Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
oprac. Damian Słomski
|

WIRF zamiast WIBOR? Banki forsują opcję mniej korzystną dla spłacających kredyty

114
Podziel się:

Rząd chce od nowego roku zastąpić stawkę WIBOR korzystniejszym dla kredytobiorców wskaźnikiem określającym oprocentowanie kredytów. Co to będzie? Wcześniej typowano stopę WIRD. Banki sugerują wyższe oprocentowanie WIRF. Ostrzegają, że reforma może być bardzo kosztowna dla sektora bankowego i przysporzyć wiele zamieszania.

WIRF zamiast WIBOR? Banki forsują opcję mniej korzystną dla spłacających kredyty
Premier Mateusz Morawiecki zapowiedział likwidację stawki WIBOR i niższe oprocentowanie kredytów (Flickr, Kancelaria Premiera)

W związku z szybkim wzrostem rynkowych stawek WIBOR ustalanych między bankami bardzo mocno w górę poszły raty kredytów. Sam fakt podwyżek nie może dziwić w obliczu interwencji NBP i rosnących stóp procentowych. Kontrowersję wzbudza jednak fakt, że rynkowe oprocentowanie (6,88 proc. lub 7,14 proc.) dość wyraźnie przewyższa stopy w NBP (6 proc.).

Rząd w ramach pakietu pomocy kredytobiorcom już wcześniej zapowiedział m.in. eliminację wskaźnika WIBOR z umów kredytowych. Od 2023 roku zastąpić ma go inna stawka, która z założenia ma lepiej odpowiadać realiom rynkowym i być niższa, co powinno przełożyć się na mniejsze raty.

Ciągle nie znamy następcy stawki WIBOR, choć instytucja odpowiedzialna za wyliczanie dotychczasowym wskaźników kredytowych przedstawiła trzy propozycje. Nowe wskaźniki to: WRR (Warsaw Repo Rate), WIRF (Warszawski Indeks Rynku Finansowego) oraz WIRD (Warszawski Indeks Rynku Depozytowego).

Dotychczas wydawało się, że z punktu widzenia kredytobiorców najważniejszy będzie ten ostatni (WIRD), bo to on miałby być wskaźnikiem, na podstawie którego liczone będzie oprocentowanie kredytów. Banki forsują jednak WIRF, który co do zasady jest wyższy.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Zobacz także: Podwyżki cen po sankcjach na Rosję. Będą dalsze wzrosty?

WIRF czy WIRD za WIBOR?

Sektor bankowy jako zamiennik dla WIBORu widziałby WIRF - wynika z konsultacji publicznych przeprowadzonych przez GPW Benchmark. Wyniki przedstawiła w poniedziałek wiceprezes GPW Benchmark Aleksandra Bluj.

- W ramach konsultacji publicznych (…) zapytaliśmy, co powinno być wskaźnikiem referencyjnym, kiedy WIBOR zniknie i co powinno być podstawą do zamiennika (…). Jeżeli chodzi o czyste fakty, to wskaźnik Warszawski Indeks Rynku Finansowego wygrywa, ale nie będę ukrywać, że są to głównie głosy sektora bankowego - przyznaje Bluj.

Dodaje, że należy rozszerzyć grupę podmiotów, z którymi toczy się dyskusja.

Większość spośród 25 odpowiedzi udzielonych w trakcie konsultacji publicznych pochodzi z sektora bankowego. Z tego 16 głosów zostało oddanych na WIRF. Za WIRD było 6-7 głosów. Bankierzy wskazują m.in. na odpowiedni zasób informacji mierzonych liczbą transakcji, podobieństwo do dotychczasowych stawek WIBID i WIBOR oraz adekwatność i strukturę rynku, pozwalające stwierdzić jego trwałość i stabilność.

Wiceprezes ING Banku Śląskiego Bożena Graczyk zwraca uwagę, że zmiana WIBOR-u nie dotyczy tylko kredytów hipotecznych, ale ma znaczenie szerszy zakres, bo musi dotyczyć wszystkich instrumentów finansowych, opartych na tym wskaźniku.

- Mamy kredyty hipoteczne na zmienną stopę procentową o wartości około 500 mld zł i obligacje skarbowe oparte na zmiennej stopie za bodajże 230 mld zł. Instrumentów pochodnych, opartych o wiborowe stopy procentowe, rozliczanych przez zagraniczne izby rozliczeniowe, jest ponad 2 bln zł wartości nominalnej - wylicza Graczyk.

- Na tę chwilę nowy wskaźnik WIRD wypada korzystniej niż wskaźnik WIBOR. Jest od niego niższy, a zdaniem ekspertów jego wprowadzenie zmniejszy ryzyko manipulacji ze strony banków - wskazuje Krzysztof Szymański, ekspert direct.money.pl. Dodaje, że WIRF też jest niższy niż WIBOR, ale przewyższa WIRD.

Na przykład na dzień 17 maja WIRD przyjmował wartość 4,6455 proc., a WIRF 4,7924 proc. Dla porównania w tym samym czasie WIBOR 3M był na poziomie 6,44 proc. Sześć dni później WIBOR był o 0,04 pkt proc. wyżej, a WIRD i WIRF spadły - do odpowiednio 4,6351 proc. i 4,7389 proc.

Kosztowna eliminacja WIBOR-u

Banki opowiadają się za wyższą stawką, bo z ich perspektywy będzie to lepsze rozwiązanie, choć i tak sugerują, że reforma związana z WIBOR-em będzie bardzo problematyczna.

