WHO alarmuje, a NIK leci do Ugandy. Wirusolog: Ja bym nie pojechał

Mimo ostrzeżeń WHO, polskiego MSZ i doniesień o ogniskach eboli w regionie, Najwyższa Izba Kontroli wysłała swoich ekspertów do Ugandy. NIK przekonuje, że misja odbywa się poza obszarem zagrożenia, ale część ekspertów nie kryje wątpliwości - opisuje "Rzeczpospolita".

WHO alarmuje, a NIK leci do Ugandy. Wirusolog: Ja bym nie pojechałWHO alarmuje, a NIK leci do Ugandy. Wirusolog: Ja bym nie pojechał
Źródło zdjęć: © Getty Images | Michel Lunanga
Magda Żugier

NIK znalazła się w ogniu pytań po tym, jak wyszło na jaw, że w maju i czerwcu wysłała swoich pracowników do Ugandy, mimo obowiązujących ostrzeżeń dotyczących wirusa Ebola. Chodzi o realizowany ze środków unijnych projekt współpracy z ugandyjskim odpowiednikiem Izby. Pierwsza misja odbyła się w dniach 18–21 maja, druga rozpoczęła się 25 maja i potrwa do 5 czerwca.

Kontrowersje budzi fakt, że jeszcze przed wyjazdami WHO ogłosiła zagrożenie zdrowia publicznego związane z ogniskiem gorączki krwotocznej Ebola w Demokratycznej Republice Konga i Ugandzie. Ostrzeżenia dla podróżnych wydało także polskie MSZ, które odradza wyjazdy do rejonów przygranicznych objętych ryzykiem rozprzestrzeniania się choroby.

Wygranie z inflacją w 12 miesięcy? "Gwarancji nikt nie powinien dawać"

NIK: misja odbywa się poza strefą zagrożenia

Izba podkreśla, że eksperci pracują w Kampali, czyli stolicy Ugandy, a nie w regionach graniczących z Kongiem. Jak przekazał rzecznik NIK Bartłomiej Pograniczny, wszyscy uczestnicy misji przeszli konsultacje lekarskie, przyjęli wymagane szczepienia, a sytuacja jest stale monitorowana we współpracy z GIS, MSZ oraz placówkami dyplomatycznymi.

Na koniec ubiegłego tygodnia skala zagrożenia wirusem na terenie Ugandy była nieznacząca. Problem epidemii to przede wszystkim problem na terenie Demokratycznej Republiki Konga – przekonuje rzecznik NIK w rozmowie z "Rzeczpospolitą".

Wirusolog: ja bym nie poleciał

Nie wszyscy eksperci podzielają jednak ten spokój. Prof. Krzysztof Pyrć z Uniwersytetu Jagiellońskiego przyznaje wprost, że sam nie zdecydowałby się na taki wyjazd.

– Ja osobiście bym nie pojechał ani do Kongo, ani do Ugandy – ocenił w rozmowie z "Rzeczpospolitą" wirusolog.

Z kolei prof. Włodzimierz Gut zwraca uwagę, że Ebola nie rozprzestrzenia się tak łatwo jak COVID-19. Jego zdaniem ryzyko pozostaje ograniczone, o ile osoby przebywające na miejscu unikają kontaktu z zakażonymi i przestrzegają zasad bezpieczeństwa.

WHO i USA reagują na epidemię

Sytuacja w regionie pozostaje jednak napięta. Według danych WHO w Demokratycznej Republice Konga wykryto już setki zakażeń, a liczba ofiar przekroczyła 200 osób.

W odpowiedzi na rozwój epidemii Stany Zjednoczone wprowadziły czasowe ograniczenia dla osób przebywających wcześniej w Kongu, Ugandzie i Sudanie Południowym.

Dodatkowo władze Ugandy zdecydowały się na czasowe zamknięcie granicy z Kongiem, próbując ograniczyć ryzyko dalszego rozprzestrzeniania się wirusa.

Wybrane dla Ciebie