Podatek od papierowych zysków. W Holandii pojawił się pomysł, który jeży włos na głowie [OPINIA]
Ostatnio w mediach pojawiła się informacja o holenderskim pomyśle podatkowym, który niejednemu inwestorowi postawił włosy na głowie. Prawdopodobieństwo jego realizacji w Polsce jest bliskie zeru. Ale nie jest równe zeru – jeśli można uderzyć w banki 30-proc. podatkiem CIT, to można sobie wyobrazić i inne równie "interesujące" pomysły – pisze w opinii dla money.pl analityk Piotr Kuczyński.
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne. Poniższy tekst nie jest rekomendacją redakcji ws. inwestowania, z którym zawsze wiąże się ryzyko.
O co więc chodzi w tym holenderskim zamyśle? Otóż Holandia musi zmienić metodę opodatkowania dochodów z oszczędności i inwestycji, dotychczas rozliczanego w systemie Box 3. W czerwcu 2024 roku Sąd Najwyższy tego kraju orzekł bowiem, że sposób, w jaki dotychczas pobierano podatek od oszczędności i inwestycji, był sprzeczny z Europejską Konwencją Praw Człowieka.
Był on pobierany w oparciu o stałą, zakładaną stopę zwrotu z oszczędności, akcji i nieruchomości (czyli arbitralną, fikcyjną wartość), ale nie uwzględniał faktu, że oprocentowanie rachunków oszczędnościowych przez długi czas było bardzo niskie.
"Na tym się zarabiało poważne pieniądze". Biznesmen mówi o swoich pierwszych krokach
Nawiasem mówiąc, czy to nie może być też powód podważania jednego z założeń dyskutowanego obecnie i zapowiadanego w drugiej połowie bieżącego roku funduszu typu OKI (Oszczędnościowe Konta Inwestycje)? Ja nie jestem (z paru powodów) gorącym zwolennikiem tego pomysłu, ale to nie jest tekst na ten temat.
Wspomnę tylko, że planowane jest opodatkowanie kapitału w tej formie inwestycji przekraczających 100 tysięcy złotych na zasadzie pobierania corocznie np. 0,9 proc. od kapitału przekraczającego te 100 tysięcy. Czyli opodatkowanie nie tylko "papierowego" zysku, ale też pobieranie - nawet wtedy, kiedy są straty - od posiadanej nadwyżki kapitału. Tym problemem niech się już zajmą prawnicy (jeśli będą chcieli).
Zyski wysoce teoretyczne
W dyskutowanym w holenderskim parlamencie pomyśle największym problemem jest to, że inwestorzy w akcje, obligacje lub kryptowaluty będą musieli co roku płacić podatek od swoich zysków, nawet jeśli jeszcze nie wypłacili swoich inwestycji. System miałby się więc opierać się właśnie na "papierowych" zyskach – "papierowych", bo wynikających ze wzrostu wartości aktywów, ale przed ich zbyciem.
A przecież takie zyski są wysoce teoretyczne. Prawdziwe stają się wtedy, kiedy monetyzujemy ten zysk, czyli sprzedajemy aktywa. Rząd holenderski podobno chciałby również opodatkowywać te zyski dopiero po ich wypłacie, ale nie jest to wykonalne z powodów technicznych do 2028 roku. Jeśli jakiejś metody się nie przyjmie, to budżet holenderski będzie tracił około 2,5 mld euro rocznie, czyli około 0,25 proc. PKB (około 10 mld zł).
Jest i pozytyw, bo nowy system – jak informuje holenderski "NL Times" – jest korzystniejszy dla osób inwestujących w nieruchomości. W przeciwieństwie do obecnego systemu, będą one mogły odliczyć swoje wydatki od dochodu podlegającego opodatkowaniu. Podatek płacą tylko wtedy, gdy zysk zostanie osiągnięty. Będzie jednak obowiązywał dodatkowy podatek od użytkowania drugiego domu.
Jak to wygląda w innych krajach
Nie wiem, czy uda się parlamentowi Holandii przyjąć ten dość kuriozalny sposób liczenia podatku. Skoro jednak taki pomysł powstał, to zacząłem szukać informacji o podobnych informacjach z innych krajów.
Interesujący jest przykład amerykański. W USA jednym z istniejących wariantów obligacji są takie określane akronimem TIPS (Treasury Inflation Protected Securities), czyli obligacje chroniące przed wzrostem inflacji. One działają inaczej niż nasze polskie obligacje indeksowane inflacją. U nas od drugiego roku rentowność wyznaczana jest przez inflację w miesiącu poprzedzającym rocznicę nabycia plus marżę (obecnie 1,5 punktów procentowych).
W USA obligacje TIPS mają stałe oprocentowanie, a kapitał jest co roku zwiększany o wzrost inflacji. I teraz wchodzi podatek, który jest zupełnie inaczej liczony niż w Polsce. W Polsce płacimy podatek od wypłaconych odsetek. W USA płacony jest corocznie podatek od wzrostu wartości kapitału (na skutek indeksowania go inflacją), czyli opodatkowany jest "papierowy" zysk. Potem zaś płaci się podatek od wypłacanych odsetek. Dziwne? Tak, ale obowiązuje od dawna i nie jest kontestowane.
A jak to wygląda w Europie? Na przykład w Danii istnieje podatek (lagerbeskatning) – opodatkowanie według zasady magazynu – podatek płaci się corocznie od wypracowanego zysku w niektórych formach inwestycji, niezależnie od tego, czy papiery wartościowe zostały sprzedane czy nie. Można kompensować wzrost wartości ewentualnymi spadkami wartości inwestycji.
Jeszcze inaczej jest w Norwegii i Szwajcarii. Tam działa podatek od majątku (wealth tax). Podstawa opodatkowania to wartość netto majątku (po potrąceniu zadłużenia i innych obciążeń). Oczywiście dotyczy to ludzi bardzo zamożnych. To nieco inna forma podatku, ale też opiera się na aktualnej wartości rynkowej posiadanych akcji i nieruchomości na koniec roku podatkowego, a nie na zrealizowanym zysku.
Czy te systemy podatkowe i holenderskie pomysły mogą być podstawą do zmiany systemu podatkowego w Polsce? Tak jak na początku napisałem, jest to bardzo mało prawdopodobne, a przed wyborami parlamentarnymi w ogóle niemożliwe z oczywistych powodów. Może by nawet ktoś chciał wpaść na ten dość kuriozalny pomysł, ale chyba tylko totalny, globalny, kryzysy zadłużeniowy – ku któremu według mnie dzielnie zmierzamy – może doprowadzić do realizacji takiego sposobu znalezienia środków dla budżetu państwa.
Pocieszające jest to, że nawet rząd holenderski uważa, że pobieranie podatku od "papierowych" zysków nie jest właściwe, że to jest swoista proteza, którą parlament usunie, ale która zapewne będzie uwierała Holendrów przez dwa lata. Niewykluczone, że część Holendrów zmieni nawet z tego powodu ordynację podatkową, ale zakładam, że po prostu wypracują metody, które ryzyko opodatkowania "papierowych zysków" zredukują do minimum.
Piotr Kuczyński, główny analityk domu inwestycyjnego Xelion