Wiceprezes ING sugeruje, że w najgorszym scenariuszu, gdyby reforma wskaźników referencyjnych w Polsce nie została przeprowadzona przy zapewnieniu pełnej ekwiwalentności nowego i starego wskaźnika stopy procentowej, z tytułu różnicy w wycenie instrumentów pochodnych (wyceny IRS, które zabezpieczają instrumenty kredytowe) banki mogą ująć w rachunku wyników nawet 30 mld zł. Taki może być koszt zmian.

Wiceprezes zarządu mBanku Marek Lusztyn idzie dalej i wskazuje, że te 30 mld zł to nie jest czarny scenariusz.

- To jest dopiero pierwsza kostka domina, która spowoduje, że będzie bardzo duża wyprzedaż obligacji skarbowych, bo będzie bardzo duża presja na długi koniec krzywej i siłą rzeczy wyższa premia za ryzyko nieprzewidywalności rynku. W związku z tym sektor bankowy będzie miał bardzo dużą negatywną wycenę obligacji skarbowych, które mamy na bilansach, ponad to, co już musieliśmy odpisać - komentuje Lusztyn.

Wskazuje, że przez pierwsze 6 miesięcy to było ponad 20 mld zł, czyli 1/10 całego kapitału w sektorze bankowym.

Likwidacja WIBOR pod presją czasu

Rząd chce, aby stawka WIBOR w kredytach przestała obowiązywać od 1 stycznia 2023 roku. Z perspektywy spłacających zobowiązania jest to dużo czasu. Sektor bankowy patrzy na to jednak zupełnie inaczej.

Bożena Graczyk ocenia, że data 1 stycznia 2023 jako moment zastąpienia WIBOR-u innym wskaźnikiem jest bardzo trudna do utrzymania, bo do tej zmiany nie będą przygotowane instytucje finansowe, które np. dokonują rozliczeń transakcji na instrumentach pochodnych.

- Moim zdaniem pośpiech, który jest niepotrzebny i sztucznie wymuszony, de facto po to, by osłabić skutki transmisji monetarnej na koszty kredytów hipotecznych, (…) wprowadza bardzo dużo ryzyk systemowych, których nie do końca jesteśmy w stanie przewidzieć - ostrze Marek Lusztyn.

Wiceprezes mBanku wskazuje, że reforma wskaźnika, która jest nieskalibrowana technicznie w momencie, w którym rynek przechodzi największe turbulencje od 40 lat, wydaje się zupełnie niepotrzebnym wbudowywaniem ryzyka systemowego do polskiej gospodarki.

- To jest coś, czego nasi partnerzy zagraniczni absolutnie nie mogą zrozumieć, i jest to też trudno wycenić. Istnieje obawa, że Polska zrobi to w sposób szybszy, ale mniej przemyślany i uporządkowany niż inne kraje - mówi Lusztyn.

Wiceprezes zwraca także uwagę na kwestię edukacji konsumentów w związku z wprowadzeniem nowych wskaźników referencyjnych w Polsce.

- Mówimy, że chcemy przejść na wskaźnik, który będzie procentem składanym i zastanawiam się, jak przeciętny konsument w Polsce, który nie był w stanie zrozumieć, że kurs walutowy się zmienia, że on w ciągu 6 miesięcy i kilkunastu dni, które nam zostało do 1 stycznia 2023 roku, zrozumie, jak będzie wyglądał procent składany z O/N, szczególnie w sytuacji, w której dowiaduje się na koniec okresu odsetkowego, jaka będzie wysokość raty - zauważa.

oprac. Damian Słomski, dziennikarz money.pl

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
pieniądze
gospodarka
gospodarka polska
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
PAP
KOMENTARZE
(114)
wkropki
1 tyg. temu
Tak jakby konsument rozumiał coś z WIBORu. Nie rozumie i nie musi. Tak samo jak nie musi wiedzieć jak działa lodówka. Przeciętny kredytobiorca wie natomiast, że te wszystkie WIBORY i inne wskaźniki powinny być w kredytach konsumenckich zlikwidowane, ponieważ są nienależnym dodatkowym wynagrodzeniem dla banku, które podnosi ratę kredytu do poziomu lichwy.
Lopez
2 miesiące temu
Wibor do momentu zastąpienia powinien być zamrozony i tyle w temacie. 4% będzie optymalny.
XXXXX XXX
2 miesiące temu
rachunek jest prosty - każdy musi gdzieś mieszkać, więc albo dostanie mieszkanie po babci albo je sobie kupi. Wiadomo, że mało kogo stać na kupno mieszkania za gotówkę, więc kredyty hipoteczne były, są i będą podstawowym środkiem wspierającym rynek nieruchomości. Kupno mieszkania to nie jest fanaberia jak w przypadku zakupu auta czy wakacji na Bora Bora, więc wiele osób musi wejść w taki kredyt i spłacać go przez kilkadziesiąt lat. Im wyższe raty tym większy zysk banków, ale jednocześnie mniejszy zysk sklepu, restauracji czy hotelu, bowiem braknie w portfelu na nowe buty, wakacje czy obiad w knajpie. Aby przeżyć sklepy podniosą ceny a to znów pchnie pracowników po podwyżki. Im więcej pracodawca da pracownikowi tym mniej mu zostanie. Więc znów ceny w górę i znów podwyżki. I tak do zaorania gospodarki
Polskabezpiss...
2 miesiące temu
Oni już nie wiedzą co zabrać, co zabrane, co podniesione ,wymyśla Morawiecki karkołomne sztuczki ,,jak by tu jeszcze okraść pracujących.. ile trzeba kombinować by dac swoim wyborcom ,by glapinski wzniósł rączki do góry i powiedział magiczne..stopy w górę..
Czlowiek
2 miesiące temu
Lusztyn oderwany od rzeczywistości. Może byś człowieku pomyślał o ludziach a nie tylko o zysku. Banksterka.
...
Następna strona