"To nie będzie drugi Radom". PGL broni projektu nowego przewoźnika cargo

Samolot towarowy dziś może latać z Polski, a jutro w dowolnym innym miejscu na świecie – mówi money.pl Dariusz Sobczyński, ekspert Polskiej Grupy Lotniczej. PGL chce rozwijać lotniczy przewóz cargo i zapewnia, że projekt "nie będzie drugim Radomiem", gdzie wybudowano nierentowne lotnisko. Na razie w ekspansji ma pomóc jeden towarowy Boeing 777F z rynku wtórnego. Branża jest sceptyczna wobec tego pomysłu.

Dariusz Sobczyński, ekspert PGL, przekonuje, że nowy przewoźnik cargo ma sens biznesowyDariusz Sobczyński, ekspert PGL, przekonuje, że nowy przewoźnik cargo ma sens biznesowy
Źródło zdjęć: © materiały prasowe | Boeing, PSNM, ZipZapic.com • Zdjęcie wygenerowane przy pomocy AI
Marcin Walków
  • Jeden towarowy Boeing 777F z rynku wtórnego – jak dowiaduje się money.pl, to początkowy plan Polskiej Grupy Lotniczej na nowego przewoźnika cargo, który ma być niezależny od LOT-u.
  • Branża logistyczna wątpi w uzasadnienie tego projektu. Zwraca uwagę, że sam samolot nie wystarczy do wykreowania popytu, a LOT od lat nie kupuje frachtowców ze względu na duże ryzyko.
  • – Nikt nie mówi, że będzie łatwo. Jesteśmy gotowi podjąć decyzję i związane z tym ryzyko, bo z naszych analiz wynika, że jest biznesowo opłacalne. Chcemy powalczyć o ten rynek. I nie możemy czekać do momentu otwarcia Portu Polska – mówi Dariusz Sobczyński, ekspert Polskiej Grupy Lotniczej, pracujący nad tym projektem.
  • – LOT przewozi towary na obsługiwanych przez siebie trasach pasażerskich. Frachtowiec jest od takiej stałej siatki połączeń niezależny. Może obsługiwać te rynki przemysłowe i towarowe, których LOT w swojej siatce połączeń nie ma – dodaje.

Polska Grupa Lotnicza jest właścicielem 30,7 proc. akcji Polskich Linii Lotniczych LOT; pozostałe należą bezpośrednio do Skarbu Państwa. W ramach ogłoszonej pod koniec września nowej strategii na lata 2026–2032 PGL chce wejść w segment przewozów all-cargo i kupować samoloty towarowe, niezależnie od Polskich Linii Lotniczych LOT.

Branżowi eksperci skrytykowali ten pomysł. W ich rozmowach z money.pl pojawiły się nawet porównania tego projektu do "drugiego Radomia, ale na kółkach". Jeden z ich kluczowych zarzutów to fakt, że sam zakup samolotu nie wystarczy do stworzenia popytu. A kluczem do rentowności frachtowca są zakontraktowane wolumeny, czyli ilości ładunków przewożonych na powtarzalnych trasach.

– Chcę to powiedzieć z całą stanowczością: w Polskiej Grupie Lotniczej nie ma miejsca na improwizację, działanie pod wpływem emocji czy decyzje podejmowane "na wariata". Każdy krok w projekcie all-cargo to wynik ponadrocznych, rygorystycznych analiz rynkowych, audytowalnych modeli finansowych oraz specjalistycznych ekspertyz przygotowanych we współpracy z doradcami branżowymi. Nikt nie kupuje samolotu w ciemno z nadzieją, że popyt sam się pojawi – mówi money.pl Dariusz Sobczyński, ekspert PGL, który uczestniczy w projekcie rozwijania zdolności all-cargo Grupy. To doświadczony kapitan samolotów pasażerskich i towarowych, instruktor, inżynier i menedżer.


DLA CIEBIE
Biznes od środka x Mbank

Sobczyński podkreśla, że podstawą dla projektu PGL będzie "zweryfikowany biznesplan, dialog z kluczowymi nadawcami towarów w Europie Środkowo-Wschodniej oraz zdywersyfikowany portfel zakontraktowanych wolumenów i powtarzalnych przewozów". – To chłodna, inżynierska i biznesowa kalkulacja – przekonuje.

– Frachtowiec, jeśli akurat nie ma stałych kontraktów, może być wykorzystywany do świadczenia komercyjnych usług w formule ACMI (czarter z załogą, obsługą techniczną i ubezpieczeniem), dla choćby takich gigantów jak DHL Express, i wtedy dalej zarabia. Popyt na świecie jest strukturalny i wysoki, szczególnie na towarowe samoloty szerokokadłubowe dalekiego zasięgu, co gwarantuje wysoki stopień wykorzystania maszyny i ciągłość przychodów – dodaje.

