Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Groźby, zaległe pensje, zagubieni klienci. Dramat pracowników upadłej firmy kurierskiej

Groźby, zaległe pensje, zagubieni klienci. Dramat pracowników upadłej firmy kurierskiej

Jak zapewnia prezes firmy Delta Kurier, wszystkie paczki z magazynów firmy trafią do klienta do końca tego tygodnia. Fot. Delta Kurier/ FB screenshot
Jak zapewnia prezes firmy Delta Kurier, wszystkie paczki z magazynów firmy trafią do klienta do końca tego tygodnia.

"Dwukrotnie mi grożono. Telefon dzwoniącego był zastrzeżony. Głos w słuchawce sugerował, że lepiej zostawić sprawę i że szkoła, do której chodzi moje dziecko, chyba wcale nie jest tak bezpieczna jak myślę" - opowiada money.pl była pracownica firmy Delta Kurier. Firma upadła w ubiegły poniedziałek. Od tego czasu pracownicy czekają na swoje pieniądze. Czekają i się boją.

Jak już pisaliśmy w money.pl, firma Delta Kurier działała przez ponad 17 lat. Początkowo tylko w Warszawie, a od 4 lat w całym kraju. W poniedziałek 12 lutego jej klienci i pracownicy dostali niespodziewanego maila. Dowiedzieli się z niego, że spółka zawiesza działalność operacyjną.

Zaskoczenie było duże, bo - jak relacjonowali nam pracownicy - jeszcze miesiąc wcześniej na spotkaniu w centrali w Warszawie wszystko wskazywało, że firma będzie się rozwijać i inwestować.

12 lutego, oprócz rozesłania maili, zarząd spółki spotkał się też z pracownikami w cztery oczy. Według relacji jednego z pracowników biura, który pragnie zachować anonimowość, w spotkaniu było coś niepokojącego.

Plan zwolnienia?

- Prezes Krzysztof Porębski w kilkunastosekundowym oświadczeniu poinformował nas, że firma wstrzymuje działalność i on teraz nie będzie odpowiadał na żadne pytania. Potem dostałem telefon z biura od dobrze poinformowanej osoby, że jest plan, by nas zwolnić dyscyplinarnie - mówi nasz informator.

Miało być do tego wykorzystane prawo pracy, które mówi, że po 4 dniach absencji pracownika, bez podanej przyczyny, pracodawca może go zwolnić dyscyplinarnie. - To miało wyglądać tak, że mówi się nam, że możemy nie przychodzić do pracy, ale nie daje na to żadnego papierka. Potem w czwartek można by nas wszystkich zwolnić dyscyplinarnie za nieobecność - mówi nam były już pracownik,

W ubiegły wtorek wraz z grupą kolegów udało mu się dostać do siedziby firmy. Wszyscy dostali pisemną informację o zwolnieniu z obowiązku świadczenia pracy z zachowaniem wynagrodzenia. Wynagrodzenia, którego nie dostali nawet za styczeń. Trudno więc oczekiwać, że w przypadku wypłaty za luty będzie inaczej.

Zobacz także: Paczkomaty pękają w szwach

 

- To jest nieprawda. Ode mnie nikt nie otrzymał informacji o zwolnieniu dyscyplinarnym. W tej chwili nie rozwiązujemy umów, tylko zwalniamy z obowiązku świadczenia pracy. Umowa trwa cały czas. Złożyliśmy wniosek o upadłość i dopiero potem nadzór sądowy będzie podejmował decyzje co do umów. Osoby, które chcą zakończyć stosunek pracy otrzymują natychmiast świadectwa pracy - mówi money.pl prezes Delta Kurier Krzysztof Porębski.

Nowa strategia

Porębski nie zgadza się też z oskarżeniami swoich podwładnych o to, że z tonącego pokładu Delty uciekł z zarządem do innej firmy kurierskiej VIVA i "śmieje się wszystkim w nos".

