Tak staniał dolar. Rozejm USA-Iran uspokaja rynki
Amerykańska waluta zanotowała wyraźny spadek wartości względem polskiego złotego, co stanowi bezpośrednie odzwierciedlenie radykalnej zmiany nastrojów na globalnych rynkach finansowych. Jak na razie reakcja inwestorów to zarówno echa obaw przed eskalacją, jak i reakcja na rozejm.
Kurs dolara amerykańskiego spadł do poziomu nieco powyżej 3,65 złotego. Oznacza to zauważalne osłabienie amerykańskiej waluty w ujęciu dziennym (0,86 proc.), ale jeszcze bardziej wymownie wygląda perspektywa długoterminowa. W ciągu ostatnich pięćdziesięciu dwóch tygodni dolar potaniał w stosunku do polskiej waluty o ponad sześć procent, oddalając się od swoich historycznych maksimów, kiedy to wyceniany był na blisko 3,90 złotego.
To odwrotna sytuacja w porównaniu z początkiem marca, gdy eskalacja napięć na Bliskim Wschodzie powodowała osłabienie złotego, a dolar kosztował wówczas 3,63 zł. Obecna wycena jest ściśle powiązana z wydarzeniami na arenie międzynarodowej, które w ostatnich kilkudziesięciu godzinach zdominowały nagłówki światowych agencji informacyjnych.
Sceny w USA. Trump mówił o wojnie w Iranie przy zającu wielkanocnym
Geopolityczny punkt zwrotny i tąpnięcie na rynku ropy
Bezpośrednim katalizatorem wyprzedaży amerykańskiej waluty oraz drastycznych zmian na rynkach surowcowych stały się doniesienia o wstrzymaniu działań zbrojnych na Bliskim Wschodzie. Według relacji Wirtualnej Polski, która powołuje się na oficjalne komunikaty amerykańskiej administracji, prezydent Donald Trump w ostatniej chwili podjął decyzję o zawieszeniu zaplanowanego ataku na Iran. Decyzja ta zapadła tuż przed upływem wyznaczonego wcześniej ultimatum, oddalając tym samym ryzyko wybuchu pełnoskalowego konfliktu w regionie.
Reakcja rynków na te informacje była natychmiastowa i niezwykle gwałtowna, co najlepiej obrazuje sytuacja na rynku czarnego złota. Jak informuje agencja Reuters, notowania amerykańskiej ropy naftowej West Texas Intermediate (WTI) zanurkowały w środę rano. Cena baryłki spadła o ponad dwanaście dolarów, zatrzymując się w okolicach stu dolarów. Jest to drastyczny zwrot akcji, biorąc pod uwagę, że jeszcze przed ogłoszeniem rozejmu, w obawie przed eskalacją konfliktu, rynki wyceniały surowiec na ponad sto trzynaście dolarów za baryłkę.
Analitycy rynkowi, cytowani przez agencję Reuters, podkreślają, że tak gwałtowny spadek cen jest efektem zniknięcia z rynku tak zwanej premii za ryzyko. Inwestorzy przez ostatnie tygodnie wliczali w cenę surowców i walut scenariusz najgorszy z możliwych – rozlanie się konfliktu na cały region i zablokowanie kluczowych szlaków handlowych. Kiedy prezydent USA ogłosił dwutygodniowe zawieszenie broni, ten strach został z rynku błyskawicznie wymazany, co pociągnęło za sobą lawinową wyprzedaż ropy oraz osłabienie dolara.
Kulisy porozumienia i warunki zawieszenia broni
Zrozumienie obecnej sytuacji rynkowej wymaga spojrzenia na dyplomatyczne tło ostatnich wydarzeń. Z informacji przekazywanych przez Wirtualną Polskę wynika, że kluczową rolę w zażegnaniu kryzysu odegrał Pakistan, który podjął się roli mediatora między Waszyngtonem a Teheranem. Prezydent Donald Trump poinformował za pośrednictwem swojej platformy społecznościowej, że otrzymał od strony irańskiej dziesięciopunktowy plan, który uznał za realną podstawę do rozpoczęcia negocjacji pokojowych.
Z wpisów amerykańskiego przywódcy wynika, że zgodził się on na powstrzymanie niszczycielskiej siły, która miała zostać wysłana na Iran, opierając się na rozmowach z premierem Pakistanu Shehbazem Sharifem oraz feldmarszałkiem Asimem Munirem. Strona amerykańska postawiła jednak twardy warunek. Zgoda na dwutygodniowe zawieszenie bombardowań została uzależniona od całkowitego, natychmiastowego i bezpiecznego otwarcia cieśniny Ormuz przez Republikę Islamską.
Kwestia cieśniny Ormuz jest absolutnie kluczowa dla globalnych rynków finansowych i to ona w dużej mierze dyktowała ostatnie wahania kursu dolara oraz cen ropy. Przez ten wąski przesmyk przepływa około dwudziestu procent światowych dostaw ropy naftowej. Jego blokada oznaczałaby paraliż globalnej gospodarki i drastyczny skok inflacji na całym świecie. Problem ten dostrzegają nie tylko inwestorzy, ale i światowi przywódcy. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski oświadczył, że nikt nie powinien mieć możliwości blokowania tak znaczących w skali globalnej szlaków morskich, krytykując jednocześnie Radę Bezpieczeństwa ONZ za brak zdecydowanych działań w obliczu irańskiej blokady.
