ZEA wychodzą z OPEC. Tak tłumaczą decyzję
Rząd Zjednoczonych Emiratów Arabskich (ZEA) poinformował, że od 1 maja rezygnuje z członkostwa w Organizacji Krajów Produkujących Ropę Naftową (OPEC) oraz w OPEC+. Władze ZEA podjęły tę decyzję w reakcji na brak bardziej zdecydowanych działań wobec blokady cieśniny Ormuz przez Iran.
Minister do spraw energii ZEA Suhail Mohamed al-Mazrouei wskazuje w rozmowie z Reutersem, że wycofanie się z OPEC+ to - decyzja polityczna, podjęta po dokładnej analizie obecnej i przyszłej polityki związanej z poziomem produkcji. Dodaje też, że decyzji nie konsultowano z żadnym z regionalnych członków stowarzyszenia. Reuters zwraca przy tym uwagę na brak rozmów z Arabią Saudyjską, uznawaną za nieformalnego lidera OPEC.
ZEA wychodzą z OPEC. Oto powód
Agencja przypomina również, że wcześniej władze w Abu Zabi krytykowały inne kraje arabskie za bierność wobec ataków ze strony Iranu w trakcie trwającej od 28 lutego wojny Izraela i USA przeciwko temu państwu.
Pokazali, co dzieje się w cieśninie Ormuz. Blokada trwa
Od 28 lutego państwa OPEC+ dwukrotnie decydowały o zwiększeniu wydobycia, wśród tych ustaleń znalazł się m.in. wzrost produkcji od 1 maja o 206 tys. baryłek dziennie.
Źródła OPEC+ przyznają jednak, że skala podwyżek jest niewielka w porównaniu z zakłóceniami wywołanymi zamknięciem Ormuzu. Według tych źródeł zwiększenie wydobycia to mniej niż 2 proc. dostaw, które uległy zakłóceniu z powodu zamknięcia cieśniny.
W ocenach większości komentatorów, na które powołuje się Reuters, ważnym czynnikiem decyzji ZEA ma być także zbyt niski limit wydobycia ropy. Rozmówcy agencji podkreślają, że poza strukturami kartelu władzom w Abu Zabi ma być łatwiej osiągnąć przyjęty na 2027 r. poziom produkcji 5 mln baryłek dziennie. Zaznaczają zarazem, że realizacja tego celu wpłynie na obniżenie ceny surowca.
"Przełomowe wydarzenie"
Michael Brown z australijskiej spółki Pepperstone, zajmującej się pośrednictwem na rynkach akcji i innych klas aktywów, ocenia w rozmowie z Reutersem, że decyzja ZEA to "przełomowe wydarzenie dla globalnego rynku energii". Jednocześnie zastrzega, że "krótkoterminowe skutki będą prawdopodobnie stosunkowo ograniczone".
Brown wskazuje też na znaczenie samego transportu, a nie wyłącznie poziomu wydobycia. - Najważniejszym problemem dla rynku ropy naftowej nie jest produkcja, ale faktyczne dostarczanie produktu tam, gdzie jest potrzebny - podkreśla.
Kwestia transportu przez cieśninę Ormuz stała się w ostatnim czasie kluczowym elementem amerykańsko-irańskich negocjacji dotyczących zakończenia wojny. Wywołane konfliktem zakłócenia w dostawach surowca oraz wzrost cen na świecie miały jednocześnie zepchnąć na dalszy plan temat irańskiego programu nuklearnego, który według władz Izraela był głównym powodem rozpoczęcia wojny.