- Nie jest prawdą, że przeniosłem się do zarządu firmy VIVA. 12 lutego byliśmy gotowi na zaprezentowanie rynkowi nowej nazwy, nowej strony internetowej DLT, a także nowej strategii spółki, skoncentrowanej na realizacji przesyłek dla niszowych klientów. Planowaliśmy przewozić przesyłki specjalistyczne, takie jak m.in. szklane opakowania, wina, przesyłki gabarytowe czy też przesyłki proceduralne - mówi Porębski.

Jak relacjonuje, w realizacji tej koncepcji miało pomóc dokupienie firmy VIVA przez inwestora Delty - grupę kapitałową Vesti. - VIVA ma duże doświadczenie w przewozie przesyłek proceduralnych i chcieliśmy połączyć potencjał obu firm. Zarząd miał być jednolity, więc dlatego też i ja się w nim znalazłem. Jednak złożyłem rezygnację ze stanowiska w VIVIE gdy okazało się, że Delta nie będzie dalej rozwijana - informuje Porębski.

Prezes Delty przekonuje również, że firma była nierentowna od dłuższego czasu i już na przełomie 2016 i 2017 roku miała poważne kłopoty finansowe. W 2017 roku na podstawie obrazu nakreślonego przez byłych właścicieli grupa inwestorów (Vesti) zdecydowała się wejść do spółki i dokonać głębokiej restrukturyzacji.

- W momencie kiedy ja rozpocząłem współpracę ze spółką, co miało miejsce w lipcu 2017 r., wyszło na jaw, że poprzedni właściciele kilkakrotnie złamali umowę inwestycyjną. Stało się rzeczą oczywistą, że założony budżet na restrukturyzację musi zostać zwiększony, na co zresztą zgodzili się inwestorzy - relacjonuje Porębski.

Nowe konto i groźby

Jeszcze przed miesiącem, kiedy zarząd i inwestorzy spółki spotkali się z przedstawicielami regionalnymi, sytuacja wydawała się opanowana. Cios, jak przekonuje prezes, zadał jednak kredytujący firmę bank. Po pierwsze zamknął linię kredytu obrotowego, a przy okazji przejął bieżące wpływy spółki.

- Po drugie, wzrosła skala "nieuczciwości wewnętrznej". Przedsiębiorcy, z którymi spółka współpracuje, przetrzymali większą kwotę pieniędzy, co pogorszyło bieżącą płynność finansową. Po trzecie, w obliczu tych wydarzeń grupa inwestorów z Vesti straciła możliwość dalszego finansowania spółki - mówi Porębski.

Prezes Delta Kurier tą decyzją banku tłumaczy również tajemnicze dla pracowników i klientów pojawienie się nowego rachunku bankowego firmy. Pracownicy obawiają się, że dzięki niemu władze chcą wyprowadzić z firmy pieniądze. - Nowe konto otworzyliśmy z uwagi na blokadę linii kredytowej przez nasz dotychczasowy bank. Tylko to dawało nam możliwość utrzymania bieżącej działalności. Inaczej wpłacane tam pieniądze spłacałyby zadłużenie, ale nie mielibyśmy pieniędzy na dalszą działalność operacyjną - wyjaśnia.

W te wyjaśnienia nie do końca wierzą pracownicy Delty. - Wystąpiliśmy do banku o informację na temat tego, na kogo rzeczywiście zarejestrowane jest to konto - mówi nasz informator. Jak dodaje, odkąd zaangażował się w sprawę, zaczął dostawać niepokojące telefony.

- Dwukrotnie mi grożono. Pierwszy raz we wtorek w nocy po tym, jak domagaliśmy się dokumentów o zwolnieniu z obowiązku świadczenia pracy. Drugi raz w ostatni czwartek. Telefon dzwoniącego jest zastrzeżony. Głos w słuchawce sugeruje, że lepiej zostawić sprawę i że szkoła, do której chodzi moje dziecko, chyba wcale nie jest tak bezpieczna jak myślę - mówi nasz informator.

Oba incydenty zostały już zgłoszone policji i prokuraturze. Jednak zarząd firmy nic o tym nie wie. - Nie mam wiedzy w tym temacie, więc ciężko mi się do tego zarzutu odnieść - mówi Krzysztof Porębski.

