Historie lekarzy-rekordzistów, którzy praktycznie nie wychodzą z pracy, sprawiły, że w przestrzeni publicznej pojawił się pomysł z tachografami. Zakłada on centralny rejestr czasu pracy lekarzy we wszystkich szpitalach i przychodniach, bez względu na formę zatrudnienia. Taki system miałby wychwytywać nakładające się dyżury i skrajnie wysoką liczbę godzin.
Tachografy dla lekarzy ukrócą nadużycia? "NFZ już ma te dane"
Za takim pomysłem jest szef Naczelnej Izby Lekarskiej Łukasz Jankowski. Kilka dni temu przyznał w TVN24, że samorząd lekarski widzi problem kominów płacowych i konieczność wprowadzenia tachografów (jako podstawy do wyliczenia wynagrodzenia, stosowanych głównie u kierowców w branży transportowej - red.).
Sceptyczny co do pomysłu jest były szef NFZ Andrzej Sośnierz. - Każda placówka medyczna, zawierając umowę z NFZ, musi pokazać swoją załogę. Wymienia nazwiska lekarzy i wskazuje godziny, w których będą pracować. Jeżeli dwie placówki zgłoszą tego samego lekarza w tych samych godzinach, system NFZ to wykrywa. Oni o tym wiedzą. Wszyscy udają, że tego nie widzą - przyznał w rozmowie z "Faktem" Andrzej Sośnierz.
Prezes ujawnia ściemie. Za to samo płacisz więcej
Były poseł nie gryzł się w język w temacie systemu, który "jest zaprogramowany tak, żeby nie widzieć patologii". - Dane o pracy lekarzy, o ich zarobkach, przynajmniej w bardzo dużej części, NFZ już ma - podkreślił Sośnierz.
Były prezes Funduszu przekonywał, że problem nie wynika z braku informacji, lecz z braku reakcji na dane obecne w systemie. - Dane są w systemie, tylko nikt ich nie wykorzystuje. Dlaczego? Bo gdyby je wykorzystano, trzeba byłoby odrzucić ofertę jednego szpitala albo drugiego, skoro godziny pracy tego samego lekarza się nakładają. Myśmy to robili jeszcze w kasach chorych. Wszystko było kontrolowane, wszystko było uporządkowane. Tylko nie podobało się to politykom i części środowiska medycznego - ocenił były szef NFZ.
"To tylko zasłona dymna"
Jego zdaniem "tachografy niczego nie załatwią". - To jest tylko zasłona dymna. Trzeba się zastanowić, dlaczego w ogóle możliwe są takie zarobki i trzeba zlikwidować przyczyny, dla których lekarze mogą osiągać takie dochody - dodał Sośnierz.
Jego zdaniem przyczyny obecnego stanu rzeczy w systemie zdrowotnym są jednak głębsze. - Jeżeli w kraju jest określona liczba specjalistów, a wymagania powodują sztuczny deficyt, to wszyscy zaczynają kombinować, jak zatrudnić tego samego lekarza w dwóch miejscach jednocześnie. To jest mechanizm wpisany w system - twierdził były szef NFZ.
Jego zdaniem minister zdrowia ustala warunki niemożliwe do spełnienia w polskich realiach, a potem musi tolerować sytuację, w której ten sam lekarz figuruje w tych samych godzinach w różnych placówkach.
Źródło: "Fakt".