Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie

GUS:
Dane o sprzedaży detalicznej. Efekt zakazu handlu widać jak na dłoni

Gigantyczne premie dla ministrów. "Zapracowałem"

Gigantyczne premie dla ministrów. "Zapracowałem"

Henryk Kowalczyk traktuje premię jak wynagrodzenie za nadgodziny Fot. WP
Henryk Kowalczyk traktuje premię jak wynagrodzenie za nadgodziny

Jeżeli pracownik w zakładzie za godziny nadliczbowe dostaje dodatkowe wynagrodzenie, to ja pracując tak średnio 14 godzin dziennie zapracowałem na premię - uważa minister środowiska Henryk Kowalczyk.

Nie milkną echa gigantycznych premii, jakie swoim ministrom w ubiegłym roku przyznała była już premier Beata Szydło. Rekordzista - Mariusz Błaszczak będący w rządzie Szydło szefem MSW - zainkasował 82,1 tys. zł. Wicepremier Mateusz Morawiecki i szefowa MEN Anna Zalewska dostali po 75,1 tys. zł.

Henryk Kowalczyk piastował w rządzie Beaty Szydło różne stanowiska, ostatnio był szefem Komitetu Stałego Rady Ministrów. Po rekonstrukcji został w gabinecie, ale u Mateusza Morawieckiego jest ministrem środowiska. Również on otrzymał w zeszłym roku sowite nagrody - rzędu 65,1 tys. zł.

Zobacz też: Premie dla ministrów. Zobacz kto ile dostał

 

 

Minister odpowiadał w Radiu Zet na pytanie, czy uważa, że zasłużył na premię. Wskazał, że o tym, kogo i jak nagrodzić decydowała Kancelaria Prezesa Rady Ministrów. - Ja to tak traktuję. Jeśli pracownik w zakładzie za godziny nadliczbowe dostaje dodatkowe wynagrodzenie, to ja pracując tak średnio 14 godzin dziennie, zapracowałem - powiedział.

Wyjaśnił, że premia była comiesięcznym dodatkiem do pensji. W tym roku jeszcze żadnej nie dostał.

Przyznał jednocześnie, że jego zdaniem wysocy urzędnicy rządowi - szczególnie ci w randze podsekretarza stanu - zarabiają za mało. - Ile zarabiają? Do ręki? Może 5, może 6 tys zł - mówił. Przypomniał, że powstał projekt ustawy, który miał dać urzędnikom podwyżki, ale przepadł. Pisaliśmy o tym w money.pl

Czytaj też: Rząd daje sobie podwyżkę. Koszt to nawet 20 mln zł rocznie

Wśród najhojniej nagrodzonych przez Beatę Szydło znaleźli się także Piotr Gliński, Witold Bańka, Anna Streżyńska, Witold Waszczykowski i Zbigniew Ziobro. Oni wszyscy dostali po 72,1 tys. zł. Andrzej Adamczyk, Antoni Macierewicz, Elżbieta Rafalska, Jan Szyszko i Krzysztof Tchórzewski zgarnęli po 70,1 tys. zł. Pozostali ministrowie otrzymali po 65,1 tys. zł.

Warto zauważyć, że gdybyśmy przeliczyli te nagrody na miesiące, to ministrowie dostawaliby od 6,8 tys. do 5,4 tys. zł "ekstra pensji".

Czytaj także
Polecane galerie
baska
2018-04-19 13:11
Uwazam, że premie wypłacone ministrom słusznie im się należały. W ciągu 2 lat rząd zrobił bardzo wiele, m.in. rozpracował wiele afer , PO również wypłacało gigantycznie premie, a przez 8 lat niewiele zrobili. A poza tym, porównajcie chociazby pracę rządu z występem np. p. Kozidrak na Sylwestra, która inkasuje 300 tys. za jeden występ.
antek
2018-04-16 11:53
Gdzie byliście kiedy PO rozdawało sobie gigantyczne miliardowe złote interesy w różnych dziedzinach gospodarki,a także premie za nic, a teraz robicie ludzi za głupków przeciwstawiając im praktycznie malutkie premie które słusznie ministrom się należały chociażby za te miliardy zł.które wróciły do budżetu z niesłusznie wyłudzanego podatku wat!
Dziesięć tysięcy złotych robi wrażenie na renciście !,a miliard złotych to niekoniecznie!
naiwny
2018-04-14 16:10
jak długo weryfikujecie komentarze,chyba tak długo aż staną się nieaktualne?
Pokaż wszystkie komentarze (83)