"Logistyczna suwerenność państwa". Chcą latać towarowym Boeingiem 777

– Plan zakłada pozyskanie Boeinga 777F z rynku wtórnego. To relatywnie młody samolot, obecny na rynku od kilkunastu lat, nowoczesny. Czas oczekiwania na nową maszynę prosto z fabryki to 5–6 lat, co zablokowałoby rozwój polskich zdolności cargo. Maszyna z rynku wtórnego pozwala natychmiast odpowiedzieć na zapotrzebowanie rynku. Kolejne samoloty, również nowe, pojawią się wtedy i tylko wtedy, gdy będzie to biznesowo opłacalne i uzasadnione zabezpieczonymi kontraktami handlowymi – dodaje nasz rozmówca.

Boeing 777F to towarowa wersja największego dwusilnikowego samolotu pasażerskiego na świecie. Przy maksymalnym załadunku jego zasięg to ponad 9 tys. km, a z lżejszym ładunkiem poleci jeszcze dalej. Dla porównania, wariant pasażerski obsługuje trasy nawet do 17 tys. km. Na podstawie informacji o zawartych w ostatnim czasie kontraktach, katalogowa wartość nowego towarowego Boeinga 777F to nawet 500 mln dol. Używany lub po konwersji z samolotu pasażerskiego może kosztować nawet pięciokrotnie mniej.

Boeing 777 Freighter
Boeing 777 Freighter zadebiutował w 2009 r. Ma 63 m długości i blisko 65 m rozpiętości skrzydeł. © materiały prasowe | Boeing

Na rynku są już trzy polskie firmy oferujące transport ładunków samolotami towarowymi:

  • SkyTaxi – działająca od 2000 r., z trzema Boeingami 767F,
  • Warsaw Cargo – funkcjonująca od lata 2024 r., z jednym Airbusem A321F,
  • SprintAir – funkcjonująca od 2004 r., z turbośmigłowymi towarowymi ATR-ami i Saabami.

Ekspert PGL zwraca uwagę, że każda z nich lata mniejszymi maszynami niż ta, którą chce pozyskać państwowa spółka.

– Towarowy Boeing 767 zabierze maksymalnie 55 ton ładunku (starsze egzemplarze około 40 ton – przyp. red.), a Boeing 777F nawet 102 tony. B767F bez dodatkowego tankowania poleci do Nowego Jorku, ale już nie do Vancouver czy Chin. Tymczasem "trzy siódemki" dolecą bezpośrednio w niemal dowolne miejsce na świecie. Ten samolot daje po prostu bezpośredni, konkurencyjny korytarz transportowy, łączący Polskę z rynkami zaopatrzenia na świecie, eliminując kosztowny tranzyt przez porty zachodnioeuropejskie i budując logistyczną suwerenność państwa – przekonuje Sobczyński.

Projekt cargo w PGL. Dlaczego nie w ramach LOT?

Ale branża zwraca uwagę, że gdyby przewozy all-cargo były tak atrakcyjnym biznesem, to Polskie Linie Lotnicze LOT już by je oferowały. Tymczasem narodowy przewoźnik zakup frachtowców w najbliższej przyszłości konsekwentnie wyklucza ze względu na ryzyka biznesowe.

– Jeśli przyjmiemy, że ekwiwalentem jednego towarowego Boeinga 777 jest ładowność pod pokładem sześciu lub siedmiu pasażerskich Dreamlinerów, to plan rozwoju naszej floty samolotów szerokokadłubowych zabezpiecza potrzeby polskiego rynku w zakresie cargo. Dyskusja publiczna nie zawsze uwzględnia pełny obraz kosztów i ryzyk. My mamy to wszystko policzone i dlatego wypowiadamy się bardzo oszczędnie na ten temat – mówił w lipcu money.pl Michał Grochowski, dyrektor Biura Cargo i Poczty w PLL LOT.

Polska Grupa Lotnicza przekonuje, że siedem ładowni pod pokładem Dreamlinerów to nie to samo co pojemność "trzech siódemek".

– Porównywanie łącznej pojemności ładowni podpokładowych floty pasażerskiej Boeing 787 z możliwościami pełnego frachtowca Boeing 777F to błąd metodologiczny. W maszynie pasażerskiej barierą są wąskie luki załadunkowe oraz rygorystyczne przepisy IATA DGR (dotyczące materiałów niebezpiecznych – przyp. red.), chroniące podróżnych. Jest mnóstwo towarów, które nie mogą być przewożone pod pokładem pasażerskim. To samodzielne baterie litowo-jonowe, materiały łatwopalne i niebezpieczne, ale również materiały podwójnego zastosowania (dual-use) czy sprzęt obronny. Dziś ten lukratywny segment w całości obsługują przewoźnicy zagraniczni. Celem PGL jest zatrzymanie tych przychodów i marży w Polsce – podkreśla jej ekspert.

