"Zarabiamy cholerną fortunę". Trump chwali się zyskami z ropy i gazu. "Nie kłamie"

"Nasz kraj zarabia setki miliardów dolarów dzięki temu, co dzieje się na Bliskim Wschodzie" – przekonywał na wiecu Donald Trump. – Nie kłamie – ocenia dr Przemysław Zaleski, ekspert ds. bezpieczeństwa energetycznego. – Tyle że nie przekłada się to na portfele zwykłych Amerykanów. Oni płacą fortunę przy dystrybutorach – dodaje.

Donald Trump chwali się zyskami USA z wojny na Bliskim Wschodzie. Dr Przemysław Zaleski uważa, że nie jest to kłamstwoDonald Trump chwali się zyskami USA z wojny na Bliskim Wschodzie. Dr Przemysław Zaleski uważa, że to prawda
Źródło zdjęć: © Getty Images, Pexels.com | Mark Felix, Yuri Shkoda, ZipZapic.com
Przemysław Ciszak

Donald Trump na sobotnim wiecu przed połówkowymi wyborami do Kongresu chwalił się gigantycznymi zyskami, jakie płyną do USA z ropy i gazu. "Zarabiamy cholerną fortunę" – mówił do republikańskich wyborców w Perry w stanie Georgia.

"Nasz kraj zarabia setki miliardów dolarów dzięki temu, co dzieje się na Bliskim Wschodzie, ponieważ przyjeżdżają do Teksasu, do Oklahomy i do Luizjany i zabierają tę ropę" – wyliczał Trump.

Sprawdziliśmy. Prawie miliard dolarów dziennie – tyle przychodu z eksportu ropy, paliw i gazu generują amerykańskie firmy.

Tu Trump nie kłamie. USA zarabiają krocie w wyniku drastycznych wzrostów cen nośników energii. Zyski płyną jednak do ludzi, którymi prezydent USA się otacza: wpływowych przedstawicieli branży naftowo-gazowej, eksporterów, właścicieli rafinerii – mówi money.pl dr Przemysław Zaleski, ekspert od spraw bezpieczeństwa energetycznego z Fundacji Pułaskiego i Politechniki Wrocławskiej.

Ropa płynie z USA szerokim strumieniem

Jak wynika z raportu Oil & Gas Journal, 38 amerykańskich producentów ropy i firm rafineryjnych osiągnęło w samym drugim kwartale 2026 r. 62,2 mld dol. zysku netto, niemal trzykrotnie więcej niż rok wcześniej.

"Dzięki temu, co zrobiliśmy dla tego kraju, zarabiamy pieniądze w skali, jakiej ten kraj nigdy wcześniej nie widział" – podkreślał Trump. Faktycznie przychody amerykańskich nafciarzy rosną. Wygenerowane przychody z ropy w drugim kwartale tego roku to 439,1 mld dol. Dla porównania w 2025 r. federalne wpływy przypisane samej ropie wyniosły 10,72 mld dol., a łączne wpływy z eksploatacji wszystkich surowców w roku 2026 wyraźnie wzrosły.

To nie tylko ropa, ale również diesel i inne produkty naftowe. Mamy dramatyczny wzrost cen do poziomów 109 dol. za baryłkę. To przekłada się na zyski amerykańskich nafciarzy. Europa, Azja czy Ameryka Południowa kupią każdą ilość diesla – dodaje Zaleski.

Jak wskazuje EIA, Ameryka produkuje dziennie około 5,1 mln baryłek diesla. To wolumen znacznie przekraczający krajowe zapotrzebowanie. Stany Zjednoczone eksportują około 1,5 mln baryłek destylatów dziennie. Wysokie zyski ze sprzedaży amerykańskiego diesla przyczyniały się do wzrostu marż rafineryjnych.

Trump bez ogródek przyznał, że te zyski to "dzięki temu, co dzieje się na Bliskim Wschodzie".

Amerykańsko-izraelski atak na Iran uruchomił całą lawinę problemów na rynku ropy w Zatoce Perskiej:

  • blokada kluczowego szlaku tranzytowego przez cieśninę Ormuz,
  • ograniczenia produkcji przez Arabię Saudyjską, której zakłady, pola naftowe, rurociągi i przepompownie są ostrzeliwane zarówno przez siły irańskie, jak i przez jemeńskich rebeliantów Hutich.

Ameryka gazową potęgą

Zyski płyną również z LNG, czyli płynnego gazu, którego USA są obecnie największym eksporterem. Jak pisaliśmy w money.pl, w efekcie uderzeń Iranu na katarskie instalacje oraz ostrzału przepływających przez kluczowy szlak tankowców średni przepływ LNG przez cieśninę Ormuz w drugim kwartale 2026 r. spadł do zaledwie 22,7 mln m sześc. dziennie, wobec 311,5 mln m sześc. dziennie wcześniej. To spadek o około 93 proc. – wynika z danych amerykańskiej Agencji Informacji Energetycznej (EIA).

