Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Morawiecki apeluje do Polaków, by wracali z Wysp. Mamy odpowiedź emigrantów

Morawiecki apeluje do Polaków, by wracali z Wysp. Mamy odpowiedź emigrantów

Fot. PAP/Jacek Turczyk
Mateusz Morawiecki ostatnią wizytę w Wielkiej Brytanii wykorzystał do tego, by namawiać rodaków do powrotu do kraju. Zachęcał do tego studentów i tych, którzy wyjechali do pracy i mieszkają tam z całymi rodzinami. Kusił programem 500+ i niskim bezrobociem. - To może trafić do kogoś, kto nie daje sobie tutaj rady. Tyle że skoro tutaj sobie nie radzi, gdzie naprawdę jest dużo łatwiej, to w Polsce tym bardziej niewiele z tego będzie - komentuje Gosia, od 17 lat mieszkająca i pracująca w Londynie.

Wicepremier apelował o to podczas niedzielnego kongresu młodych Polaków studiujących w Wielkiej Brytanii. Polityk przekonywał na uniwersytecie w Cambridge, że Polska potrzebuje zupełnie nowego pokolenia naukowców i menadżerów, którzy dadzą silny impuls do rozwoju naszego kraju.

Zachęcał do powrotu, choć jak sam zauważył, wykształcenie w Wielkiej Brytanii daje duże możliwości wyboru różnych ścieżek kariery. Apel ponowił podczas rozmowy w Sky News. Pomiędzy obserwacje dotyczące Brexitu Morawiecki wplótł zaproszenie powrotu do Polski dla wszystkich mieszkających tam rodaków.

W imieniu rządu przekonywał, że za sprawą flagowej reformy zdecydowanie poprawiło się wsparcie dla młodych ludzi z dziećmi (500+). Dlatego apelował do całych rodzin, by wracały do kraju. Zapewniał, że ze znalezieniem pracy nie będzie problemu, bo bezrobocie w ojczyźnie spadło do "historycznie niskiego poziomu”.

Specjaliści raczej nie wrócą

- Są dwie grupy polskich studentów. Pierwsza w ogóle nie chce słyszeć o Polsce. Druga jest zainteresowana tym, co dzieje się w kraju. Jednak nawet dla tych drugich z chwilą realnego wejścia na rynek pracy perspektywa powrotu oddala się bardzo szybko - mówi Nina Hałabuz, pracująca dla znanej firmy doradczej The Boston Consulting Group, zaangażowana we współpracę z Federacją Polskich Stowarzyszeń Studenckich.

Zgodnie z jej obserwacjami tęsknota za krajem i myśli o rychłym powrocie przegrywają z szybką kalkulacją szans, jakie dają rynek brytyjski i polski. Jak przekonuje nie chodzi tylko o pieniądze, choć i one oczywiście są ważne.

- Dobry specjalista po roku czy dwóch zaczyna być bardzo szybko doceniany i jego praca staje się jeszcze lepiej płatna i bardziej interesująca. Na Wyspach winda kariery jedzie dużo szybciej niż w Polsce. Przy takich perspektywach na rozwój trudno z tego zrezygnować - dodaje Hałabuz.

Prowadzisz firmę? W jakim zakresie chciałbyś poszerzać swoją wiedzę?

Zarządzanie firmą
Przywództwo/motywowanie pracowników/zarządzanie ludźmi
Biznes w internecie
Zarządzanie ryzykami w firmie
Prawo podatkowe
Pozyskanie środków na inwestycje w ramach programów unijnych
Kobieta w biznesie - warsztaty inspiracyjno-wizerunkowe
Sukcesja w firmach rodzinnych

dziękujemy za oddanie głosu

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Jeszcze inaczej na zaproszenie wicepremiera reagować mogą Polacy, którzy jak Gosia mieszkają na wyspach już od 17 lat. - Takie granie na uczuciach patriotycznych na mnie nie działa, bo przede wszystkim czuję się Europejką. Drugorzędne znaczenia ma dla mnie fakt, gdzie w tej Europie pracuje i mieszkam. Najważniejsza jest rodzina (dwoje dzieci w wieku 9 i 12 lat), dla której dobra pracujemy z mężem bardzo ciężko. Wątpię, żeby Polska stworzyła mi takie same warunki i szanse.