Odpiera też zarzut, że nowy przewoźnik może być zagrożeniem dla LOT-u, konkurując z nim o tych samych klientów i te same ładunki. Wyjaśnia, że belly cargo i all-cargo nie stoją do siebie w opozycji, tylko się uzupełniają. Dowodem są Lufthansa Cargo, Air France KLM Martinair Cargo czy Emirates Cargo, które oferują i jedno, i drugie.

– LOT przewozi towary na obsługiwanych przez siebie trasach pasażerskich. Frachtowiec jest od takiej stałej siatki połączeń niezależny. Może obsługiwać te rynki przemysłowe i towarowe, których LOT w swojej siatce połączeń nie ma. Dlatego będzie to oferta komplementarna, a nie konkurencyjna dla narodowego przewoźnika. Budujemy synergię, a nie wewnętrzną rywalizację. – przekonuje Sobczyński w rozmowie z nami.

Frachtowce w LOT dopiero po otwarciu CPK? "To będzie za późno"

Ale sytuacja może się zmienić po otwarciu nowego lotniska w Baranowie. LOT nie wyklucza bowiem, że w przyszłości frachtowce w jego flocie się pojawią. I to właśnie Port Polska – jak przewidują eksperci Banku Gospodarstwa Krajowego – może być solidnym impulsem do rozwoju przewozów towarowych, również w formule all-cargo. Otwarcie Portu Polska planowane jest na 2032 r.

To będzie za późno. Jeśli podejmiemy ten temat za pięć, 10 czy 15 lat, wszystkie karty dawno będą już rozdane. Zgadzam się, że można dyskutować o kosztach, modelu i poszczególnych aspektach tego projektu, ale nie z krytyką samej potrzeby posiadania zdolności przewożenia dużego cargo w blisko 40-milionowym kraju, będącym członkiem NATO i Unii Europejskiej, i uniezależnienia od firm zewnętrznych. Odkładanie wejścia w rynek all-cargo do momentu otwarcia Portu Polska byłoby kardynalnym błędem strategicznym. Za kilka lat łańcuchy dostaw i kontrakty wolumenowe w tej części Europy zostaną trwale zabetonowane przez konkurencję. Aby nowy hub centralny mógł od pierwszego dnia generować wysokie wolumeny cargo, tę masę krytyczną, bazę klientów, relacje agencyjne oraz certyfikowane procedury operacyjne musimy zbudować już teraz

– stwierdza Dariusz Sobczyński, ekspert Polskiej Grupy Lotniczej, w rozmowie z money.pl. 

Trudno będzie jednak postawić frachtowiec na warszawskim Lotnisku Chopina – największym porcie lotniczym w kraju i hubie. Stołeczne lotnisko jest coraz bardziej zakorkowane, ma zakaz rozkładowych operacji w porze nocnej. Zaplanowana rozbudowa ma zwiększyć możliwości obsługi pasażerów z 22 do maksymalnie 40 mln rocznie.

– Oczywiście, nikt nie mówi, że będzie łatwo. Jesteśmy gotowi podjąć decyzję i związane z tym ryzyko, bo z naszych analiz wynika, że jest biznesowo opłacalne. Chcemy powalczyć o ten rynek. I nie możemy czekać do momentu otwarcia Portu Polska. Są w Polsce lotniska, takie jak choćby Katowice, dobrze skomunikowane drogowo, bez ograniczeń operacji w porze nocnej, która jest najbardziej atrakcyjna dla samolotów all cargo i logistyki e-commerce. Powinniśmy już dziś budować masę krytyczną dla rynku all cargo w Baranowie, tak jak LOT buduje masę krytyczną ruchu przesiadkowego na Okęciu, z którą przejdzie na nowe lotnisko – podkreśla nasz rozmówca.

Jeszcze jeden aspekt

Radosław Stępień, prezes Polskiej Grupy Lotniczej, w wywiadzie dla serwisu WNP podkreślał aspekt dual use tego projektu, czyli możliwość podwójnego użytkowania – w celach cywilnych, ale również na potrzeby szybkiego reagowania. Branża zwracała uwagę, że państwo nie musi posiadać frachtowca na własność, by w sytuacji kryzysowej móc z niego korzystać. Może zawrzeć takie kontrakty z podmiotami działającymi już na rynku.

– W kontekście dual use celem nie jest samo posiadanie takiego samolotu, który zaparkowany będzie czekał na kryzys. Realizując w 100 proc. komercyjne zadania, ma zapewnić możliwość dostaw w krytycznych sytuacjach – szybko, bez czekania na wolną maszynę zewnętrznego przewoźnika i po kosztach, a nie w cenach rynkowych. Te w czasie kryzysu są kilkukrotnie wyższe niż w normalnych warunkach. Dual use nie jest wymówką, by dopisywać wątek patriotyczny do słabego biznesplanu – dodaje Dariusz Sobczyński w rozmowie z nami.

Wybrane dla Ciebie