Długi trudne do oszacowania

Według naszego informatora Delta Kurier zalega swoim pracownikom z wypłatami na łączną sumę około 400 tys. zł. Przewoźnikom firma jest winna około 1,2 mln zł. Najtrudniej z kolei oszacować zaległości w stosunku do wysyłających paczki za pobraniem.

- Tego dokładnie nie wiemy. To są zaległości kilkumiesięczne i w każdym przypadku są to znaczne kwoty. Jeden z naszych klientów czeka np. na zwrot 60 tys. zł, inny - aż 200 tys. zł - mówi nasz rozmówca.

Podobne sumy słyszymy od dzwoniących i piszących do nas klientów firmy. Zaległości Delty w stosunku do podwykonawców i klientów zaczynają się od 10 tys. a kończą na nawet kilkuset tysiącach. Jak do tego doszło, że firma przez wiele miesięcy nie zwracała klientom pieniędzy za przesyłki pobraniowe?

- Powstał łańcuch zadłużenia. Delta Kurier nie płaciła od miesięcy przewoźnikom, podwykonawcom. Dlatego ci zatrzymywali dla siebie pobrania. Oczywiście nie jest to zgodne z prawem, ale nie wiedzieli, co robić, nie mogli odzyskać swoich ciężko wypracowanych pieniędzy - mówi pracownik Delty.

Efekt był taki, że Delta zaczęła otrzymywać przedsądowe wezwania do zapłaty od przewoźników i klientów firmy, którzy nie otrzymali pieniędzy za przesyłki pobraniowe. Problem ten znany jest w firmie od co najmniej roku - zapewnia nasz informator. Skutkowało to ciągłymi sporami z klientami, aż Ci wreszcie zaczęli odchodzić do konkurencji.

Kto jest komu winien?

Krzysztof Porębski przekonuje, że cytowane przez nas kwoty zaległości są bliskie prawdy. - Suma zaległości jest niższa niż 400 tys., o których pan mówi. Jest to też suma niższa niż zaległości, które będziemy windykować od naszych podwykonawców. Roszczenia pracowników będą więc sukcesywnie zaspokajane - wyjaśnia prezes.

W jego ocenie przewoźnicy czekają z kolei na mniej niż 1,2 mln zł. A co z pieniędzmi za pobrania? - Z tym jest związana nieuczciwość naszych podwykonawców i współpracowników. Mieliśmy pomysł i program na rozwiązanie tego problemu, ale nie zdążyliśmy wprowadzić go w życie. Aktualnie nasi partnerzy i współpracownicy zatrzymali znaczącą kwotę - mówi Porębski.

Jak zapowiada, Delta będzie te pieniądze windykować i transferować dalej do klientów. - Pion finansowy cały czas funkcjonuje i ma dużo pracy - zapewnia Porębski, który próbuje też uspokoić klientów czekających ciągle na paczki. Jak zapewnia, wszystkie są bezpieczne.

Z 4 tys. przesyłek, które jeszcze w piątek miały się znajdować w głównym magazynie, zostało jedynie 900. Jak zapewnia prezes Delty trafiają do odbiorców systematycznie, a w tym tygodniu proces ten ma się zakończyć. A co z pieniędzmi dla pracowników i podwykonawców?

- Możemy zagwarantować, że sukcesywnie będziemy realizować płatności. Ciężko tu jednak mówić o jakimś konkretnym planie - mówi krótko Porębski.

bankructwo, koniec, delta kurier, dziłalności plajta
Czytaj także
Polecane galerie
Klient
2018-03-04 01:47
Do kogo mogę się zgłosić żeby odzyskać paczkę która nadałam delta a nigdy nie dotarła do odbiorcy?
Anonim
2018-02-22 16:34
Ech. Firma ktora nosi ta nazwe byla firma Jag24. Stracilismy mnostwo pieniedzy my jako.kurierzy nie otrzymujac wyplat i ludzie których oszukal caly prezes. Ludzie sprawdzajcie dobrze firme zanim cokolwiec wyslecie
jan
2018-02-21 21:16
TAK TO SIĘ ROBI W POLSCE !!!!!!!! MOŻECIE WŁAŚCICIELI POCAŁOWAĆ W 4 LITERY!!
Pokaż wszystkie komentarze (37)