Gosia wyemigrowała zaraz po studiach politologicznych. Lądując w Londynie, w plecaku miała 1000 funtów, dokładnie tyle samo miał jej przyszły mąż. Po tych wszystkich latach ciężkiej pracy mają teraz trzy dobrze prosperujące firmy. Zarobione pieniądze inwestują w nieruchomości i obecnie mają już w Wielkiej Brytanii trzy domy, które wynajmują.

- Szczerze mówiąc, gdyby nie ten telefon, to nawet bym nie wiedziała, że Morawiecki był tutaj. Nie zauważyłam żadnej informacji na ten temat w mediach i na profilach organizacji polonijnych, które obserwuje w mediach społecznościowych - dodaje Gosia.

Powrotem nie wydaje się być też zainteresowana Ania mieszkająca na Wyspach już od 8 lat. Pracuje w firmie świadczącej usługi dla telewizyjnych nadawców, a partner w sektorze IT. - W Polsce pewnie też mielibyśmy dobrą pracę, ale tu mamy dużo większe możliwości. Ponadto nasze dzieci są już nastolatkami i nie wyobrażamy sobie ich przenosin do polskiej szkoły - dodaje.

Jak przekonuje Ania, brytyjskie placówki mają bardzo elastyczne podejście do uczniów, którzy przyjeżdżają z innych krajów, wyrównują różnice programowe i często nawet nie mówią po angielsku. W jej ocenie droga w drugą stronę zakończyłaby się dla jej dzieci bardzo twardym lądowaniem w naszym systemie edukacyjnym.

500+ słabym wabikiem

Staszek w Londynie ze swoją żona mieszka już od 13 lat. Oboje ukończyli w Polsce studia pedagogiczne i po zakończeniu praktyk w szkołach zdecydowali się na wyjazd. Początki, podobnie jak w przypadku Gosi, były bardzo trudne, ale teraz już od lat mają stała pracę i własne mieszkanie.

- Co prawda spłacamy kredyt, ale przy naszych zarobkach nie jest to problemem. Żona jest managerem w sieci handlowej, a ja pracuję w firmie budowlanej. W Polsce razem zarabialibyśmy razem pewnie około 5 tys. zł. Nie byłoby nas stać na takie życie, jakie prowadzimy tutaj. Nasza 9-letnia córka też będzie tu miała lepsze perspektywy - tłumaczy Staszek powody, dla których nawet nie zastanawiają się nad powrotem do ojczyzny.

Naszych rozmówców nie przekonuje wspomniana przez Morawieckiego reforma systemu, która wspiera rodziny w kraju. Staszek jako ojciec tylko jednego dziecka nie dostałby 500 zł. W Wielkiej Brytanii, jak każdy rodzic bez względu na zarobki dostaje niewiele mniej, bo 80 funtów (405 zł) na dziecko.

Oprócz tego ze względu na wysokie zarobki nie otrzymują innych benefitów z tamtejszego systemu socjalnego. Zna jednak przypadki, kiedy niektórzy z dodatkami za mieszkanie, słabo płatną pracę i dzieci dostają co miesiąc tysiąc funtów (4050 zł)

Dla Gosi flagowy program rządu Beaty Szydło też nie wydaje się interesujący. - Mężowie moich koleżanek, którzy pracują w budowlance, za kładzenie kafelek zarabiają minimum do 200 funtów dziennie (810 zł). Dlatego te 500 złotych nie jest bardzo nęcące, nawet dla tych, którzy nie robią na Wyspach zawrotnej kariery.