Już dziś wiemy, że Katar szybko nie wróci na rynek LNG. Przed konfliktem ten kraj był drugim największym dostawcą LNG na świecie. Teraz spółka QatarEnergy do listopada przedłużyła wobec azjatyckich odbiorców długoterminowy stan siły wyższej, a wobec odbiorców europejskich – do grudnia.

Ograniczenie dostaw z tego regionu zmusiło Europę i Azję do rywalizacji o alternatywny gaz głównie ze Stanów Zjednoczonych. Od rozpoczęcia amerykańsko-izraelskich ataków na Iran eksport skroplonego gazu ziemnego z USA wzrósł o ok. 9,7 proc. – wynika z danych LSEG przytaczanych przez Reutersa.

Z danych Departamentu Energii USA wynika, że średnia cena wywożonego LNG w pierwszych siedmiu miesiącach 2026 r. wyniosła 8,18 dol. za MMBtu. Rok wcześniej było to 7,87 dol. za MMBtu, co oznacza wzrost o ok. 4 proc.

– USA mają bardzo pewnego klienta w postaci Europy; gaz dostarczany na kontynent dotąd głównie gazociągami dziś płynie statkami przede wszystkim z USA. Jednak amerykański gaz kupują też Indie czy Chiny i reszta świata. Amerykanie budują pozycję energetycznego hegemona – podkreśla dr Zaleski.

Od marca do lipca Stany Zjednoczone sprzedały za granicę LNG o wartości ok. 21 mld dolarów. W tym okresie amerykański eksport do Azji wzrósł niemal trzykrotnie – wynika z danych LSEG.

Trump naraża się wyborcom. "Co powiedzą mieszkańcy Pasa Rdzy?"

Z punktu widzenia rosnących dochodów branży naftowo-gazowej faktycznie Trump może się chwalić. Jednak to tylko jedna strona medalu. Drugą są gigantyczne koszty, jakie ponoszą obywatele i pozostałe sektory gospodarki w związku z rekordowo drogim paliwem w USA.

Amerykanie płacą średnio 6,35 dol. za galon oleju napędowego. To poziom bliski historycznemu rekordowi, który padł zaledwie miesiąc temu. Nawet podczas kryzysu energetycznego w 2022 r. paliwo nie było tak drogie jak obecnie. Diesel w USA jest o 73,4 proc. droższy niż rok temu.

Olej napędowy ma kluczowe znaczenie dla Amerykanów, bo napędza nie tylko paliwochłonne samochody, ale też dużą część ciężarówek, maszyn rolniczych, pojazdów budowlanych oraz lokomotyw spalinowych. W efekcie oznacza to wzrost kosztów przewozu towarów, produkcji żywności i realizacji inwestycji. Część tych kosztów przedsiębiorstwa przerzucają na konsumentów, co zwiększa presję inflacyjną.

– Tak, USA zarabiają fortunę na gazie i ropie, ale nie przekłada się to na portfele zwykłych Amerykanów – zaznacza dr Zaleski. – Z bezpośrednich relacji wiem, że ludzie, zwłaszcza w tych biedniejszych rejonach, mieszkańcy Pasa Rdzy, zrzucają się na bak paliwa i przedstawiciele kilku rodzin jadą jednym autem na zakupy, aby zredukować koszty. To realny problem dla tych ludzi – przypomina dr Zaleski.

Pas Rdzy to stany od Michigan, Indiany, Illinois, Ohio po Pensylwanię, w których w czasach świetności biło gospodarcze serce USA z przemysłem ciężkim, hutnictwem, górnictwem i fabrykami samochodów. Kolejne kryzysy spowodowały, że dziś to podupadłe regiony poprzemysłowe. To właśnie do nich odnosił się Trump, walcząc o reelekcję, i to w nich wygrał ze znaczną przewagą w 2024 r.

Obecne badania wskazują na przewagę jego przeciwników nad zwolennikami. Szczególnie wyraźne pogorszenie notowań widać w Wisconsin: poparcie dla niego spadło z 48 proc. w lutym 2025 r. do 38 proc. we wrześniu 2026 r.

Trudno powiedzieć, czy retoryka Trumpa skupiająca się na gospodarce, a szczególnie obraz wielkich zysków gigantów naftowych i gazowych, przy jednoczesnych problemach przeciętnego obywatela przemówi do Amerykanów.

"Moi ludzie powiedzieli mi: proszę o tym nie wspominać, bo ludzie płacą nieco więcej" – zarzekał się Trump na wiecu. Mając jednak świadomość, że kolejne nagłówki z pewnością wypomną mu ten rozdźwięk, stwierdził wprost: Nie obchodzi mnie to, i tak to powiem. Zarabiamy cholerną fortunę!

Wybrane dla Ciebie