Notowania

Ustawa antyterrorystyczna. Nowa wersja jeszcze bardziej restrykcyjna

Projekt ustawy antyterrorystycznej w piątek został pozytywnie zaopiniowany przez Komitet stały Rady Ministrów i trafi na posiedzenie rządu. Daje on bardzo duże możliwości służbom i budzi liczne kontrowersje. Ale mało kto zauważył, że zaledwie kilka dni po opublikowaniu projektu pojawił się jego nowy tekst – bardziej restrykcyjny od poprzednika.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Darek Delmanowicz/ PAP)

Projekt ustawy antyterrorystycznej w piątek został pozytywnie zaopiniowany przez Komitet stały Rady Ministrów i trafi na posiedzenie rządu. Daje on bardzo duże możliwości służbom i budzi liczne kontrowersje. Ale mało kto zauważył, że zaledwie kilka dni po opublikowaniu projektu pojawił się jego nowy tekst – bardziej restrykcyjny od poprzedniego.

[aktualizacja godzina 16:09]

Ustawa antyterrorystyczna ma ułatwić zapobieganie zamachom i ściganie ewentualnych sprawców. Wiąże się to ze zwiększeniem uprawnień służb. Szczególnie wzmocniona będzie Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. ABW będzie mogła na przykład bez zgody sądu podsłuchiwać cudzoziemców i turystów albo blokować strony internetowe. - Przede wszystkim trzeba odczarować nazwę tej ustawy. To nie jest ustawa antyterrorystyczna, tylko ustawa, która uderza w prawa obywatelskie pod pretekstem walki z terroryzmem – mówi w rozmowie z money.pl Wojciech Klicki, prawnik i ekspert fundacji Panoptykon.

Jeden projekt, dwa teksty

Projekt ustawy wyciekł pod koniec kwietnia. Najpierw opublikowała go Fundacja Panoptykon, niedługo później został powieszony na oficjalnych stronach rządowych. Jego zapisy wywołały burzę. Szczególnie krytykowane były zapisy umożliwiające blokadę stron internetowych. Tymczasem na stronach rządowych pojawił się kolejny, nieznacznie zmieniony. Według Wojciecha Klickiego nowy projekt może budzić jeszcze większy niepokój niż poprzedni. Chodzi o zawartą w nim definicję działalności terrorystycznej. - W poprzednim projekcie definiowano ją uwzględniając jej cel – czyli jest dokonywana, by zmusić do określonego działania, i jest zagrożona karą powyżej pięciu lat pozbawienia wolności. Teraz – w drugiej wersji projektu – jest to kara powyżej trzech lat pozbawienia wolności – zwraca uwagę ekspert.

Rzeczywiście, w nowym tekście projektu, datowanym na 27 kwietnia, pojawił się zapis, że przestępstwem o charakterze terrorystycznym jest czyn zagrożony karą pozbawienia wolności z górną granicą powyżej trzech lat. W poprzedniej wersji tego zapisu w ogóle nie było. W obecnie obowiązującym kodeksie karnym jest mowa o pięciu latach. Dlaczego obniżenie tej granicy może być niepokojące? - Za działalność terrorystyczną w świetle tego projektu może zostać uznane na przykład znieważenie prezydenta RP. Wyobraźmy sobie taką hipotetyczną sytuację: ktoś na twitterze znieważa prezydenta i nawołuje do zaprzysiężenia sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Nowa ustawa daje możliwość uznania tego za działalność terrorystyczną, wprowadzenia stopnia zagrożenia terrorystycznego i – co za tym idzie – czasowego zakazu zgromadzeń. Oczywiście jesteśmy przeciwni znieważaniu prezydenta. Ale ta ustawa zamiast dawać narzędzia do walki z terroryzmem, daje wielkie narzędzia do walki z pospolitymi przestępstwami – zauważa Wojciech Klicki.

Kto może blokować internet

Blokada strony internetowej, którą mają umożliwiać nowe przepisy ma trwać maksymalnie 30 dni, jednak może być wydłużona o dodatkowe trzy miesiące. Ale nie to bulwersuje ekspertów – bardziej zwracają uwagę, że zablokowanie danej witryny nie będzie wymagało zgody sądu. Ten musi zająć stanowisko najpóźniej w ciągu pięciu dni. Dopiero jak nie wyda zgody, to ABW będzie musiało zdjąć blokadę.

