Węgry: korupcja, stagnacja i rekordowy koszt długu. Problemy Orbana coraz większe
Budapeszt zmaga się z kumulacją negatywnych zjawisk gospodarczych. Unijne fundusze płyną coraz mniejszym strumieniem z powodu wysokiego poziomu korupcji na Węgrzech. Jednocześnie obsługa długu publicznego pochłania rekordowe kwoty, a wzrost gospodarczy wyhamowuje.
Sytuacja gospodarcza Węgier rysuje się w ciemnych barwach. Z jednej strony mamy do czynienia z trwałym kryzysem wizerunkowym i instytucjonalnym, który odcina dopływ taniego pieniądza z Unii Europejskiej, z drugiej zaś – wewnętrzne problemy strukturalne powodują, że węgierska gospodarka nie może wejść na ścieżkę trwałego wzrostu.
Problemy węgierskiej gospodarki kontrastują wyraźnie z sytuacją innych państw regionu. Podczas gdy Polska notuje dynamiczny wzrost PKB per capita i systematycznie dogania średnią unijną, Budapeszt tkwi w stagnacji, a jego struktura gospodarcza coraz bardziej oddala się od standardów zachodnioeuropejskich.
Nowy rząd w Budapeszcie? Ekspert o scenariuszach na 2026
Niechlubny rekord w rankingu korupcji
Najnowszy raport Transparency International nie pozostawia złudzeń co do oceny stanu państwa. Węgry w 2025 roku ponownie znalazły się na szarym końcu Unii Europejskiej w Indeksie Percepcji Korupcji (CPI), dzieląc ostatnie miejsce z Bułgarią. Z wynikiem 40 punktów kraj osunął się na 84. pozycję w rankingu globalnym, co stanowi najgorszy wynik w historii pomiarów. Raport wskazuje, że w ciągu ostatnich trzynastu lat Węgry zanotowały największy spadek punktowy spośród wszystkich państw członkowskich Wspólnoty.
Eksperci Transparency International podkreślają, że niska ocena jest bezpośrednim odzwierciedleniem nierozwiązanych problemów z praworządnością oraz korupcją o charakterze systemowym. To wiąże się z realnymi kosztami.
"Węgry bezpowrotnie straciły kolejny miliard euro z unijnych funduszy, a wypłata kolejnych 20 miliardów euro pozostaje zawieszona. Wskazuje się, że to właśnie zorganizowane nieprawidłowości w zarządzaniu środkami publicznymi są jedną z głównych przyczyn trwającej zapaści gospodarczej" - wskazują autorzy dokumentu.
W raporcie przytoczono konkretne przykłady, które mają obrazować skalę zjawiska. Wymieniono między innymi kontrowersje wokół Narodowego Banku Węgier (MNB), gdzie – jak sugeruje TI – poprzez sieć fundacji i funduszy private equity mogło dojść do wyprowadzenia znacznych kwot publicznych pieniędzy, szacowanych na setki miliardów forintów. Dokument wspomina również o mechanizmach zamówień publicznych, w których największe kontrakty wciąż trafiają do wąskiej grupy podmiotów powiązanych z kręgami władzy, oraz o braku przejrzystości w strukturach właścicielskich funduszy kapitałowych, w które państwo inwestuje gigantyczne środki.
Organizacja zwraca uwagę na rosnący dystans między Węgrami a innymi państwami regionu. Podczas gdy kraje bałtyckie, z Estonią na czele, skutecznie walczą z korupcją i pną się w rankingach, Węgry pogłębiają swoją izolację. Nawet w Grupie Wyszehradzkiej widać wyraźne rozwarstwienie – Czechy notują poprawę, a sytuacja Polski po zmianach politycznych uległa stabilizacji. Węgierski oddział TI w swojej analizie konkluduje, że reformy wymuszane przez procedurę warunkowości UE nie przyniosły oczekiwanego przełomu, a systemowa korupcja wciąż pozostaje barierą dla uczciwej konkurencji i rozwoju gospodarczego.
Stracone lata. Trzyletnia stagnacja gospodarcza
Problemy instytucjonalne przekładają się bezpośrednio na twarde dane makroekonomiczne, które na początku 2026 roku są dla Budapesztu rozczarowujące. Jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego (KSH) węgierska gospodarka od ponad trzech lat znajduje się w fazie stagnacji. Ostatni kwartał 2025 roku przyniósł wzrost PKB na poziomie zaledwie 0,2 proc. w ujęciu kwartalnym, a w skali całego roku gospodarka urosła o symboliczne 0,3 proc. Jest to wynik znacznie poniżej oczekiwań analityków i rządowych prognoz, które jeszcze na początku ubiegłego roku zakładały dynamikę na poziomie 2,5-3 proc.
Podczas forum prognostycznego zorganizowanego przez Węgierskie Towarzystwo Ekonomiczne, czołowi analitycy zwrócili uwagę na dramatyczny rozziew między wzrostem cen a wzrostem realnego dochodu narodowego. Péter Halmai, węgierski akademik, cytowany przez recep.org wskazuje, że standardy życia dla zwykłych obywateli uległy znaczącemu pogorszeniu.
Od 2019 roku poziom cen na Węgrzech wzrósł o 46 proc., podczas gdy realne PKB w tym samym czasie zwiększyło się zaledwie o 5 proc. Oznacza to, że standard życia obywateli został realnie nadszarpnięty przez inflację, której nie zrekompensował wzrost gospodarczy - wylicza.
