Złoto z nowym z rekordem. 5000 dolarów za uncję na horyzoncie?
Cena złota przebiła barierę 4600 dolarów za uncję, napędzana próbą podważania niezależność Fed przez administrację Donalda Trumpa oraz wstrząsami geopolitycznymi w Wenezueli i Iranie. Eksperci Saxo Banku w rozmowie z money.pl prognozują rychły marsz kruszcu ku 5000 dolarów.
Początek 2026 roku na rynkach towarowych stoi pod znakiem ekstremalnej zmienności i spektakularnych rekordów. Notowania złota, uznawanego za tradycyjną bezpieczną przystań w czasach chaosu, przebiły w poniedziałek 12 stycznia psychologiczną barierę 4600 dolarów za uncję. W szczytowym momencie sesji cena spot osiągnęła poziom 4629,94 dolara, co oznacza wzrost o 2 proc. w skali jednego dnia i aż 6 proc. w ciągu zaledwie pierwszych trzynastu dni nowego roku.
Ten gwałtowny rajd jest bezpośrednią kontynuacją trendu z 2025 roku, w którym kruszec zyskał na wartości rekordowe 64 proc., odnotowując po drodze aż 53 historyczne maksima. Obecna sytuacja na rynku metali szlachetnych - niespotykana od niemal pół wieku - nie jest jednak wynikiem czystej spekulacji. Lecz splotem dramatycznych wydarzeń politycznych w Waszyngtonie oraz eskalacji napięć w kluczowych regionach świata.
Głównym katalizatorem ostatnich wzrostów stał się otwarty konflikt na linii Biały Dom – Rezerwa Federalna. Inwestorzy z niepokojem śledzą doniesienia o dochodzeniu prokuratorskim wymierzonym w szefa Fed, Jerome’a Powella. Sprawa dotyczy wartych 2,5 mld dolarów renowacji siedziby głównej banku centralnego w Waszyngtonie oraz treści zeznań Powella przed Kongresem. Sam przewodniczący Fed w oświadczeniu wideo wprost zasugerował, że działania te są formą politycznej presji ze strony prezydenta Donalda Trumpa, który od dawna domaga się agresywniejszych cięć stóp procentowych. Rynek odczytuje to jako bezpośrednie zagrożenie dla niezależności najważniejszej instytucji finansowej świata.
Wielki powrót polskiej marki. Prezes ujawnia, co go uratowało
Geopolityczny wstrząs i prognozy ekspertów
Sytuację rynkową dodatkowo podgrzewają wydarzenia na arenie międzynarodowej. Początek roku przyniósł amerykańską operację wojskową w Wenezueli, która zakończyła się pojmaniem prezydenta Nicolasa Maduro. Choć akcja ta wydaje się zmierzać ku szybkiemu rozstrzygnięciu, sam fakt jej przeprowadzenia, w połączeniu z nowymi napięciami w Iranie oraz zaskakującymi deklaracjami Donalda Trumpa dotyczącymi przejęcia kontroli nad Grenlandią, stworzył atmosferę głębokiej niepewności.
W rozmowie z money.pl sytuację tę analizuje Ole Hansen, dyrektor ds. strategii surowców w Saxo Bank, który wskazuje na fundamentalne zmiany w postrzeganiu metali inwestycyjnych. Ekspert nie ma wątpliwości, że obecne warunki sprzyjają dalszej aprecjacji kruszców, a granica 5000 dolarów jest bliżej, niż zakładały to jeszcze niedawno najbardziej optymistyczne scenariusze.
Złoto i srebro również rozpoczęły rok mocno, odzwierciedlając mieszankę hedgingu geopolitycznego, przepływów finansowych i strukturalnych motywów inwestycyjnych - mówi Ole Hansen.
Jego zdaniem rosnące ryzyko geopolityczne związane z Wenezuelą i Iranem pobudziło popyt na złoto jako bezpieczną przystań, podczas gdy ponowna krytyka Rezerwy Federalnej przez administrację USA wzbudziła obawy o jej niezależność. Dopóki świat pozostaje tak zdestabilizowany – z deglobalizacją i zmienną polityką Białego Domu – perspektywy dla metali inwestycyjnych przy ograniczonej podaży są korzystne.
