Europa ma "od 12 do 18 miesięcy". Inaczej możemy być w tyle nawet za Afryką

- Macie od 12 do 18 miesięcy, żeby upewnić się, że wchodzicie do gry i przecieracie drogę dla autostrady AI. To moment próby - ostrzega w wywiadzie dla money.pl Dan Ives. Z jednym z najbardziej cenionych analityków rynku technologii na świecie rozmawialiśmy podczas konferencji Impact'26, na której Ives występował na zaproszenie DM Trigon.

Dan Ives to jeden z najpopularniejszych analityków branży technoDan Ives to jeden z najpopularniejszych analityków branży technologicznej
Źródło zdjęć: © Adobe Stock, Getty Images | C A Wirestock, Myunggu Han, ZipZapic.com
Michał Wąsowski
  • Powiedzieć, że Europa jest przeregulowana to niedopowiedzenie - twierdzi Dan Ives. Jego zdaniem z powodu regulacji nasze talenty wolą pracować w USA czy Azji.
  • - Europa, z całą tą biurokracją, ochroną danych i przeregulowaniem, zabija dziś u siebie innowacje - zaznacza.
  • Jak przekonuje, "niektóre kraje europejskie próbują się ustanowić tymi, którzy przebiją tamę i staną się liderami AI". Wśród nich są Francja i Polska.
  • Ives potwierdza, że część firm traktuje AI jako wymówkę do zwolnień. - Jeśli korporacje używają sztucznej inteligencji tylko po to, by zwalniać pracowników, ostatecznie tracą swój kapitał intelektualny - wskazuje.

Michał Wąsowski, money.pl: Nie ma wątpliwości, że na świecie trwa globalny wyścig o to, kto zostanie liderem w dziedzinie AI. Chiny ostro konkurują z USA. Stany Zjednoczone i Europa mogą w długim terminie konkurować ze skalą Chin o pozycję supermocarstwa na rynku?

Dan Ives, dyrektor zarządzający i analityk technologiczny w Wedbush Securities: Po raz pierwszy od 30 lat Stany Zjednoczone wyprzedzają Chiny w technologii - dzięki ojcu chrzestnemu AI, czyli Jensenowi Huangowi z Nvidii, dzięki Palantirowi, Microsoftowi, OpenAI i Anthropicowi (twórcy Claude - przyp. red.). Jest na świecie jeden chip napędzający rewolucję AI - i to chip Nvidii. Uważam więc, że Chiny są wyraźnym numerem dwa. Są liderem w robotyce, mają znacznie większe moce energetyczne, mają surowce. Powiedzmy to wprost: to mecz, który USA toczą na własnym boisku i mogą przegrać, chociaż dziś wygrywają.

Sztuczna inteligencja a broń nuklearna. Leon XIV wypowiada się stanowczo

A jeśli chodzi o takie obszary, jak np. odkrywanie leków, to strategicznym celem powinno być, by Stany Zjednoczone i Europa zbudowały się w AI. Bo dziś - z powodu regulacji i tego, że "Wielki Brat patrzy" - Europa ma ogromny problem, żeby nie znaleźć się na zewnątrz, kiedy Bliski Wschód, Indie, USA i Chiny są maksymalnie skupione na AI.

Europa jest przeregulowana?

Powiedzieć, że Europa jest przeregulowana to niedopowiedzenie. Potrzebne byłoby narzędzie elektryczne klasy przemysłowej, żeby przeciąć ilość biurokracji, która tu się piętrzy. Niestety, mnóstwo innowacji i talentów opuściło Europę, wybierając Bliski Wschód, USA, Azję właśnie z powodu regulacji w tej czwartej rewolucji przemysłowej. I widzę to z bliska. Niektóre kraje europejskie próbują się ustanowić tymi, którzy przebiją tamę i staną się liderami AI. Francja i Polska próbują.

Każdy stara się wypatrzeć tych, którzy się wybiją. Inne części Europy są zaś skupione na budowaniu kolejnych Blockbusterów (Blockbuster Video - amerykańska sieć wypożyczalni VHS i DVD, która upadła po przejściu rynku w streaming - przyp. red.).

Albo na produkowaniu aut, którym coraz trudniej jest konkurować z chińskimi.

Widziałem to wszystko - od Davos przez konferencję Milken Institute, aż po dzisiejsze spotkanie podczas Impactu. Sprawa jest jasna: na świecie trwa wyścig zbrojeń. Są w nim USA, Chiny i cała reszta. Wszyscy próbują dziś rozszyfrować, gdzie stoją Indie, gdzie stoi Bliski Wschód, a gdzie stoi Europa. Bo Europa, z całą tą biurokracją, ochroną danych i przeregulowaniem, zabija dziś u siebie innowacje.

Ile czasu według pana ma Europa, by pozostać istotnym na globalnej mapie technologii? Nie zostać całkowicie w tyle?

Od 12 do 18 miesięcy.

Półtora roku? To bardzo mało.

