henryk kowalczyk

Kryzys zbożowy w Polsce. "Wagony trafiały na bocznicę. Nikt nad tym nie panował"
WIDEO

Kryzys zbożowy w Polsce. "Wagony trafiały na bocznicę. Nikt nad tym nie panował"

- Polska jest znaczącym producentem żywności, jest jednym z największym producentów zboża w Europie. Jesteśmy także eksporterem netto, a to oznacza, że co roku mamy nadwyżkę zboża, ona jest mniej więcej na poziomie 10 mln ton. I te nadwyżkę trzeba zdjąć z rynku - tłumaczyła w programie "Newsroom" WP Monika Piątkowska, prezes Izby Zbożowo-Paszowej. - Po wybuchu wojny, która toczy się tak naprawdę w spichlerzu świata, stanęliśmy przed problemem, że możliwa jest destabilizacja bezpieczeństwa żywności, zakłócenia w dostawie zboża i głód w wielu krajach Afryki. UE zobowiązała kraje graniczące z Ukrainą do wytransferowania 20 mln ton z Ukrainy. Od samego początku mówiliśmy: to zadanie jest nie do wykonania, nie ma takiej możliwości, ale rząd bezrefleksyjnie podjął się tego zadania. I to zboże zaczęło do Polski przyjeżdżać. Nikt jednak nie zarządził ruchem. Rząd, ministerstwo rolnictwo jest od tego, by zadbać o transport. Dostawy zboża odbywają się drogą morską: duża odległość i duże wolumeny. Ale porty były zablokowane, trzeba było postawić na transport kolejowy. Zrobił się zator. Setki wagonów czekały na granicy, służby sanitarne nie dały rady. Jakby tego było mało, te wagony z przejścia granicznego do portu potrafiły jechać trzy tygodnie. Na piechotę byłoby szybciej. Jak to możliwe? Węgiel był priorytetem. Zboże lądowało na bocznice i nikt nie panował nad tym, co się dzieje, ile ono tam czeka. Nagle to zboże zaczęło "wyciekać". Tu kupiła jakaś firma, tam kupiła inna - wyjaśnia ekspert.
"Zboże techniczne" z Ukrainy. "Nie ma takiego terminu. Ono stało tygodniami na torach. Tam się różne rzeczy działy"
WIDEO

"Zboże techniczne" z Ukrainy. "Nie ma takiego terminu. Ono stało tygodniami na torach. Tam się różne rzeczy działy"

- Polska jest w UE, dlatego musi przestrzegać standardów dotyczących jakości zboża. Ukraina jeszcze w UE nie jest i jej te przepisy nie obowiązują - powiedziała w programie "Newsroom" Monika Piątkowska, prezes Izby Zbożowo-Paszowej. - Zboże jest lepszej i gorszej jakości, to jest jasne. Natomiast po stronie ukraińskiej przez wiele tygodni stały wagony ze zbożem: 600-800 wagonów. Dzień w dzień czekały i tam naprawdę różne rzeczy się działy. Mówiliśmy w naszych branżowych rozmowach, że to zboże w końcu wyjdzie z tych wagonów i przyjdzie do nas. Tam się mógł rozwinąć robak i się rozwinął, różne bakterie i grzyby. W pewnym momencie pojawił się na rynku termin: zboże techniczne. Nie ma takiej kategorii. Nastąpiło otwarcie granicy i te kontrole sanitarne, by udrożnić transporty, wpuściły zboże z Ukrainy. To które przez tyle tygodni stało i czekało w wagonach. Mam poczucie, że ktoś za to powinien odpowiedzieć. Ale nie odejściem, tylko wejściem w problem i wzięciem odpowiedzialności za sytuację, którą spowodował. Nie tylko minister rolnictwa powinien odpowiedzieć. Przecież to jest wicepremier i on odpowiada także pośrednio za bezczynność ministerstwa infrastruktury, spraw zagranicznych, naszych placówek dyplomatycznych i służb sanitarnych. Odpowiedzialnością gabinetu premiera Mateusza Morawieckiego jest posprzątanie tego bałaganu – uważa Piątkowska.
Tak minister negocjował z rolnikami. "Poczuliśmy się oszukani i wykorzystani"
WIDEO

Tak minister negocjował z rolnikami. "Poczuliśmy się oszukani i wykorzystani"

- Po wczorajszych negocjacjach w ministerstwie rolnictwa są podpisane dwa dokumenty - powiedziała w programie "Newsroom" Monika Piątkowska, prezes Izby Zbożowo-Paszowej. – Jeden to zbiór postulatów i działań, które muszą zostać podjęte. Drugi dokument to podsumowanie okrągłego stołu z podpisem ministra rolnictwa Henryka Kowalczyka. To jest dokument, który powstał po sześciu godzinach negocjacji. To podsumowanie podpisane tylko przez ministra jest niepełne, bo nie ma w nim w ogóle postulatów eksporterów, czyli tych najważniejszych. Stało się to tak, że po sześciu godzinach ministerstwo ogłosiło przerwę techniczną, bo wszyscy byliśmy zmęczeni. Opuściliśmy salę i poszliśmy odebrać telefony, które przed wejściem na obrady zostały nam zabrane. I w tym czasie nagle minister Kowalczyk zwołał konferencję prasową i ogłosił podpisanie porozumienia. Żadnego porozumienia nie było. Po powrocie otrzymaliśmy podsumowanie ministra. Jak się poczuliśmy? Oszukani i wykorzystani. Wtedy zdecydowaliśmy, że zostajemy dopóki strona rządowa nie zrozumie, że wszyscy uczestnicy okrągłego stołu powinni być szanowani. My nie przyszliśmy po to, by dać pretekst rządowi do ogłoszenia porozumienia, którego w chwili zwołania konferencji nie było. Czy dziś mamy gwarancję, że sytuacja w rolnictwie zostanie naprawiona? Niestety nie. My mamy jedną gwarancję: minister usłyszał nasze postulaty i podpisał się pod naszym apelem. Minister może powiedzieć różne rzeczy, ale będzie za to odpowiadał. Sytuacja jest dziś bardzo trudna – przyznała.
Mateusz Ratajczak Mateusz Ratajczak