Spadek inwestycji i problemy przemysłu motoryzacyjnego
Eksperci, tacy jak Palócz Éva z instytutu Kopint-Tárki czy Virovácz Péter z ING Banku, diagnozują przyczyny tego stanu rzeczy. Głównym hamulcem okazuje się drastyczny spadek inwestycji, który sięga 20-25 proc. Gospodarka, w dużej mierze uzależniona od niemieckiego przemysłu motoryzacyjnego i globalnego popytu na pojazdy elektryczne, odczuwa skutki spowolnienia w tym sektorze. Choć moce produkcyjne w nowych fabrykach rosną, popyt zagraniczny nie pozwala na ich pełne wykorzystanie. Analitycy ostrzegają, że ożywienie w tym segmencie może nadejść z opóźnieniem, dopiero w drugiej połowie 2026 roku.
Prognozy na bieżący rok są ostrożne. Konsensus rynkowy zakłada wzrost w przedziale 1,5-2,5 proc., jednak przy niekorzystnym scenariuszu może on spaść poniżej 1 proc. Nadzieje pokładane są w konsumpcji gospodarstw domowych, która ma szansę odbić po latach zaciskania pasa, zwłaszcza w kontekście roku wyborczego i związanych z nim transferów socjalnych oraz podwyżek płac.
Jednakże, jak zauważają ekonomiści, sam wzrost konsumpcji może nie wystarczyć do trwałego ożywienia, jeśli nie pójdą za nim inwestycje i poprawa koniunktury w przemyśle.
Koszt obsługi długu jak bomba z opóźnionym zapłonem
Kolejnym, niezwykle poważnym wyzwaniem dla budżetu państwa, jest gwałtownie rosnący koszt obsługi długu publicznego. Analizy portalu Portfolio.hu, oparte na danych Ministerstwa Gospodarki wskazują, że w 2025 roku wydatki na odsetki przekroczyły 4 biliony forintów (ok. 44,5 mld zł lub 10,5 mld euro), co stanowiło kwotę o blisko 0,6 biliona forintów (ok. 6,7 mld zł) wyższą niż rok wcześniej i znacznie przekroczyło planowane limity budżetowe. W perspektywie ostatnich siedmiu lat koszty te wzrosły czterokrotnie, stając się ogromnym obciążeniem dla finansów publicznych. Dla porównania Polska wydaje na obsługę długu ok. 75 mld zł - jesteśmy jednak krajem o znacznie większej gospodarce.
Eksperci zwracają uwagę na zmianę struktury tego problemu. W latach 2024-2025 głównym czynnikiem windującym koszty były gigantyczne wypłaty odsetek od obligacji detalicznych, indeksowanych inflacją. Ponieważ inflacja na Węgrzech była jedną z najwyższych w Europie, państwo musiało wypłacić obywatelom rekordowe premie. Ten czynnik powoli wygasa wraz ze spadkiem dynamiki cen, jednak na horyzoncie pojawia się nowe zagrożenie, związane z rynkiem instytucjonalnym.
Rolowanie długu przy wysokich stopach procentowych
Mechanizm "bomby odsetkowej" przesuwa się teraz na obligacje sprzedawane w większej skali. Jak wyjaśniają analitycy, państwo musi rolować zadłużenie, czyli spłacać stare obligacje, emitując nowe. Problem polega na drastycznej różnicy w oprocentowaniu. Obligacje 5-letnie czy 10-letnie, które zapadają obecnie, były emitowane w czasach historycznie niskich stóp procentowych, z oprocentowaniem rzędu 1,5-3,3 proc. Obecnie jednak, aby pożyczyć pieniądze na rynku, Węgry muszą oferować rentowność przekraczającą 6 proc. Oznacza to, że koszt obsługi tego samego długu wzrasta dwu- lub trzykrotnie w momencie jego odnowienia.
Sytuację komplikuje podniesienie celu deficytu budżetowego na lata 2025 i 2026 do poziomu 5 proc. PKB. Wyższy deficyt oznacza konieczność pożyczania kolejnych pieniędzy, co przy obecnych stawkach rynkowych będzie dalej napędzać spiralę zadłużenia. Analitycy ostrzegają, że bez trwałego obniżenia rentowności obligacji lub drastycznego cięcia wydatków (co w roku wyborczym jest mało prawdopodobne), obsługa długu będzie pochłaniać coraz większą część wpływów podatkowych, ograniczając pole manewru rządu w innych dziedzinach.
Ryzyko walutowe i niepewność wyborcza
Wszystkie te czynniki – korupcja blokująca fundusze UE, stagnacja gospodarcza oraz rosnące koszty długu – są potęgowane przez niepewność polityczną związaną z nadchodzącymi wyborami. Ekonomiści biorący udział w debacie Węgierskiego Towarzystwa Ekonomicznego wskazali, że rok wyborczy generuje dodatkowe ryzyka, szczególnie dla kursu walutowego. Rozpiętość prognoz dotyczących kursu forinta jest niezwykle szeroka – od 365 do nawet 420 forintów za euro. Taka zmienność jest zabójcza dla planowania biznesowego i może dodatkowo podsycać inflację, jeśli waluta ulegnie gwałtownemu osłabieniu.
Eksperci z ING Banku zwracają uwagę, że rynek obawia się poluzowania polityki fiskalnej przed wyborami, co mogłoby zmusić bank centralny do utrzymywania wyższych stóp procentowych, a to z kolei dusiłoby wzrost gospodarczy. Po wyborach, niezależnie od ich wyniku, spodziewana jest konieczność konsolidacji budżetowej, czyli powrotu do polityki zaciskania pasa, aby opanować deficyt. To z kolei może ponownie uderzyć w konsumpcję i inwestycje, zamykając gospodarkę w błędnym kole niskiego wzrostu.
Robert Kędzierski, dziennikarz money.pl