Macie od 12 do 18 miesięcy, żeby upewnić się, że wchodzicie do gry i przecieracie drogę dla jakiejś autostrady AI. Jeśli dojdziemy do końca 2027 r. i Europa nadal będzie szła w przeciwnym kierunku, to będzie dla niej bardzo niebezpieczny scenariusz. Zostanie z tyłu nawet za Afryką, jeśli chodzi o AI, ale też w wielu innych obszarach. A technologia rozwija się w zawrotnym tempie. Dla Europy to moment próby.

A wtedy będziemy - jako kontynent i poszczególne kraje - zależni od AI produkowanej przez inne kraje?

Już jesteście. Ale niezależnie od tego, jak bardzo można narzekać na USA albo na niektóre amerykańskie decyzje polityczne, to Europa nie miałaby wówczas wyboru. Musiałaby polegać na technologii albo z Chin, albo z USA.

To byłby trudny i zarazem kiepski wybór.

Ten wybór Europa może jednak wziąć w swoje ręce: budować własne przyczółki innowacji w AI. To moment kluczowy, swoiste rozwidlenie dróg.

A jednak są też głosy w drugą stronę, jeśli chodzi o AI. Gdy wszyscy giganci inwestują w centra danych i sypią ogromnymi kwotami, część ekspertów twierdzi, że firmy przeinwestowują i zaraz bańka pęknie. Pęknie?

Patrzę na to jak na czwartą rewolucję przemysłową - jesteśmy obecnie w trzecim roku 8-10-letniego cyklu budowy rewolucji AI. To dla mnie tak naprawdę dopiero początek transformacji tego, jak firmy i konsumenci żyją i pracują. Nie postrzegam więc tego jako bańki ani jakiegokolwiek przeinwestowania. Co więcej - sądzę, że inwestorzy nie doceniają globalnej skali i zasięgu AI.

Czy w takim razie w perspektywie 5-10 lat nadal będziemy widzieć tak wysokie wyceny producentów narzędzi - czipów, centrów danych - czy może już nie?

Uważam, że trzeba inwestować w firmy, które budują fundament rewolucji AI. Ale narzędzia AI-owe, oprogramowanie i konkretne zastosowania - to będzie kolejna faza rewolucji. Jako inwestor trzeba więc mieć w portfelu rdzeń infrastruktury i firmy budujące tę bazę, ale również te, które umożliwiają jej wykorzystanie, oraz warstwę software’ową. To wymaga więcej czasu, ale w 2027 i 2028 r. narzędzia i oprogramowanie AI będą rozkwitać.

Czy jest pan tak samo entuzjastyczny i optymistyczny w sprawie rozwoju AI jak prezesi firm z branży? Bo oni sprzedają nam wizję, że wkrótce każdy będzie używał sztucznej inteligencji. W pewnym sensie to prawda, bo korzystamy z niej pośrednio, gdy używamy Google Maps czy Spotify. Ale z drugiej strony, jeśli spojrzeć na liczbę kont w OpenAI, to nadal jest tylko niewielki wycinek populacji świata.

Konsument tak naprawdę nawet nie miał jeszcze do czynienia z tym, czym prawdziwa AI dopiero ma być. Fizyczna AI, robotyka, autonomia - to będzie kura znosząca złote jajka dla AI. Dziś to dopiero początek tej rewolucji. Uważam, że ośmiolatek dzisiaj nie zrobi prawa jazdy, kiedy skończy 16 lat, właśnie z powodu rozwoju pojazdów autonomicznych.

Prezesi firm technologicznych mają rację ze swoim entuzjazmem. To wielu sceptyków nie docenia, że po raz pierwszy od rewolucji przemysłowej przechodzimy przez realną transformację konsumenta i biznesu.

To ciekawe, bo niedawno rozmawiałem z Daronem Acemoğlu, który jest trochę sceptyczny. Nie wobec AI w ogóle, ale wobec chatbotów. Wskazuje też, że powinniśmy raczej inwestować w inne zastosowania, w inne obszary: w AI w ochronie zdrowia czy w przemyśle.

Sądzę, że chatboty ostatecznie staną się towarem powszechnym. Wartość będzie w danych i konkretnych zastosowaniach w opiece zdrowotnej i farmacji. Cel jest taki, by można było leczyć choroby, by ludzie żyli dłużej, byli zdrowsi. AI pomoże rozwiązać problemy, dla których dzisiaj ludzie nie mają rozwiązania. W tę stronę to wszystko zmierza. Chatbot, w miejscu, w którym jesteśmy dzisiaj, to dopiero ostrze włóczni - czubek tego, dokąd zmierza rewolucja AI.

Sceptycy mają jednak pewne argumenty. Jakie są z pana perspektywy jako analityka największe zagrożenia?

Sądzę, że największe obawy dotyczą bezpieczeństwa. Regulacje wyraźnie wysuną się na pierwszy plan. Ale prawdziwe zagrożenia to braki energii i potencjalna utrata miejsc pracy z powodu AI - sytuacja, w której firmy zbyt mocno koncentrują się na cięciu kosztów i traktują AI jako narzędzie do zwolnień. To jest balansowanie na linie, które dziś obserwujemy na rynku - capex (nakłady inwestycyjne - przyp. red.) szybuje w górę, ale potrzebna jest też monetyzacja.

