Limit alkoholu na lotniskach? Odpowiada szefowi Ryanaira. "Może zakaz w samolotach?"
To jest nie do zrobienia – mówi money.pl Andrzej Miłaszewicz, dyrektor zarządzający ds. operacji i rozwoju, Lagardère Travel Retail w Polsce. Pytamy go o postulat Michaela O'Leary'ego, szefa Ryanaira, który limitem alkoholu na lotniskach chce walczyć z problematycznymi pasażerami. Ma inną propozycję.
Michael O'Leary, prezes Ryanaira, chciałby wprowadzenia limitu sprzedaży alkoholu na lotniskach, na przykład do dwóch drinków na osobę. – Pasażerowie piją jeszcze przed startem, niektórzy już na lotnisku upijają się, a na dodatek zażywają inne substancje – stwierdził kilka tygodni temu w wywiadzie dla money.pl. O ten pomysł pytamy Andrzeja Miłaszewicza, dyrektora zarządzającego ds. operacji i rozwoju w Lagardère Travel Retail w Polsce.
Marcin Walków, money.pl: Michael O’Leary, prezes Ryanaira, postuluje limit sprzedaży alkoholu na lotniskach. Tak chce walczyć z problematycznymi i agresywnymi pasażerami w samolotach. Co pan na to?
Andrzej Miłaszewicz, dyrektor zarządzający ds. operacji i rozwoju, Lagardère Travel Retail w Polsce: Trudno mi wyobrazić sobie realizację tego postulatu. Jak go wyegzekwować na lotniskach? To jest nie do zrobienia. Były już pomysły, aby zakazać sprzedaży papierosów i wyrobów tytoniowych na lotniskach, bo WHO próbowało udowodnić branży tezę, że sprzedaje się tym kanałem ich niekontrolowane ilości, nawet produkty nielegalne. To jest niedorzeczność, bo nie ma bardziej kontrolowanego rynku niż lotniska.
Zakupy są ewidencjonowane poprzez karty pokładowe i systemy sprzedaży, również same dostawy produktów akcyzowych są rejestrowane i kontrolowane przez właściwe Służby Celne. Musieliśmy jako branża przedstawić to w Komisji Europejskiej, by udowodnić, że to jest bardzo kontrolowany sektor. I udało się.
Dlaczego woda na lotnisku jest droższa niż w sklepie?
Może trzeba skanować kartę pokładową pasażera w gastronomii i jeśli skorzystał już z dwóch drinków, to nie sprzedawać kolejnych?
Skąd wiemy, że dwa drinki to jeszcze okej, a trzy już nie? To może tylko jeden? Albo dwa wina, ale jeśli piwo – to cztery? Czy to sposób na to, aby pasażerowie kupowali więcej alkoholu na pokładzie samolotu?
O’Leary twierdzi, że nie.
A może właśnie trzeba zakazać alkoholu w samolotach? Żartobliwie skomentuję, podczas lotu mamy do czynienia z różnicą ciśnień, procenty trochę szybciej uderzają do głowy. Osób nietrzeźwych nie powinno się w ogóle wpuszczać na pokład samolotu – bardziej stanowcze decyzje przy gate’ach mogłyby rozwiązać ten problem.
Czy nocna prohibicja w Warszawie zmieni coś na Lotnisku Chopina?
Nie. W Gdańsku od 1 września 2025 roku nocna prohibicja już obowiązuje, port lotniczy jest z tego wyłączony – jak w każdym innym mieście, gdzie wprowadzono takie przepisy. Nie ma tego tematu.
Dlaczego?
To jest inna sytuacja zakupowa. "Na mieście" klient podejmuje decyzję, kiedy kupuje alkohol. Jeśli nie może tego zrobić po godz. 22, zaopatruje się wcześniej. Na lotnisku znajduje się nieco "z przymusu", w tym sensie, że to nie on decyduje, kiedy odlatuje samolot i kiedy dokona zakupu.
Jeśli kupuje butelkę alkoholu w sklepie, to nie wypije jej ani na lotnisku, ani na pokładzie samolotu. Konsumpcja alkoholu wniesionego na pokład jest zabroniona. Zakupiona na lotnisku butelka musi wylecieć.
A jeśli lot jest odwołany? Widziałem w sklepie Duty Free informację, że w razie pozostania na ziemi, pasażer ma obowiązek zwrócić zakupy.
To prawda, szczególnie, gdy mowa o towarach akcyzowych. Alkohol bez banderoli, czyli znaku akcyzy, w ogóle nie może zostać wprowadzony do obrotu na rynku wewnętrznym. Jego obecność jest tam wykluczona.
Co innego perfumy i kosmetyki albo słodycze, które można też kupić w naszych sklepach nawet po przylocie, nie wychodząc ze strefy zastrzeżonej. Z tego samego względu w sklepach Duty Free oferujemy wybraną selekcję produktów ze znakami akcyzy, bo tylko takie można kupić na lotach krajowych i po przylocie. Inne, te bez znaku akcyzy – tylko wtedy, gdy wylatujemy poza granice Polski.
Gdyby pasażer kupił butelkę alkoholu bez znaku akcyzowego, lecąc do Krakowa czy Gdańska, to w myśl przepisów, wprowadziłby ją na rynek wewnętrzny produkt bez należnej akcyzy. To sprzeczne z ustawą.
Rozmawiał Marcin Walków, dziennikarz i wydawca money.pl