceny złota, które – jak wiadomo – odsetek nie wypłaca.

AI: rewolucja czy bańka?

Nic tak dobrze nie pokazuje, w jakiej "rynkowej epoce" aktualnie żyjemy, jak rzut oka na spółki o największej rynkowej wycenie (kapitalizacji). Niegdyś widniały na niej spółki przemysłowe, motoryzacyjne, telekomunikacyjne czy surowcowe. Obecnie pierwsza piątka to technologiczni giganci z USA: Apple, NVIDIA, Microsoft, Alphabet (Google) i Amazon. Tuż za nimi znajduje się TSMC, tajwański producent półprzewodników.

To właśnie spółki technologiczne od lat pozostają w centrum uwagi inwestorów, a ich wyniki dyktują klimat na rynku. Trend ten dodatkowo nabrał znaczenia w związku z trwającą rewolucją sztucznej inteligencji, której tempo i zasięg wciąż pozostają niewiadomymi. Wiemy z pewnością, że rozwój AI pochłania coraz więcej zasobów (zarówno finansowych, jak i energii), co jeszcze nie przełożyło się na generowanie realnych zysków adekwatnych do oczekiwań i ponoszonych nakładów.

Owszem, już teraz solidnie zarabiają dostawcy sprzętu, ale inwestorzy spodziewają się, że na AI zarabiać zaczną także inne spółki, w tym przede wszystkim autorzy najpopularniejszych rozwiązań, z których na co dzień korzysta coraz więcej osób. Zapowiadany debiut giełdowy Anthropic (twórca modelu Claude) będzie kolejnym testem rynkowego sentymentu wobec branży AI.

Na rynku akcji mamy obecnie modelowy przykład starcia strachu z chciwością. Inwestorzy z jednej strony obawiają się już bardzo wysokich wycen spółek, a z drugiej strony nie chcą przegapić rewolucji AI, która ma potencjał radykalnie zmienić światową gospodarkę. Innymi słowy – nikt nie chce kupić akcji na samym szczycie, a jednocześnie to, że jest drogo, nie oznacza, że nie może być jeszcze drożej.

W ciągu ostatnich 15 lat było mnóstwo okazji, aby uznać, że czołowe spółki technologiczne są już tak drogie, że należy im się solidna przecena. Bywało też, że ten segment rynku faktycznie mocno spadał, co dla niektórych stanowiło potwierdzenie tezy o końcu technologicznej hossy. Mimo przejściowych korekt, technologiczny indeks Nasdaq szedł w górę, wyznaczając maksimum na początku października 2026 r.

Ostatnia sesja października przyniosła spadek indeksu Nasdaq o 2,86 proc., a akcje Intela straciły blisko 30 proc., co było reakcją na słabsze od oczekiwań prognozy wyników spółki. Warto dodać, że w trzecim kwartale Intel solidnie zwiększył przychody i zyski, jednak dla inwestorów liczy się głównie przyszłość, stąd gwałtowny spadek cen akcji.

Przecena spółki tak dużej jak Intel o blisko 1/3 w trakcie jednego dnia dla niektórych inwestorów mogła stanowić sygnał, że należy "kierować się do wyjścia", dla innych zaś to tylko kolejna drobna przerwa w marszu w górę, a być może nawet okazja do dokupienia akcji. Niewiele pomaga tu przykład poprzedniej wielkiej rewolucji technologicznej – owszem, internet zmienił nasze życie, ale tylko niektóre spółki z epoki "bańki dot-com" przetrwały i pozwoliły inwestorom zarobić w długim terminie. Wśród inwestorów nieustannie ścierają się opinie, że "wszystko już było" oraz "tym razem będzie inaczej".

Świat uzależniony od ropy, a ropa od polityki

O ile AI rozpala wyobrażenia na temat przyszłości światowej gospodarki, o tyle ropa naftowa przypomina o jej teraźniejszych fundamentach. Konflikty zbrojne, sankcje, blokada szlaków transportowych – wszystko to rzutuje na podaż surowca i może wywoływać wzrost cen. Z drugiej strony, na popyt wpływa kondycja światowej gospodarki, co szczególnie mocno uwidoczniło się w czasie pandemii (gwałtownie spadło zużycie paliw, więc ceny ropy mocno spadły).

Przewidywanie rozwoju sytuacji na Bliskim Wschodzie czy warunków zakończenia lub zamrożenia konfliktu na linii Rosja-Ukraina to zadanie z kategorii najtrudniejszych, w związku z czym inwestorzy muszą bazować na kolejnych doniesieniach z frontów walk oraz wypowiedziach głównych aktorów, z Donaldem Trumpem na czele. Stąd też jednego dnia ceny dyktuje wizja kolejnej inwazji na Iran, by nazajutrz rynki mogły żyć perspektywą rozmów pokojowych itp.

Kalendarz wyborczy może podyktować także nastawienie inwestorów do aktywów z poszczególnych państw. Dość powiedzieć, że w 2027 r. czekają nas wybory prezydenckie we Francji czy wybory parlamentarne w Niemczech i Polsce, zaś nikogo nie trzeba przekonywać o tym, że we wszystkich tych krajach temperatura sporu politycznego już jest wysoka.

Zawsze jest pora na odpowiedzialne inwestowanie

Na koniec warto jasno odpowiedzieć na pytanie: czy natłok rynkowych obaw powinien odstraszać od inwestowania? Zdecydowanie nie. Realizowanie dopasowanej do własnych potrzeb i możliwości strategii – zwłaszcza długoterminowej, obliczonej na dekady – z powodzeniem można kontynuować nawet w czasach największych zawirowań.

Wychodząc z założenia, że w długim terminie rynek akcji będzie rósł wraz z rozwojem światowej gospodarki, zaś emitenci obligacji zdecydowanie częściej niż rzadziej będą spłacać swoje zobowiązania (w tym rządy państw, które nie będą próbowały okraść inwestorów), można spokojnie budować odpowiednio zdywersyfikowany portfel, który pomoże wygrać z inflacją oraz stopniowo zwiększać wartość prywatnego majątku.

Nikt nie wie, czy na przełomie 2026 r. i 2027 r. przez globalne rynki przetoczy się fala spadków, czy też kontynuowana będzie wielka hossa, której skala zepchnie w cień przejściowe korekty. Wiadomo jednak, że do końca 2026 r. można wykorzystać tegoroczny limit wpłat na rachunki IKE i IKZE, zaś od 2027 r. będzie można korzystać z Osobistych Kont Inwestycyjnych. Warto skorzystać z tych narzędzi w celu budowania finansów osobistych odpornych na każdą pogodę.

Jak mawiają zwolennicy długoterminowego inwestowania: "Czas spędzony na rynku jest ważniejszy od chwili wejścia na rynek".

Wybrane dla Ciebie