Czy uważa pan, że niektóre firmy traktują wdrożenie AI jako wygodny pretekst, by zwalniać pracowników?

Tak, staje się to wymówką do cięcia kosztów. To tzw. AI whitewashing. I to jedno z zagrożeń wokół sztucznej inteligencji. Jeśli korporacje używają AI tylko po to, by zwalniać pracowników, ostatecznie tracą swój kapitał intelektualny. I z biegiem lat zostanie to ocenione jako zły ruch. Firmy, które używają AI wyłącznie do cięcia kosztów, okażą się w mojej ocenie podejmować strategicznie złą decyzję.

Czy uważa pan, że to jest ostatni moment, żeby firma - niezależnie czy mała, średnia, czy duża - weszła w AI? Pojawia się przecież argument, że jeśli zaczeka się jeszcze chwilę, to pociąg odjedzie.

Firmy, które nie wejdą szybko w AI, znajdą się po niewłaściwej stronie tego trendu. Technologia postępuje tak szybko, że to samo w sobie jest niebezpieczeństwem. Biznesy, które czekają, sądząc, że to przeminie jak burza, będą przykładem złych decyzji. Dlatego wygrani i przegrani są dyktowani już teraz - na podstawie tego, kto okaże się skuteczny w rewolucji AI.

Czyli z tego, co pan mówi, tort będzie naprawdę ogromny i każdy powinien móc dostać swój kawałek. Tyle że obecnie mamy ogromną koncentrację możliwości AI i mocy obliczeniowych w olbrzymich korporacjach, takich jak Amazon czy Microsoft. To one mają potrzebną moc obliczeniową.

Ale Anthropic dwa lata temu też był małą firmą. Pojawi się kolejny Anthropic i kolejna Nvidia. Dzięki możliwościom obliczeniowym i dzięki AI firmy, które mają tylko niewielkie finansowanie, mogą - jeśli złamią kod i znajdą właściwy model - okazać się kolejnymi jednorożcami.

Trwa teraz gra w krzesełka i finalnie część firm zostanie bez miejsca, w którym mogłaby usiąść. To wyścig zbrojeń, ale rozleje się on z dużych spółek technologicznych na wielu zwycięzców w segmencie małych i średnich firm - także na rynkach prywatnych. To z kolei tworzy szanse dla firm różnych kształtów i rozmiarów.

Także dla przedsiębiorców działających w pojedynkę? Niedawno mieliśmy OpenClaw, który okazał się ogromnym sukcesem. Czy zobaczymy miliarderów-firmy jednoosobowe?

Sądzę, że zobaczymy mnóstwo przedsiębiorczości wyrastającej z AI. Bo dziś nie potrzeba dziesiątek milionów dolarów finansowania, żeby zacząć udaną firmę - tak potężne stały się modele. I sądzę, że to stworzy erę innowacji i przedsiębiorczości na świecie, której skalę dziś się nie docenia.

Co powiedziałby pan młodym założycielom i młodym przedsiębiorcom, którzy chcieliby wejść w AI albo już w niej są?

Próbować zrozumieć konkurencję, zrozumieć gdzie są luki i obszary możliwości. Wierzyć we własne siły. Nie wykładać się finansowo, nie przesadzać z inwestowanymi kwotami. Ale to złoty wiek dla przedsiębiorczości. Jeśli jest się dziś młodym, nie patrzyłbym na AI jako na przeciwny wiatr zabierający miejsca pracy. Wręcz przeciwnie, widzę w niej ogromną szansę dla tych, którzy uczą się AI, dla deweloperów chcących budować własne aplikacje i rozwiązania. To ekscytujący czas, mimo że wokół tej technologii jest też sporo niepokoju.

Ostatnia rzecz: czy są jakieś konkretne sektory albo branże, w które pana zdaniem może obecnie inwestuje się za mało w kontekście AI, a które mają największy potencjał wzrostu?

Sądzę, że największy potencjał jest w ochronie zdrowia, szpitalach, farmacji i biotechnologii. Były tam inwestycje, ale część największych przełomów dokona się właśnie w tych obszarach. Cel jest taki, byśmy zaczęli widzieć, jak - dzięki technologii AI - leczone są niektóre z tych przerażających chorób: od raka po Parkinsona, demencję i wiele innych okropnych schorzeń. To właściwy przykład tego, ile dobrego z tego wyjdzie.

Obecnie tkwimy w próżni, w której AI postrzegana jest po prostu jako coś złego. Sądzę, że spora część tego wynika z tego, iż same firmy nie odrobiły zadania domowego w komunikacji publicznej. Uważam jednak, że AI okaże się jednym z największych przełomów w historii współczesnej.

Rozmawiał Michał Wąsowski, zastępca redaktora naczelnego money.pl. Rozmowa została przeprowadzona podczas konferencji Impact'26 w Poznaniu.

*Daniel Ives - globalny szef badań technologicznych, dyrektor zarządzający i starszy analityk w Wedbush Securities, analizuje spółki z sektora nowych technologii, uznawany za jednego z najpopularniejszych ekspertów w swojej dziedzinie na świecie.

Wybrane dla Ciebie