Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
Sektor bankowy trzeszczy, a coraz więcej analityków – również w Rosji – ostrzega przed ryzykiem kryzysu bankowego. Do ataków na infrastrukturę energetyczną wewnątrz Rosji, kolejek na stacjach benzynowych czy blokady internetu do problemów Rosjan może dojść problem z dostępem do pieniędzy.
Kobieta-symbol gospodarki Rosji
Nie jest przypadkiem, że jednym z symboli rosnącej nerwowości wokół rosyjskiej gospodarki stała się Elwira Nabiullina, szefowa Banku Centralnego Rosji i jedna z najbardziej wpływowych osób w rosyjskiej polityce gospodarczej. Przez lata była przedstawiana jako technokratka, która potrafiła utrzymać stabilność systemu mimo wojny i sankcji. Jednak w ostatnich tygodniach jej publiczna nieobecność wywołała falę spekulacji.
WIDEOReligia jako narzędzie Kremla? Ekspert o roli Cerkwi w polityce Putina
Zaczęły krążyć plotki o możliwym odejściu Nabiulliny, co samo w sobie było znaczącym sygnałem – w Rosji nawet pogłoski o zmianie na tak strategicznym stanowisku są odczytywane jako oznaka napięć na szczytach władzy. Ostatecznie Nabiullina wróciła do publicznej aktywności, ale w kremlinologii zawsze jest jakieś źdźbło prawdy.
Media rozpisywały się ostatnio o udziale kredytów zagrożonych w portfelach korporacyjnych, który sięgnął według danych banku centralnego około 11,5 proc., a w segmencie niezabezpieczonych kredytów konsumenckich – blisko 13 proc. Wolumen kredytów przeterminowanych o ponad 90 dni wzrósł do około 2,3 bln rubli, czyli niemal 30 mld dolarów. Według metodologii Międzynarodowego Funduszu Walutowego przekroczenie poziomu 10 proc. złych aktywów w całym systemie finansowym jest jednym z sygnałów ostrzegawczych wskazujących na możliwość kryzysu systemowego.
Prosty mechanizm
Rosyjski sektor bankowy coraz bardziej przypomina narzędzie finansowania wojny, a nie normalny system alokacji kapitału. Mechanizm problemu jest stosunkowo prosty. Po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji na Ukrainę Kreml przestawił gospodarkę na tryb wojenny. Banki zostały wykorzystane jako kanał realizacji polityki państwa: miały finansować przemysł obronny, wspierać strategiczne przedsiębiorstwa oraz utrzymywać konsumpcję przez preferencyjne kredyty mieszkaniowe.
W warunkach normalnej gospodarki część takich projektów zostałaby odrzucona jako zbyt ryzykowna. W gospodarce wojennej kryterium ekonomiczne ustąpiło politycznemu.
Dopóki gospodarka rośnie dzięki ogromnym wydatkom publicznym, złe decyzje kredytowe można ukrywać. Kiedy jednak wzrost hamuje (stagnacja na poziomie 1 proc. r/r), a stopy procentowe pozostają wysokie (16 proc. w Rosji), niewypłacalność kredytobiorców zaczyna być widoczna.
Najbardziej wymownym sygnałem jest rosnąca fala bankructw konsumenckich. Liczba gospodarstw domowych ogłaszających upadłość wzrosła w ubiegłym roku o blisko jedną trzecią, do około pół miliona. Rosjanie korzystali z taniego pieniądza, ale teraz muszą spłacać zobowiązania w gospodarce z wysoką inflacją, drogim kredytem i coraz większą niepewnością. Pojawiają się też sygnały o wzroście preferencji do trzymania oszczędności poza systemem bankowym – swoisty powrót do tradycji zakopywania kasy w słoikach za stodołą.
Lekcja z Japonii
Historia pokazuje, że takie mechanizmy rzadko kończą się bez kosztów. Kryzys azjatycki z 1997 r., Japonia po pęknięciu bańki nieruchomościowej czy problemy europejskich banków po kryzysie zadłużeniowym miały wspólny mianownik: politycznie lub rynkowo wymuszony kredytowy boom, który po zmianie warunków makroekonomicznych zamieniał się w problem sektora finansowego.
Rosja nie jest jeszcze w sytuacji Cypru, gdzie kredyty zagrożone sięgały niemal połowy portfela, ani państw azjatyckich z końca lat 90., gdzie NPL przekraczały 30 proc. Ale poziom 10–13 proc. złych aktywów jest momentem, w którym w wielu krajach zaczynały się kosztowne interwencje: dokapitalizowania banków, nacjonalizacje albo programy ratunkowe. Rosja ma dziś dodatkowy problem – jest odcięta od wielu źródeł międzynarodowego finansowania, które w przeszłości pomagały innym gospodarkom wychodzić z kryzysów.
Bank centralny Rosji oczywiście uspokaja. Przedstawiciele instytucji przekonują, że problemy sektora finansowego nie są krytyczne. Taka retoryka nie powinna jednak dziwić – żaden bank centralny nie ogłasza kryzysu, zanim stanie się on faktem. Zadaniem władz monetarnych jest przede wszystkim utrzymanie zaufania. Problem w tym, że zaufanie jest właśnie tym aktywem, którego w rosyjskim systemie zaczyna brakować.
Trójkąt niemożności
Bank Rosji stoi dziś przed wyjątkowo trudnym zadaniem. Musi walczyć z inflacją przez wysokie stopy procentowe, jednocześnie chronić banki przed falą niewypłacalności i nie dopuścić do odpływu depozytów. To klasyczny trójkąt niemożności: każdy cel wymaga działań, które utrudniają realizację pozostałych.
Dla świata zewnętrznego rosyjski kryzys bankowy nie oznaczałby raczej powtórki z upadku Lehman Brothers. Rosyjski sektor finansowy jest dziś znacznie bardziej odizolowany od globalnych rynków niż przed wojną. Największe konsekwencje byłyby wewnętrzne: ograniczenie możliwości finansowania przemysłu zbrojeniowego, presja na budżet państwa i pogorszenie nastrojów społecznych.
Nie oznacza to jednak, że rosyjski system zaraz się zawali. Kreml wielokrotnie udowadniał, że potrafi przez długi czas ukrywać koszty swoich decyzji – przez ręczne sterowanie gospodarką, zmiany regulacyjne i wykorzystanie rezerw państwowych. Ale coś się zmieniło: po raz pierwszy od dawna o problemach rosyjskiej gospodarki nie mówią tylko jej przeciwnicy.