Utrzymujemy pogląd, że złoto może osiągnąć poziom 5 000 dol. w tym roku - być może szybciej niż w IV kwartale - a srebro może zmierzać w kierunku 100 dol., wspierane silnym popytem finansowym i spekulacyjnym, który jeszcze bardziej zwiększy trwający od roku deficyt podaży - podkreśla dyrektor w Saxo Banku.
Perspektywa osiągnięcia pułapu 5000 dol. za uncję jeszcze w pierwszej połowie 2026 roku jest podzielana przez analityków HSBC, którzy zwracają uwagę na rosnące deficyty fiskalne USA jako kluczowy czynnik długoterminowy.
Nie tylko złoto bije rekordy. Srebro, często nazywane "złotem dla ubogich", osiągnęło w poniedziałek historyczny poziom 86,22 dolara za uncję. W jego przypadku wzrosty są jeszcze bardziej imponujące - w całym 2025 roku metal ten podrożał o 147 proc. Srebro korzysta na podwójnej roli: z jednej strony jest aktywem monetarnym, z drugiej kluczowym surowcem przemysłowym.
Ole Hansen zauważa, że srebro korzysta zarówno ze swojej roli monetarnej, jak i przemysłowej, powiązanej z elektryfikacją i popytem na energię słoneczną. Ekspert dodaje jednak ostrzeżenie dla sektora produkcyjnego.
W pewnym momencie odbiorcy przemysłowi zaczną szukać substytutów ze względu na rosnące koszty srebra, ale prawdopodobnie nie jesteśmy jeszcze na etapie, gdzie spadek popytu stanie się negatywnym czynnikiem - zauważa ekspert.
Obecnie rynek boryka się z wąskimi gardłami w zdolnościach rafineryjnych i strukturalnym deficytem podaży, co przy mniejszej płynności rynku srebra w porównaniu do złota, dodatkowo potęguje gwałtowność ruchów cenowych.
Fundamenty popytu i nowa rzeczywistość rynkowa
Za rekordowymi cenami stoją konkretne przepływy kapitałowe. Banki centralne na całym świecie, dążąc do dywersyfikacji rezerw i uniezależnienia się od dolara, kontynuują zakupy kruszcu. Chiński bank centralny przedłużył swoją passę zakupową do czternastego miesiąca z rzędu, zwiększając posiadane zasoby do ponad 74 mln uncji. Równolegle obserwujemy gigantyczny powrót inwestorów do funduszy ETF zabezpieczonych fizycznym złotem.
W 2025 roku napływy do tych instrumentów wyniosły rekordowe 89 mld dolarów. Zasoby największego na świecie funduszu tego typu, SPDR Gold Trust, osiągnęły pod koniec grudnia poziom 1073,41 ton metrycznych, co jest wynikiem nienotowanym od ponad trzech lat. Inwestorzy instytucjonalni i indywidualni zdają się akceptować wysokie ceny, obawiając się, że bezczynność może kosztować ich znacznie więcej w obliczu postępującej erozji zaufania do tradycyjnych walut.
Sytuacja na rynku metali szlachetnych rzutuje również na szeroki rynek finansowy i nastroje konsumenckie. Podczas gdy złoto drożeje, Wall Street i europejskie parkiety wykazują oznaki zdenerwowania. Brytyjski indeks FTSE 100, który niedawno przekroczył historyczną barierę 10 000 punktów, w poniedziałek wyhamował wzrosty. Szczególnie ucierpiały akcje sektora bankowego, w tym Barclays, co wiąże się z kolejną kontrowersyjną zapowiedzią Donalda Trumpa. Prezydent USA wezwał do wprowadzenia od 20 stycznia sztywnego limitu oprocentowania kart kredytowych na poziomie 10 proc., argumentując, że Amerykanie są "wyzyskiwani" przez banki.
Robert Kędzierski, dziennikarz money.pl