Podobne stanowisko zaprezentował amerykański sekretarz stanu Marco Rubio, który oskarżył Iran o prowadzenie działalności terrorystycznej przeciwko statkom handlowym w cieśninie, potwierdzając negatywny, ogólnoświatowy wpływ jej ewentualnego zamknięcia.
Konsekwencje dla gospodarki i portfeli konsumentów
Z punktu widzenia polskiej gospodarki i finansów osobistych, doniesienia napływające ze Stanów Zjednoczonych i Bliskiego Wschodu mają wymiar na wskroś praktyczny. Sytuacja, w której jednocześnie tanieje amerykańska waluta oraz drastycznie spadają ceny ropy naftowej na rynkach światowych, to najbardziej pożądany scenariusz dla krajowych kierowców i przedsiębiorstw transportowych.
Polskie rafinerie kupują surowiec, rozliczając się w dolarach amerykańskich. Kiedy kurs pary USD/PLN spada, a sama ropa kosztuje o kilkanaście dolarów na baryłce mniej, koszty importu surowca do Polski ulegają znacznemu obniżeniu. Jeśli tendencja ta utrzyma się w dłuższym terminie, powinno to znaleźć bezpośrednie odzwierciedlenie w cennikach na stacjach paliw w całym kraju. Tańsze paliwo to z kolei mniejsza presja inflacyjna w całej gospodarce, ponieważ koszty transportu są wliczane w ceny niemal wszystkich towarów na sklepowych półkach.
Eksperci finansowi cytowani w raportach agencyjnych zwracają jednak uwagę na szerszy kontekst makroekonomiczny. Zauważają oni, że utrzymywanie się cen ropy naftowej powyżej poziomu stu dolarów za baryłkę historycznie często poprzedzało nadejście recesji gospodarczej. Nagły spadek notowań surowca daje więc globalnej gospodarce chwilę oddechu. Z drugiej strony, gwałtowna zmiana wyceny ryzyka uderza w akcje spółek z sektora energetycznego, co wymusza na inwestorach ponowną ocenę swoich portfeli inwestycyjnych w świetle możliwej deeskalacji napięć.
Kruchy pokój i dyplomatyczny wyścig z czasem
Mimo wyraźnej ulgi na rynkach analitycy ostrzegają przed nadmiernym optymizmem. Dwutygodniowy rozejm, zaakceptowany – jak podają źródła w Białym Domu i irańskie media – przez Najwyższą Radę Bezpieczeństwa Narodowego Iranu, a także przez Izrael, jest postrzegany jedynie jako okno dla dyplomacji. Niepewność co do trwałości tego porozumienia pozostaje niezwykle wysoka.
Amerykańska administracja podkreśla, że zrealizowała swoje dotychczasowe cele. Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt oświadczyła, że dzięki możliwościom amerykańskiej armii osiągnięto, a nawet przekroczono podstawowe cele wojskowe w ciągu trzydziestu ośmiu dni. Z kolei sam Donald Trump zapewnił, że rozmowy na temat długotrwałego porozumienia z Iranem są bardzo zaawansowane.
Jednakże, jak donoszą izraelskie media, Stany Zjednoczone i Izrael mają już uzgodnioną listę irańskich obiektów, które zostaną zaatakowane w przypadku, gdyby rozpoczynające się w Islamabadzie rokowania zakończyły się fiaskiem. Skala napięć, która poprzedziła rozejm, była ogromna – alarmy ogłaszano w Bahrajnie, a siły zbrojne Kataru, Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratów Arabskich informowały o odpieraniu ataków rakietowych. To przypomina rynkom, że sytuacja w każdej chwili może ulec ponownemu zaostrzeniu.
Konflikt na Bliskim Wschodzie był szczególnie gorący w ostatnich miesiącach, wywołując niepokój nie tylko na rynkach finansowych, ale także w realnej gospodarce. W połowie marca pocisk uderzył w zakotwiczony tankowiec w pobliżu portu Fudżajra, co pokazywało realność zagrożenia dla transportu morskiego. Napięcia w regionie miały też wymierny wpływ na polskie firmy – spółka LPP informowała o drożejącym frachcie i opóźnieniach dostaw wynoszących od dwóch do siedmiu dni. Jeszcze pod koniec lutego eksperci ostrzegali, że ewentualny atak na Iran mógłby wywindować ceny benzyny, wskazując na kluczowe znaczenie regionu dla globalnego rynku ropy naftowej.
Najbliższe czternaście dni będzie czasem wzmożonej zmienności. Inwestorzy na rynku walutowym i surowcowym będą z niezwykłą uwagą śledzić każdy komunikat płynący z negocjacji w stolicy Pakistanu. Oficjalne potwierdzenie trwałego otwarcia cieśniny Ormuz może trwale ustabilizować kurs dolara na niższych poziomach i utrzymać ceny ropy w ryzach. Jeśli jednak rozmowy utkną w martwym punkcie, rynki finansowe muszą przygotować się na powrót paniki, ponowny rajd amerykańskiej waluty i drastyczne podwyżki cen surowców energetycznych, co nieuchronnie uderzy w portfele konsumentów na całym świecie.