Spór o jawność zarobków lekarzy zdaje się nie mieć końca. Sprawie nie pomagają trudne relacje na linii rząd-samorząd lekarski. W ubiegłym tygodniu premier Donald Tusk stwierdził wprost, że "nie ułatwia mu pracy to, że reprezentanci środowiska lekarskiego raczej stawali na głowie, żeby koncentrować się na ochronie uprzywilejowanej pozycji niektórych lekarzy, a nie na realnej kontroli i zmianie stanu rzeczy".
Tusk wzywa lekarzy do współpracy. Samorząd zawodowy reaguje
W piątek 3 lipca Tusk ponownie wezwał środowisko lekarskie, "by nie szukało konfrontacji". - Koniec z salonikami VIP, zapisami na "zeszyty", niesprawiedliwymi kominami płacowymi - zadeklarował premier Tusk.
Do sprawy odniósł się wcześniej szef Naczelnej Izby Lekarskiej. Łukasz Jankowski odparł zarzuty, jakie po aferze ze Szpitalem Południowym w Warszawie kierowane są pod adresem całej grupy zawodowej.
Błąd za 190 mln zł. Sołowow: lekceważyłem wszystkie sygnały
To nie lekarze zjedli pieniądze, to nie lekarze żerują na nieszczęściu pacjentów. Widzimy problemy. Widzimy kominy płacowe, widzimy konieczność wprowadzenia tachografów (jako podstawy do wyliczenia wynagrodzenia, stosowanych głównie u kierowców w branży transportowej - red.), konieczność odpolitycznienia. Ale jesteśmy środowiskiem, które przedstawiło postulaty - powiedział w piątek w TVN24 Łukasz Jankowski, szef NIL.
Dodał, że Izba jest za jawnością wynagrodzeń, ale "przeciw temu, by minister mógł użyć tych danych do celów innych, wskazanych przez siebie". - Mamy złe doświadczenia po sprawie ministra Adama Niedzielskiego. Ta ustawa nie była konsultowana. A Urząd Ochrony Danych Osobowych ma poważne wątpliwości - powiedział w TVN24 Łukasz Jankowski.
Zaznaczył, że gdyby dane lekarzy były zabezpieczone w sposób optymalny, to samorząd lekarski poparłby ustawę. - Obecny projekt jest bublem pisanym na kolanie - stwierdził dosadnie szef NIL.
Źródło: TVN24, money.pl.