Rząd tłumaczy, że takie zapisy nie są niczym dziwnym, ponieważ podobne obowiązują także w innych krajach europejskich. - Niestety to nie jest polski pomysł – przyznaje Wojciech Klicki - Podobne zapisy funkcjonują w Wielkiej Brytanii, ale tam zablokować można treści zawierające pornografię dziecięcą. Jednak dawanie możliwości zablokowania strony, kiedy zachodzi zaledwie podejrzenie, że może dotyczyć działalności terrorystycznej, jest w mojej opinii otwieraniem puszki Pandory. Wszelkie przepisy umożliwiające blokowanie internetu powinny być maksymalnie przejrzyste i maksymalnie precyzyjne. A w tym przypadku tak nie jest. Wręcz przeciwnie, te przepisy, które proponuje rząd tworzą przestrzeń do nadużyć – dodaje.

Podobną opinię ma dyrektor Centrum Badań nad Terroryzmem dr Krzysztof Liedel. – Wiadomo, że pomysły blokowania stron internetowych zawsze będą powodowały opór, bo internet z założenia jest wolny. Ja jednak uważam, że nie powinniśmy w imię zwiększania bezpieczeństwa rezygnować z naszych osiągnięć cywilizacyjnych, jak właśnie wolność słowa – mówi Liedel w rozmowie z money.pl.

Kto może przeczytać twój PIT

Możliwość zablokowania stron internetowych nie jest jedyną z wachlarza możliwości, jakim rząd planuje obdarować ABW. Agencja będzie mogła na przykład przejrzeć nasze zeznania podatkowe, nikogo o tym nie informując. ABW już teraz ma dostęp do danych na przykład urzędów skarbowych, ale uzyskuje go, mówiąc w uproszczeniu, tradycyjną drogą. Czyli musi złożyć do urzędu skarbowego wniosek, żeby na przykład uzyskać dostęp do czyjegoś zeznania podatkowego. - Projekt ustawy tutaj sporo zmienia. ABW zyska dostęp do tych danych online, więc będzie je mogła sprawdzać w dowolnym momencie, a urząd skarbowy nie tylko nie będzie się na to musiał zgadzać, ale nawet nie będzie wiedział, czyje PIT-y Agencja ogląda i kiedy. To samo dotyczy wszystkich danych zgromadzonych w państwowych bazach: urzędów skarbowych, ZUS, ministerstwa finansów, wydziałów ksiąg wieczystych – tłumaczy Wojciech Klicki.

- Nie chodzi o to, że naszym zdaniem ABW nie powinno mieć dostępu do tych danych. Może taki dostęp mieć. Problem w tym, że ABW może na własną rękę gromadzić i usuwać informacji o wszystkich Polakach bez jakiejkolwiek kontroli. Nikt nie weryfikuje, czy uprawnienie to nie jest nadużywane i czy informacje na temat konkretnej osoby nie są zbierane nielegalnie – zaznacza.

Kto może kupić kartę do telefonu

Dr Krzysztof Liedel przyznaje, że rzeczywiście przepisy proponowanie przez rząd są podobne do tych, które obowiązują w innych krajach europejskich. Ma jednak wątpliwości, co do spodziewanej skuteczności niektórych z nich. Przykład? Projekt zakłada, że nie będzie można już anonimowo kupić karty pre-paid do telefonu. Trzeba będzie przy zakupie podać swoje dane. – Ale powiedzmy szczerze, jeżeli ktoś będzie chciał wysadzić się na przykład na Dworcu Centralnym i będzie chciał kupić kartę do telefonu, to i tak podanie swoich danych sprzedawcy nic tu nie zmienia, bo przecież skoro i tak się wysadzi, to co mu za różnica? Tak samo kartę można kupić na kradziony dowód, na słupa, możliwości jest wiele – zauważa.

- Tu nie chodzi o uprawnienia służb, bo służby sporo tych uprawnień już mają. Chodzi o to, żeby one były pod jakąś kontrolą. Najlepiej sądową. Bo jeżeli same będą sobie wydawać polecenia, wypełniać je, a później jeszcze same się kontrolować, to jest to cecha systemu totalnego – mówi Krzysztof Liedel.

Kiedy ustawa trafi pod obrady Rady Ministrów? Jeszcze nie wiadomo. Wiadomo, że ministerstwo spraw wewnętrznych, które projekt napisało narzuciło sobie wysokie tempo. Ustawa ma wejść w życie 1 czerwca, czyli ma obowiązywać przed szczytem NATO i Światowymi Dniami Młodzieży. Czyli na przyjęcie jej przez rząd, uchwalenie przez parlament i podpis prezydenta są tylko trzy tygodnie.

Zobacz też: Bankowość islamska. Finansowy raj czy sprytny chwyt?

Tagi: ustawa antyterrorystyczna, wiadomości, gospodarka, najważniejsze, gospodarka polska
Źródło:
WP Money
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz

Wybrane dla Ciebie