Orlen obniża marże. Ekspert tłumaczy. Ucierpią mniejsze stacje
Orlen deklaruje, że niemal całkowicie zrezygnował z detalicznej marży na paliwach sprzedawanych na swoich stacjach. Koncern tłumaczy decyzję gwałtownym wzrostem cen ropy po atakach Izraela i USA na Iran. Jak słyszymy jednak, takie działania mogą uderzyć w niezależne stacje.
Orlen poinformował w poniedziałek, że w obliczu gwałtownego wzrostu cen ropy na rynkach światowych niemal całkowicie zrezygnował z marży detalicznej na paliwach sprzedawanych na swoich stacjach. Jak przekazało biuro prasowe spółki w odpowiedzi na pytania PAP, średnia marża detaliczna na litrze oleju napędowego w 2025 r. wynosiła około 25 groszy powyżej progu rentowności. Nie był to oficjalny komunikat giełdowy.
"W związku z gwałtownymi wzrostami cen paliw na rynkach światowych niemal całkowicie zrezygnowaliśmy ze stosowania tej marży, redukując ją niemal do zera" – poinformował koncern.
Decyzja zapadła po wyraźnym skoku cen ropy na światowych rynkach. Przed rozpoczęciem ataków Izraela i Stanów Zjednoczonych na Iran baryłka ropy Brent kosztowała mniej niż 70 dolarów. W poniedziałek rano jej cena sięgała już około 117 dolarów, a po południu stabilizowała się w pobliżu poziomu 100 dolarów.
"Jesteśmy w szczęśliwej sytuacji". Mówi, jak będzie wyglądało życie naszych wnuków
Od momentu rozpoczęcia wojny na Bliskim Wschodzie ceny paliw w hurcie w Polsce zaczęły szybko rosnąć. Atak USA i Izraela na Iran rozpoczął się 28 lutego, a w kolejnych dniach rynek paliw reagował na rosnące napięcia w regionie i wzrost notowań ropy na świecie.
Dane dotyczące hurtowych cen oleju napędowego pokazują wyraźny trend wzrostowy. 27 lutego litr diesla kosztował 4,78 zł, a dzień później 4,81 zł. Po wybuchu konfliktu w basenie Zatoki Perskiej ceny zaczęły szybko rosnąć: 3 marca było to 5,24 zł, 4 marca 5,68 zł, 5 marca 5,76 zł, 6 marca 6,15 zł, 7 marca 6,30 zł, a 10 marca już 6,36 zł za litr. Oznacza to wzrost o ponad 1,5 zł na litrze w niespełna dwa tygodnie.
W przypadku benzyny Pb95 to rozstrzał między 4,47 zł 28 lutego a 5,27 zł 10 marca.
Jak działają marże na rynku paliw
Ekspert rynku paliwowego Dawid Czopek w rozmowie z money.pl zwraca uwagę, że w działalności koncernu funkcjonuje kilka różnych rodzajów marż.
Pierwsza to marża rafineryjna, wynikająca z procesu przerobu ropy na gotowe paliwo. Druga to tzw. premia lądowa, czyli różnica między cenami krajowymi a notowaniami na rynkach światowych. Trzecią jest marża detaliczna, czyli różnica między ceną hurtową a ceną na stacji – tłumaczy Czopek.
Jak dodaje, to właśnie ta ostatnia marża wynosi zwykle około 20–30 groszy na litrze paliwa.
– To marża, która wynika z różnicy między ceną hurtową a ceną dla kierowców na stacji. Z mojej interpretacji wynika, że deklaracja Orlenu oznacza rezygnację właśnie z tej marży detalicznej, czyli sytuację, w której cena hurtowa i cena na stacji będą praktycznie takie same – mówi Czopek.
Jak z kolei wskazała w rozmowie z money.pl, Urszula Cieślak, starsza analityczka rynku paliw Reflex, z dostępnych danych wynika, że Orlen faktycznie ograniczył marżę detaliczną na paliwach.
Ceny hurtowe to jedno, ale trzeba pamiętać, że funkcjonuje jeszcze system upustów i rabatów na bazach paliw. W praktyce trudno więc dokładnie powiedzieć, jaka jest rzeczywista cena zakupu dla konkretnej stacji Orlenu i czy marża detaliczna faktycznie wynosi zero, czy jest nieco wyższa. Biorąc jednak pod uwagę obecny poziom cen na stacjach, wydaje się, że spółka rzeczywiście znacząco ją ograniczyła – ocenia Cieślak.
Problem dla mniejszych stacji
Taka strategia może mieć jednak skutki dla mniejszych, niezależnych stacji paliw.
– Zakładam, że trzeba było coś zrobić, bo taka była potrzeba chwili. Orlen zarabia dziś przede wszystkim na przerobie ropy i są to znaczące pieniądze. Do tej pory dodatkowo zarabiał też na sprzedaży detalicznej na stacjach. Jeśli z tej marży zrezygnuje, to będzie miał po prostu trochę mniejsze zyski – wskazuje Dawid Czopek.
– Wyobraźmy sobie właściciela stacji w niewielkiej miejscowości, który musi konkurować z pobliskim Orlenem. Jeśli koncern obniży marże do zera i dodatkowo zastosuje promocje, taka niezależna stacja może mieć ogromny problem z konkurowaniem – zauważa.
Jego zdaniem, jeśli taka sytuacja utrzyma się przez dłuższy czas, część mniejszych stacji może nie wytrzymać presji cenowej.
– Wtedy może się okazać, że niektóre z nich po prostu znikną z rynku. Dla mieszkańców mniejszych miejscowości oznaczałoby to konieczność dojazdu do większych stacji, a w praktyce także mniejszą konkurencję na rynku – podsumowuje.
Magda Żugier, dziennikarka money.pl