Sama podkreśla, że nawet i 1500 zł na dziecko nie przekonałoby jej do powrotu. Wprawdzie w ostatnim czasie bardzo wysoka fala niechęci do imigrantów przelała się przez brytyjskie media, ale w jej ocenie to głównie tam jest obecna. - Wprawdzie politycy wycierają sobie gębę Polakami, ale ja nie spotkałam się z wrogością. Ponadto moi sąsiedzi widzą, jak ciężko pracujemy i że nie żyjemy z opieki w przeciwieństwie do wielu brytyjskich rodzin - mówi Gosia.

Aby było z czego oszczędzać

Nasi rozmówcy nie chcą bardziej konkretnie rozmawiać o pieniądzach, które zarabiają na Wyspach. Jedynie Ania zdradza nam, że sama zarabia 2,2 funtów (11 tys. zł), a jej partner 4 tys. funtów ( 20 tys. zł).

- Raty za dom to 850 funtów. Miesięczne wydajemy też 2 tys. funtów na życie wraz z dojazdami i wszystkimi opłatami. Oznacza to, że dużo nam zostaje i można odkładać na przyszłość. Żeby wrócić do Polski, chciałabym, żeby po wszelkich wydatkach zostało mi z 3-4 tys. już nawet nie funtów, a złotych. Tyle że to nierealne - mówi Anna.

Brexit powoduje, że pytanie o ewentualny powrót pojawia się w rozmowach znajomych i przyjaciół Staszka. Tym bardziej, że o czym przypominał również Morawiecki, pracy w Polsce nie brakuje. - Kilka osób podjęło decyzje o powrocie, ale my nie wracamy, bo po tylu latach, tak naprawdę nie mamy do czego. Oczywiście tylko rodziny w Polsce żal - dodaje.

Z kolei dla Gosi argument o rekordowo niskiej stopie bezrobocia pokazuje, jak jej zdaniem nieprzemyślane jest to zapraszanie do powrotu do kraju. - To może trafić ewentualnie do kogoś, kto na Wyspach nie daje sobie rady. Tyle że skoro tutaj sobie nie radzi, gdzie naprawdę jest dużo łatwiej, to w Polsce tym bardziej niewiele z tego będzie - podsumowuje.

Czytaj także
Polecane galerie
Le
2017-05-03 13:08
Wolą być obywatelami drugiej kategorii w UK niż drugim sortem w Polsce. Skoro i tak człowiekiem mają gardzić i pomiatać, to niech chociaż pieniądze jakieś będą.
_ja
2017-05-03 12:05
Niewolnicy wracajcie.Nierząd Was wydoi.
krzyza
2017-02-28 13:28
Trzeba zadać sobie pytanie po co to całe zamieszanie. Czy nie jest to odwracanie kota ogonem, że przedstawiciel okupacyjnego rządu w Polsce nawołuje do powrotu zanęcając ochłapami 500+ z naszych podatków przy podatkach rzędu 70% i niewolniczych pensjach, których wartość nabywcza stacza się po równi pochyłej niezależnie od tego jaka partia jest przy korycie? Z perspektywą bycia na łasce takich ludzi do końca życia, bo emerytura w wys.1000zł (zakładając że się spełni niedorzeczne wymagania) nie gwarantuje niczego więcej jak wegetacji na marginesie życia... W obliczu tak tragicznej sytuacji nawoływanie do powrotu jest przejawem a) oderwania od rzeczywistości b) umyślnego wprowadzania zamętu c) zakłamania . Czy przesadzam? Z punktu widzenia Morawieckiego i jego mocodawców Polakom należą się ochłapy i wcale się z tym nie kryją, a jak widać się nawet szczycą. Dowodzi to jedynie
ich arogancji i wrogiej postawy wobec Polaków. Jeżeli Polacy kosztem wielkich wyrzeczeń wyjeżdżają
by żyć normalnie do innych krajów to granie na sentymencie lub zwodzenie obietnicami bez pokrycia jest dla mnie chorą grą tych ludzi, którzy żyją w zupełnie innej rzeczywistości, posiadającymi zupełnie inne cele i intencje oraz mentalność Panów/Władców/Elit - przemawiających do trzody.
Pokaż wszystkie komentarze (922)