Mocne słowa Michty. "Wojna w Europie, jeśli będzie, będzie krótka"
- Kiedy idę przez Waszyngton, czasami żartuję, że potykam się o niemieckie fundacje - mówi w "Biznes Klasie" Andrew Michta, politolog związany z Hamilton School na Uniwersytecie Florydy i Atlantic Council. Według niego nie do zrozumienia jest fakt, że Polska nie ma wciąż ambasadora w USA, tylko chargé d’affaires.
Prof. Andrew Michta, związany z Hamilton School na Uniwersytecie Florydy i Atlantic Council, nie zostawia wątpliwości: bezpieczeństwo Polski nie jest dziś tematem wyłącznie wojskowym. To także kwestia gospodarki, przemysłu, dyplomacji i zdolności państwa do działania poza bieżącym sporem politycznym.
- Poza tym, tutaj trochę skrytykuję Europejczyków, przez 30 lat Europa sobie po prostu odprawiała wakacje od historii. Przez to Niemcy przede wszystkim rozłożyli Bundeswehrę zupełnie na łopatki – ocenia.
Polska jako hub. "Tu są potrzebne permanentne amerykańskie instalacje"
W rozmowie dużo miejsca zajmuje rola Polski. Michta wskazuje, że Niemcy nie są już krajem frontowym takim jak w czasie zimnej wojny. W jego ocenie takim punktem stała się dziś Polska.
- To, że mamy bazy amerykańskie w Niemczech, wynika z tego, że Niemcy były dosłownie punktem kontaktowym. Takim punktem jest teraz Polska. Polska jest tym hubem. Stąd ja od dłuższego czasu opowiadam się za tym, że tutaj są potrzebne permanentne amerykańskie instalacje i wydaje mi się, że jest na to szansa – mówi.
Chodzi o stałe bazy NATO, w których żołnierze służyliby i żyli z rodzinami, a wokół powstałaby infrastruktura szkół, sklepów i codziennych relacji z lokalną społecznością. Jak tłumaczy, rotacyjna obecność jest mniej korzystna dla wojska. Do tego potrzebne są nie tylko inwestycje, ale także specjalne warunki socjalne i prawne. Michta wskazuje, że stałe bazy to nie tylko obecność wojskowa, ale też system przywilejów i codziennych relacji, który przez lata wyrósł wokół amerykańskiej obecności w Niemczech.
Status of Forces Agreement (SOFA), który reguluje relacje niemieckiego rządu z wojskiem amerykańskim, to są różnego rodzaju przywileje. Samochody, na przykład kiedy ja tam pracowałem, mój samochód miał niemiecką tablicę rejestracyjną, ale to była amerykańska tablica w tym sensie, że gdyby mnie policja zatrzymała na ulicy, to by im to wyszło w systemie. Wszelkiego rodzaju ulgi podatkowe, na przykład myśmy nie płacili niemieckiego VAT-u, mogliśmy używać tego VAT-free form. Cena benzyny do samochodu, myśmy płacili amerykańskie ceny, a nie niemieckie ceny – mówi prof. Andrew Michta.
Michta mówi też, że Polska jest częścią północno-wschodniego korytarza, który obejmuje państwa nordyckie, Bałtów i Polskę. Według niego Polska powinna organizować ten obszar "pod strukturami Sojuszu Transatlantyckiego".
W mojej ocenie odbudowanie przemysłu zbrojeniowego Niemiec i całej Europy, odbudowanie sił zbrojnych to przynajmniej dekada, dlatego że do tego stopnia zapuszczono te zdolności. W związku z tym powinno być początkiem rozumowania, na następną dekadę przynajmniej, że bezpieczeństwo Europy bez Stanów Zjednoczonych jest nie do utrzymania – mówi.
"Europa jest zdemobilizowana"
W ocenie Michty problemem Europy nie jest brak potencjału, ale brak mobilizacji politycznej.
- Największym problemem w Europie, w mojej ocenie jest brak woli politycznej elit i w ogóle słabość elit europejskich. Jeżeli spojrzy pan na potencjał ludnościowy, gospodarczy kontynentu europejskiego, to nie powinno być żadnej rozmowy. Jest potężny. Rosja jest cieniem tego, czym był Związek Sowiecki – ocenia.
Michta przekonuje, że demokracje są trudne do pokonania, jeśli zostaną zmobilizowane. W tym kontekście wskazuje Finlandię jako przykład państwa o wysokim poziomie zaufania społecznego i spójności.
W przypadku Polski mówi o dużych wydatkach na obronność, ale też o brakach. Wśród nich wymienia zdolności mobilizacyjne i rezerwy.
– To, czego mi brakuje, to jest jednak przywrócenie narodowej służby wojskowej. Ja wiem, że to w Polsce ma ogromnie złą historię w czasie komuny. Ludzie patrzyli na służbę wojskową jako właściwie stracone dwa lata. Natomiast to nie musi być robione w takim formacie – mówi.
Dodaje, że nie chodzi tylko o obecną armię, lecz o zdolności mobilizacyjne. - Z tym byłby duży problem - mówi.
Prywatna zbrojeniówka i amunicja
Z punktu widzenia gospodarki Michta podkreśla znaczenie przemysłu zbrojeniowego. W jego ocenie Polska powinna budować go także w sektorze prywatnym.
