Tusk powiedział, że zwrócił się do ministry zdrowia i szefostwa NFZ o przygotowanie listy dalszych działań. - Nie mam wątpliwości, że kwestia Szpitala Południowego to już temat dla prokuratury. Mamy już rezygnacje dwóch wiceprezydentek Warszawy. Dla rządu ważne jest, by skutecznie zahamować te zwyrodnienia i nadużycia, które są efektem złego systemu. Nie będzie wyrozumiałości - zapowiedział premier Tusk.
Zdajemy sobie sprawę, że to nie jest tylko ten szpital. Trzeba doprowadzić do systemowych rozwiązań przez NFZ i minister zdrowia. Chodzi mi o tzw. saloniki VIP. Dla funduszu i ministerstwa zadanie jest jasne - to zjawisko musi zniknąć. Dostęp do usług medycznych powinien być równy i zależny od oceny medycznej, bez znaczenia jakie to miasto i poziom znajomości - podkreślił Donald Tusk.
Dodał, że oczekuje precyzyjnych kroków "od ręki". - Jest też problem tzw. zeszytów z nazwiskami tych, którzy obchodzą kolejkę. To też jest nieakceptowalne. Kończymy prace nad centralną e-rejestracją. Dzięki niej kolejka będzie transparentna, będzie wiadomo kto i gdzie ją złamał. To powinno zostać wdrożone za pół roku w drodze rozporządzenia - dodał szef rządu.
Jest najbogatszym Polakiem. Mówi, jakie problemy w biznesie są najtrudniejsze
Zwrócił się także do samorządu lekarskiego. - Nie szukajcie konfrontacji. Ta rejestracja odbierze prawo tym, którzy chcą omijać kolejki. Koniec z salonikami VIP, "zeszytami", niesprawiedliwymi kominami płacowymi - zadeklarował premier Tusk.
Kontrowersje wokół oświadczenia ministry zdrowia
Tusk nie odniósł się do kontrowersji wokół oświadczenia majątkowego ministry zdrowia. Okazało się, że w 2025 r., gdy już stała na czele resortu, Szpitale Pomorskie wypłaciły jej łącznie ponad 530 tys. zł, a w 2026 r. dopłaciły kolejne 57 tys. zł odszkodowania za to, że nie będzie z nimi konkurować. Mowa o urzędzie, który nadzoruje wszystkie szpitale w Polsce. W oświadczeniu ministra podała te dochody w rubryce "inne dochody". Była tam pokaźna suma, ok. 725 tys. zł.
Ministra podała szczegóły tych dochodów dopiero pod naciskiem mediów. - Wszystko jest jawne. Z rzetelnie i uczciwie wykonywanej pracy, czy to w roli radcy prawnego, zarządzającego czy wykładowcy - mówiła. Okazało się, że większość tej kwoty pochodziła z jednego źródła: ze spółki, którą wcześniej kierowała.