atom w polsce (strona 2 z 5)

Głośne "nie" dla atomu. Powód? Bo za drogi. "Myśliwce też kosztują, ale dają bezpieczeństwo"
WIDEO

Głośne "nie" dla atomu. Powód? Bo za drogi. "Myśliwce też kosztują, ale dają bezpieczeństwo"

"Uważamy, że budowa elektrowni jądrowych w Polsce nie powinna mieć miejsca" - piszą autorzy listu otwartego, pod którym podpisał się między innymi Greenpeace. Skąd tak głośnie "nie" dla atomu? - Jest kilka powodów - powiedział w programie "Newsroom" WP Marek Józefiak, rzecznik prasowy Greenpeace Polska. - Główny argument to pieniądze. Atom jest dużo droższy od OZE. Drogie jest zapewnienie bezpieczeństwa. Wszystkie projekty prowadzone obecnie w Europie przekraczają swoje pierwotne budżety. We Francji budowa elektrowni atomowej miała kosztować 3 mld euro, będzie kosztować ponad 13 mld euro. To jest czterokrotne przekroczenie. Druga kwestia to czas. Atom nie rozwiążę nam problemów, które mamy teraz. Budowy trwają bardzo długo, często ponad 10 lat. Kolejny argument to patriotyzm gospodarczy. OZE dadzą nam więcej korzyści gospodarczych niż atom. Będzie chociażby więcej miejsc pracy. Atom nie jest konieczny do tego, by zbudować bezpieczeństwo energetyczne w Polsce - uważa ekspert. - Jeśli chodzi o pieniądze, to powiem tak: myśliwce też są drogie, a dają bezpieczeństwo - odparł Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny serwisu BiznesAlert. - Energetyka jądrowa jest dyspozycyjna, bo działa niezależnie od pogody. Daje dużo więcej energii niż OZE. Energii z wiatraków nie ma podczas flauty, w nocy nie działają panele fotowoltaiczne. W energetyce atomowej mamy rękę na guziku. Ona jest faktycznie droga, ale na walkę z kryzysem energetycznym wydaliśmy ogromne pieniądze, których byśmy nie wydali, gdyby były stabilne źródła energii. Atom jest ponadto zeroemisyjny, dlatego Komisja Europejska, Międzynarodowa Agencja Energii i największe stronnictwa polityczne w Polsce opowiadają się za atomem. Największe gospodarki świata mają energetykę jądrową, która rozprzestrzenia się na inne działy gospodarki. Medycyna, nauka, kosmos rozwijają się zupełnie inaczej w tych krajach, w których jest już atom - dodaje ekspert.
Paweł Pawłowski Paweł Pawłowski
Polska potrzebuje atomu. "Każda nowa technologia budzi obawy, ale niech przemówią argumenty"
WIDEO

Polska potrzebuje atomu. "Każda nowa technologia budzi obawy, ale niech przemówią argumenty"

- Amerykański projekt budowy elektrowni atomowej w Polsce zakłada, że paliwo do nich będzie pochodzić z zakładów Westinghuose w Szwecji - powiedział w programie "Newsroom" WP Jakub Wiech, redaktor naczelny portalu Energetyka24.com. - Koreańczycy sygnalizują, że są w stanie w Polsce wybudować fabrykę prętów paliwowych. Zatem paliwo byłoby dostępne od ręki. Rosja nie jest największym producentem uranu, nie jest nawet w pierwszej piątce, ustępuje chociażby Kazachstanowi. Duża część prętów paliwowych jest produkowana w dużej mierze w Europie. Mały atom jest planowany przez polski przemysł i to są miniatury dużych reaktorów jądrowych. Pierwsze takie jednostki powstają obecnie w Kanadzie i w USA. W Polsce nawet przed 2030 r. moglibyśmy się spodziewać pierwszym małych reaktorów. Ale to zależy od tego, jak projekt rozwinie się za Oceanem i czy nastąpi szybka adaptacja tej technologii w Europie. Są pozytywne sygnały mówiące o tym, że to może stać się szybko. Mały atom posłuży nie tylko biznesowi do zaspokojenia mocy produkcyjnych, ale także społeczeństwu. Mam nadzieję, że Polacy są już do atomu przekonani. Każda nowa technologia i jej instalowanie w pobliżu miejsc zamieszkania budzi emocje, widać je przy okazji dyskusji o wiatrakach. Ale atom jest bardzo potrzebny, by utrzymać konkurencyjność gospodarczą i rozwijać innowacyjność. Mam nadzieję, że to przemówi do Polaków, tym bardziej, że te reaktory są bezpieczne, bo bazują na systemach bezpieczeństwa rozwijanych przez ostatnie 60 lat – zapewnia ekspert.
Mateusz Ratajczak Mateusz Ratajczak
Niemcy protestują przeciwko planom Polski. "To głupota, trzeba to sobie jasno powiedzieć. Trzeba walczyć"
WIDEO

Niemcy protestują przeciwko planom Polski. "To głupota, trzeba to sobie jasno powiedzieć. Trzeba walczyć"

Niemiecki dziennik "Frankfurter Allgemeine Zeitung" pisze o polskich planach budowy elektrowni atomowych i protestach wschodnioniemieckich polityków, którzy chcą powstrzymać projekt. Władze powołują się m.in. na awarie jądrowe w Czarnobylu i Fukushimie. - Niemcom nie podoba się, że w ogóle istnieją w Polsce plany budowy elektrowni atomowej - powiedział w programie "Newsroom" WP Jakub Wiech z portalu Energetyka24.com. – Niemcy nie chcą, by w Europie Wschodnie powstawały takie inwestycje. Mówię tu o niemieckich politykach, społeczeństwo niemieckie już zmieniło zdanie i chce atomu. Niemieccy politycy obrośli w takie antyatomowe piórka, ale z tą postawą trzeba walczyć. To sprzeczne nie tylko z tym, co mówi nauka, ale także z tym, co pokazują przykłady pokazujące funkcjonowanie atomu. Francja zasilana jest w 70 proc. z atomu, Niemcy od energetyki jądrowej odchodzą i stawiają na odnawialne źródła energii. Wciąż jednak mają duży problem z porzuceniem węgla. Mimo gigantycznych nakładów pieniędzy Niemcom nie udało się zejść z poziomem emisji CO2 i doścignąć Francji. To pokazuje, jakie możliwości daje atom. Ludzie, którzy walczą z energetyką jądrową, są nieracjonalni. To jest głupota, trzeba to sobie jasno powiedzieć. Jest grupa państw, która ostro protestuje przeciwko atomowym planom Polski, ale nie jest to coś, co będzie blokujące. Przywoływanie przykładów Czarnobyla i Fukushimy jest niedorzeczne. To nie ma prawa się powtórzyć w technologii, które obecnie obowiązują. W Polsce nie ma ryzyka wystąpienia trzęsień ziemi i tsunami, a to właśnie te nałożone na siebie katastrofy doprowadziły do awarii w Japonii. Mamy bardzo bezpieczne technologie, które oferują partnerzy z USA, Korei, Francji. Wiemy, jak budować elektrownie jądrowe bezpiecznie. Przemysł atomowy wyciągnął z tych tragedii wnioski. W Europie widać zwrot ku elektrowniom atomowym. Przykładem jest Szwecja, która wygaszała reaktory, teraz do nich wraca. W Belgii i w Niemczech dzieje się to samo, bo jest presja ze strony opinii publicznej. To jest istotna zmiana, którą widać w czołowych gospodarkach europejskich – podkreślił ekspert.
Agnieszka Kopacz-Domańska Agnieszka Kopacz-Domańska