– Gospodarka polska powinna być w stanie stworzyć przemysł zbrojeniowy w sektorze prywatnym. Dla mnie to jest ogromnie ważne, dlatego że Polska ma obszary badawcze, ma obszary technologii, które powinny być wykorzystywane dlatego, żeby stworzyć ten właśnie prywatny, poza tymi państwowymi zakładami zbrojeniowymi, żeby to zaczęło istnieć – mówi.
Wskazuje też na konieczność produkowania amunicji do platform, które Polska posiada. Według niego przy zakupach systemów takich jak HIMARS czy Patriot powinny pojawiać się transfer technologii i transfer środków produkcji.
Michta mówi również o potrzebie stworzenia sieci satelitów i sensorów. Jak tłumaczy, współczesne operacje wojskowe to "system systemów", a spektrum elektroniczne staje się terytorium walki.
"Wojna w Europie będzie wojną krótką"
Jedna z najmocniejszych wypowiedzi w rozmowie dotyczy scenariusza wojny w Europie. Michta odchodzi od popularnej dyskusji o przesmyku suwalskim i wskazuje na problem mobilności północ-południe oraz infrastruktury.
W tym kontekście mówi o CPK. Nie wchodzi w ocenę gospodarczą projektu, ale z punktu widzenia obronności nazywa go podstawą.
– Problemem jest brak mobilności północ-południe. Cała infrastruktura w tym obszarze Europy jest nadal postimperialna w dużym stopniu. Ona biegnie wschód-zachód, bo tak wyglądały imperialne obszary. Więc potrzeba zbudować mobilność północ-południe – mówi.
Jak dodaje, wojna w Europie - jeśli do niej dojdzie - nie będzie przypominać wojny na Pacyfiku.
Wojna w Europie, jeżeli by do tego doszło, będzie wojną krótką. Od granicy Białorusi do Wilna jest tylko 20 mil. Od granicy Białorusi do Warszawy jakieś 130 mil. Ponieważ magazyny są bardzo cienkie w Europie, jeżeli Rosjanie wjadą do Wilna, wjadą do Tallina, wjadą do Warszawy, to jest właściwie koniec takiej kampanii – mówi.
Dlatego - jak mówi - podstawową sprawą dla całego Sojuszu jest odbudowa zdolności rezerwowych oraz budowanie sprzętu i amunicji.
"Polski po prostu w Waszyngtonie nie ma"
Michta dużo miejsca poświęca też dyplomacji. Pytany, dlaczego dotąd nie powstały stałe amerykańskie bazy w Polsce, wskazuje na potrzebę mocnego wysiłku polskiego rządu i obecności w Waszyngtonie.
Czasami żartuję, że kiedy idę przez Waszyngton, to się potykam o niemieckie fundacje. Dlatego że każda partia w Niemczech jest fundowana i ma swoje fundacje, i w związku z tym pootwierali biura w Waszyngtonie. Niemcy są obecni w codziennej rozmowie, czy to na Kapitolu, czy to w tej społeczności think tanków, czy w uniwersytetach. Polski po prostu w Waszyngtonie nie ma – mówi.
Wspomina o biurze PISM i działaniach Instytutu Wolności, ale zaznacza, że brakuje polskich instytucji finansowanych przez państwo. Według niego Polska powinna zainwestować w stałą obecność instytucjonalną w Waszyngtonie, zatrudnić Amerykanów funkcjonujących w tamtejszych sieciach i prowadzić codzienną rozmowę z Kongresem, senatorami, think tankami i instytucjami.
W rozmowie pada też pytanie o brak ambasadora Polski w Stanach Zjednoczonych. Dziś funkcję chargé d’affaires Ambasady Rzeczypospolitej Polskiej w Waszyngtonie pełni Bogdan Klich. Obowiązki kierownika placówki objął w listopadzie 2024 r.
- Dla mnie jest to rzecz w pełni niezrozumiała, dlatego że to jest najważniejsza placówka dyplomatyczna dla Polski - mówi Michta.
Jak dodaje, różnice partyjne nie powinny blokować kompromisu w tej sprawie. - To jest zbyt ważna pozycja dla interesów Polski, żeby ona istniała na poziomie charge d'affaires - mówi. Pytany, jak z bliska wygląda dziś polska dyplomacja w Waszyngtonie, odpowiada krótko: - Słabo wygląda.
Bezpieczeństwo jako interes narodowy
Michta mówi, że polski sukces ostatnich dekad jest powodem do dumy. Wspomina, że regularnie przyjeżdża do Polski od 1989 r. i pamięta, jak wyglądał kraj po epoce PRL.
- To, co Polska osiągnęła w ciągu tych 30 lat, jest wspaniałe. To jest naprawdę powód do dumy. Ja uważam, że jakość życia w Warszawie jest w tej chwili lepsza niż w Berlinie czy w Londynie, czy w Paryżu - mówi.
Ale jego zdaniem rozmowa o bezpieczeństwie narodowym nie powinna być wciągana w bieżące spory. W końcowej części rozmowy wraca do tego wątku jeszcze raz.
- Ja uważam, że przy takim zagrożeniu, w jakim Polska się znajduje, nie ma nic ważniejszego. Nie ma. I ja uważam, że polskie elity polityczne, jeżeli nie rozumieją tego, że konsensus odnośnie bezpieczeństwa narodowego musi być fundamentalnym elementem polskiej demokracji, zwłaszcza kiedy Polska znajduje się w takiej sytuacji geopolitycznej i geostrategicznej, to potem wszystkie nasze spekulacje nie mają znaczenia. To nie jest kwestia rozgrywek partyjnych, to jest interes narodowy - dodaje Michta.