kampania wyborcza (strona 3 z 14)

Bilion zł. Taki jest rachunek za obietnice wyborcze. "Niech powiedzą, że VAT trzeba podnieść do 30 proc."
WIDEO

Bilion zł. Taki jest rachunek za obietnice wyborcze. "Niech powiedzą, że VAT trzeba podnieść do 30 proc."

Bilion złotych - to łączny koszt wszystkich obietnic, które pojawiły się w kampanii wyborczej. Tak wynika z wyliczeń money.pl i Forum Obywatelskiego Rozwoju. - To gigantyczna kwota, która pokazuje, że politycy mieli wyjątkowy rozmach. Obiecali nam wszystko, wręcz złote góry - powiedział w programie "Newsroom" Łukasz Kijek, szef redakcji money.pl. - Jako redakcja uznaliśmy, że trzeba to policzyć, bo taka jest nasza rola. Musimy patrzeć politykom na ręce. Tym bardziej, że politycy prawie nigdy nie mówią o tym, skąd na spełnienie obietnic wziąć pieniądze. Dlatego zachęcam do odwiedzenia strony wybory2023.money.pl, by dowiedzieć się, jaka jest prawda. Każda z tych partii zaproponowała ogromny wzrost wydatków publicznych w najbliższym czasie. Mówimy tak naprawdę o ogromnej dziurze w finansach publicznych - dodał Łukasz Kijek. - Najdroższy jest program Bezpartyjnych Samorządowców - powiedział Marcin Zieliński, główny ekonomista Forum Obywatelskiego Rozwoju. - Ale chciałbym jeszcze powiedzieć, jak nasz ranking powstał. Rząd PiS przedstawił projekt budżetu na przyszły rok, który zakłada deficyt na poziomie 170 mld zł i na tej podstawie dodawaliśmy to, czego w tym budżecie nie ma. Okazuje się, że nawet najtańsze programy zakładają, że w przyszłym roku będziemy mieć deficyt na poziomie 8 proc. PKB. To jest 300 mld zł. Tę kwotę nabiła obietnica zniesienia podatku dochodowego od osób fizycznych, która kosztuje 170 mld zł. Gdzie są te wydatki, które będziemy ciąć po drugiej stronie, by ten deficyt się nie powiększył? Obietnice są do spełnienia, ale trzeba powiedzieć szczerze: potrzebne jest podniesienie podatków. I to jest uczciwe postawienie sprawy. Nie ma poważnego traktowania wyborcy. Przy takich obietnicach, trzeba by podnieść VAT do 30 proc. Jestem ciekawy, kto by za tym zagłosował? - zastanawia się ekspert.
Łukasz Kijek Łukasz Kijek
Emerytury stażowe. Realna obietnica? "PiS specjalnie nie podało szczegółów"
WIDEO

Emerytury stażowe. Realna obietnica? "PiS specjalnie nie podało szczegółów"

PiS obiecało wprowadzenie emerytur stażowych. Czy ona jest realna? I czy nie uderzy to w system emerytalny? Pomysł od dwóch lat leży w Sejmie. - Jako OPZZ walczymy o emerytury stażowe od 2010 r. i pierwszy był nasz projekt. Zebraliśmy 800 tys. podpisów. Tak dużo obywateli nie walczyłoby o rzecz, która jest nierealne. To się pojawiło nawet w postulatach sierpniowych - powiedział Sebastian Koćwin w trakcie pierwszej debaty gospodarczej w programie "Money.pl". - Wierzę w tę obietnicę, ale pomysł nie jest do końca akceptowalny przez nas. My zakładaliśmy przejście na emeryturę po okresie 40 lat w przypadku mężczyzn i 35 - w przypadku kobiet. Propozycja rządu jest gorsza, mówi o wieku 43 i 38 lat. Nie znamy szczegółów. Być może tylko okresy składkowe będą brane pod uwagę. Może być tak, że osoby ciężko pracujące, z powodu chorobowego, nie będą brane pod uwagę. Wtedy to będzie oferta tylko dla wybranych – dodał. - To sztuczne wywoływanie tematu w kampanii – uważa z kolei Oskar Sobolewski, ekspert emerytalny i rynku pracy. – Gdyby PiS chciało tę obietnicę spełnić, już dawno by to zrobiło. Z 800 plus jakoś udało się szybko zadziałać. Jeśli chodzi o założenia, to faktycznie niewiele wiemy. Ale to też chodzi o to, by z tych szczegółów nie można było potem rozliczać PiS. Negatywnie oceniam to rozwiązanie. Emerytury stażowe mogłyby być realizowane pod warunkiem, że byłaby to część większej reformy emerytalnej związanej z wyrównywaniem i podnoszeniem wieku emerytalnego – zaznaczył ekspert.
Łukasz Kijek Łukasz Kijek