Pakiet CPN: ekspert o cenach paliw i marżach na stacjach
Rząd planuje ekspresowe wprowadzenie pakietu obniżającego ceny paliw o 1,20 zł na litrze. Pomysł maksymalnych marż i cięć podatkowych analizuje Bogusz Julian Kasowski. Ekspert popiera ulgę dla kierowców, ale ostrzega przed centralnym planowaniem cen na stacjach.
W odpowiedzi na globalny kryzys na rynkach energetycznych władze zapowiedziały wdrożenie pakietu "CPN - Ceny Paliwa Niżej". Projekt zakłada drastyczne cięcia podatków oraz odgórne regulowanie cen na stacjach benzynowych. Do tych propozycji odniósł się Bogusz Julian Kasowski z inicjatywy Prywatny INV€$TOR, szczegółowo analizując mechanizm planowany przez gabinet Donalda Tuska.
Temat interwencji w ceny paliw nabrał tempa po tym, jak diesel podrożał o ponad złotówkę na litrze, wywołując falę krytyki kierowców i analityków. Premier Donald Tusk mówił wówczas o "najczarniejszej godzinie", zapowiadając zdecydowane działania.
Zgodnie ze słowami premiera Donalda Tuska, mechanizm ustalania cen będzie stanowił formę narzucania maksymalnej marży operacyjnej wszystkim operatorom stacji paliw w Polsce, także prywatnym jak Shell czy BP – wskazuje ekspert. – W wyjaśnieniach premiera ten mechanizm ma zapobiec próbom zwiększania marż stacji paliw, dzięki obniżce akcyzy oraz podatku VAT – dodaje.
Produkuje w Polsce. Ogrywa chińskie podróbki
Wpływ na stacje i realne obniżki
Analityk zwraca również uwagę na potencjalne luki w rządowym systemie oraz ocenia realną skalę zapowiadanych obniżek na pylonach.
– Pod znakiem zapytania stoi kwestia cen na stacjach paliw zlokalizowanych na tradycyjnie droższych obszarach, m.in. MOP-ach przy autostradach i drogach szybkiego ruchu – zauważa Bogusz Julian Kasowski. – Obniżenie stawki VAT o 15 punktów procentowych i akcyzy dla ceny detalicznej 8,99 zł/litr oleju napędowego powinno dać więcej jak 1,20 zł/litr spadku ceny na stacji, nawet do 1,40 zł/litr – wylicza.
Jednocześnie ekspert tłumaczy, z czego może wynikać ostrożność rządu w szacowaniu ostatecznych spadków cen. – Jednak prawdopodobnie premier i rząd zostawiają sobie przestrzeń by nie zdusić opłacalności prowadzenia stacji paliw przez prywatne podmioty, zwłaszcza nienależące do franczyzobiorców dużych sieci detalicznych działających w Polsce – wyjaśnia.
Ekspresowe cięcia podatków
Przypomnijmy, że głównym założeniem rządowego planu jest obniżenie stawki VAT na paliwa z 23 proc. do 8 proc. Dodatkowo akcyza na benzynę ma spaść o 29 groszy, a na olej napędowy o 28 groszy na litrze. Według deklaracji przedstawicieli rządu zmiany mają wejść w życie w ekspresowym tempie, jeszcze przed świętami wielkanocnymi.
Aby uniknąć sytuacji, w której stacje benzynowe skonsumują zyski z obniżek podatków, minister energii ma każdego dnia ustalać maksymalną cenę detaliczną. Władze zapowiedziały także prace nad wprowadzeniem podatku od nadmiarowych zysków (windfall tax) dla koncernów naftowych. Sama nazwa pakietu celowo nawiązuje do historycznej Centrali Produktów Naftowych, która w okresie PRL była państwowym monopolistą.
Jak tak daleko idącą interwencję państwa ocenia rynek? Bogusz Julian Kasowski dostrzega w niej zarówno uzasadnienie geopolityczne, jak i historyczne zagrożenia.
– Działania obniżające ceny paliw w obecnej sytuacji geopolitycznej są jak najbardziej słuszne. Przeciwdziałanie wykorzystaniu sytuacji do podniesienia własnych zysków także jest słuszne, jednak centralne planowanie cen w całym kraju nosi widmo systemu słusznie minionego w naszym kraju - oby więc pozostało narzędziem nadzwyczajnym i nie nadużywanym – podsumowuje ekspert.
Debata nad strukturą cen paliw toczy się od miesięcy. Analitycy wielokrotnie wskazywali, że państwo kasuje znaczną część ceny detalicznej poprzez VAT, akcyzę i opłaty paliwowe. W ostatnich tygodniach pojawiały się głosy, że rząd może obawiać się dwucyfrowych cen na stacjach, co zmusiłoby go do działania. Jednocześnie Orlen reagował na skok cen, obniżając marżę na diesla niemal do zera, co pokazywało skalę problemu i ograniczone możliwości działania samych koncernów paliwowych bez interwencji fiskalnej.