W szpitalach jak w fabryce. Lekarze odbiją karty

Samorządy nadzorujące szpitale w Myślenicach i Wadowicach chcą wprowadzić elektroniczną ewidencję czasu pracy medyków. W grę wchodzą czytniki kart, a w Myślenicach także kamery przy wejściu. Urzędnicy podkreślają, że jest to efekt ujawnianych nieprawidłowości w innych szpitalach - podaje "Gazeta Wyborcza".

Pawel Kacperek
lekarz, doktor, biurko, praca, gabinet, lekarz rodzinny, pediatra, kardiolog, recepta, skierowanie, badanie, diagnoza, zalecenia, dieta, lekarz medycyny pracy, zwolnienie lekarskie, profilaktyka, specjalista, prywatny, wizyta u lekarza, sezon grypowy, antybiotyk, kolejki, nfz, ubezpieczenie medyczne, l4, stetoscope, szpital, lek, zdrowie, lecznictwo, medyczne, klinika, biuraZdj. ilustracyjne
Źródło zdjęć: © Adobe Stock | Pawel Kacperek
Piotr Bera

W powiatowym szpitalu w Myślenicach nowy system ewidencji czasu pracy ma ruszyć 1 października i kosztować ok. 100 tys. zł. Starosta myślenicki Józef Tomal zapowiada, że finansowanie weźmie na siebie starostwo, a rozwiązanie ma ograniczyć ryzyko sytuacji, w której ta sama osoba formalnie pełni dyżury w kilku miejscach naraz.

- Wiele osób wchodząc do pracy, podbija kartę. U nas w starostwie to norma. Dlaczego nie mogą tego robić również lekarze? - zastanawiał się Sebastian Mlak z zarządu powiatu wadowickiego, który naciska na podobne rozwiązanie w szpitalu w Wadowicach. Z wyliczeń przekazanych przez dyrekcję wynika, że wdrożenie systemu miałoby kosztować ponad 100 tys. zł, a Mlak deklaruje, że jego zdaniem powinno to sfinansować starostwo.


WIDEO
Polski wynalazek pomaga łapać największych przestępców. Korzystają FBI i ONZ


Ponad 1 mln zł dla rekordzisty

Wadowicki szpital podaje też konkretne dane o wynagrodzeniach i skali pracy na kontraktach. W ubiegłym roku na pensje dla 89 lekarzy zatrudnionych na umowach cywilnoprawnych placówka wydała ponad 43 mln zł, a rekordzista wśród nich (anestezjolog) zarobił ponad 1,3 mln zł. Stawka za godzinę w tym przypadku to 260 zł, co według wyliczeń daje 5180 godzin w skali roku.

Dr Krzysztof Harpula, zastępca dyrektora wadowickiego szpitala podkreśla, że "lekarzy zatrudnionych na umowach B2B nie obowiązuje kodeks pracy, mogą pracować tyle, ile chcą". Władze powiatu argumentują jednak, że przy wydatkach z publicznych pieniędzy ważna jest przejrzystość i możliwość sprawdzenia realnej obecności w pracy.

W Myślenicach sam system kart ma zostać uzupełniony o monitoring przy wejściu. Tomal przywołuje doświadczenia z urzędu, gdzie po wprowadzeniu czytników zdarzały się próby odbijania kart za innych, dlatego później dodano kamery. - Nie chciałbym, żeby nasz szpital został bohaterem tego typu publikacji, dlatego podjęliśmy decyzję o sfinansowaniu przez starostwo takiego systemu - mówił.

Dyrektor myślenickiego szpitala Adam Styczeń przekonuje, że rozwiązanie nie powinno wywołać masowych odejść i zwraca uwagę na drugi skutek ewidencji.

- To działa w dwie strony, wielu lekarzy kończy pracę później i do tej pory nigdy nie wyciągali ręki po wypłatę nadgodzin. Teraz system czarno na białym pokaże, o ile dłużej musieli zostać w pracy i te nadgodziny trzeba będzie wypłacać - zaznaczył. W tekście przywołano też przykład szpitala w Zabrzu, gdzie w listopadzie 2025 r. rozdano pracownikom karty, a przy czytnikach zamontowano kamery. Media informowały natomiast na początku lipca, że ewidencja była jednym z powodów rezygnacji sześciu lekarek.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Wybrane dla Ciebie