Początek lipca przyniósł skokowy wzrost kosztów tankowania. Wynika to z zakończenia pakietu "Ceny, Paliwa, Niżej", czyli rządowej osłony, która miała zamortyzować skutki drożejących paliw po wybuchu wojny na Bliskim Wschodzie. Po wypracowaniu ram porozumienia ceny ropy spadły w okolice 70 dolarów za baryłkę, co stało się dla rządu sygnałem, by zakończyć osłony podatkowe na paliwa.
Ceny paliw. Coraz bliżej przebicia 7 zł za litr
Od lipca przy tankowaniu ponownie płacimy 23 proc. VAT, nie ma też ustalanych odgórnie cen maksymalnych paliw. Już pierwszego dnia benzyny i diesel poszły w górę o ok. 80 groszy, a miejscami nawet o złotówkę. Może się okazać, że to nie koniec wzrostów cen.
W pierwszym tygodniu lipca baryłka ropy Brent podrożała z 70 do 73 dolarów we wtorek. W "hurcie" Orlen wykazał 7 lipca cenę 5409 złotych za metr sześcienny benzyny 95-oktanowej i 5556 zł za msz. diesla. To o 80 zł więcej w przypadku benzyny i 60 zł więcej w przypadku oleju napędowego niż na początku miesiąca.
"Elektryki" zyskają na popularności? "Mówię to jako prezes firmy naftowej"
Jeśli trend się utrzyma, to wkrótce wszystkie kluczowe paliwa (benzyny 95, 98 i diesel) będą kosztowały powyżej 7 zł za litr. To dla tankujących zupełnie nowy obraz od kiedy "pakiet CPN". We wtorek w Warszawie widzieliśmy na stacji paliw benzynę po 6,79 zł, a diesla po 6,99 zł. Benzyna 98-oktanowa jest wyraźnie droższa i kosztuje 7,59 zł za litr.
Są jednak miejsca, w których wciąż można wyraźnie zaoszczędzić. To np. stacje paliw przy hipermarketach Leclerc. Choć i tutaj widać rozróżnienie - w Zielonej Górze jest to dziś 6,41 zł za litr, w Gliwicach 6,49 zł, ale już w Gdańsku to 6,62 zł. W przypadku diesla jest to rozrzut od 6,52 zł (Zielona Góra) do 6,79 zł (Warszawa).
Źródło: money.pl.